Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Felieton

Kopciuchy rozpalają do czerwoności

Nie jeżdżę 5-litrowym SUV-em z silnikiem diesla i nie jestem bogaczką. Nie jestem z Brukseli ani z Berlina. Nie piszę na zlecenie polityków ani deweloperów. A tak całkiem serio: Państwa reakcje po moim felietonie „Kopciuchy mają się dobrze. Znacznie gorzej z ludźmi” pokazały, jak newralgicznego i trudnego tematu dotknęłam. Bez prostych rozwiązań.
Kopciuchy rozpalają do czerwoności

Źródło: archiwum prywatne

Kopciuchy rozpaliły do czerwoności. Temat wyzwolił ogromne emocje wśród naszych Czytelników. W większości spośród prawie tysiąca komentarzy na Facebooku wybrzmiała irytacja i złość. Co tak naprawdę się pod tym kryje? Bo nie uwierzę, że ludzie naprawdę wolą rakotwórczy smog od czystego powietrza.

Po pierwsze lęk. Część naszego społeczeństwa boi się tej zmiany. I nie chodzi o wymianę pieca, ale o późniejsze zapłacenie rachunków. Gaz jest droższy od węgla. W starych domach ze starymi piecami mieszkają starsi ludzie. Samotnie lub we dwoje. Ich po prostu może nie być stać na ogrzanie domu gazem.

Jest też ta druga część społeczeństwa, którą stać na wymianę źródła ciepła, ale z jakiegoś powodu ten wydatek wydaje się niepotrzebny, a w dodatku budzi bunt, bo jest narzucony z góry. Wściekłość i upór bardzo mocno wybrzmiały w komentarzach. Towarzyszy im głębokie przekonanie, że to zmiana niepotrzebna i wprowadzana na złość ludziom. „Zawsze paliło się węglem i jakoś to nikomu nie przeszkadzało” – tak mniej więcej ujmowali to Czytelnicy w komentarzach.

No właśnie: zawsze tak było i było dobrze.

Czy wyobrażacie sobie dziś Państwo, że w kawiarni ktoś dmucha wam dymem papierosowym prosto w twarz? Albo w pracy wasz kolega z biurka obok przez osiem godzin odpala jedną fajkę od drugiej? W szpitalu, w szkole, w urzędzie? Naprawdę sobie to wyobrażacie?

A przecież zawsze tak było i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych został wprowadzony w Polsce w 2010 roku. Oczywiście, że budził sprzeciw. Oczywiście, że pojawiły się głosy o ograniczaniu wolności osobistej. Ale dziś, zaledwie po 16 latach, to dla nas standard. Tak zmienia się świat – mamy większą wiedzę i świadomość. Chcemy żyć dłużej i w dobrym zdrowiu.

W „Ołowianych dzieciach” rodzice i dziadkowie dzieci umierających na ołowicę też mówili, że „huta zawsze truła i jakoś się żyło”. To był 1974 rok. Rok, który na zawsze zmienił życie tysiąca rodzin ze śląskich Szopienic. Bo dwie mądre i odważne lekarki ujawniły, że huta, która karmi, również zabija. Kiedy jedna z nich powiedziała do matek: „Wasze dzieci umierają od dymu z komina huty”, niemal została zlinczowana. Ale zmian nie dało się już zatrzymać. Była to zmiana tym trudniejsza, że dotyczyła ludzkiej mentalności. Łatwiej założyć filtry na komin, łatwiej wywieźć dzieci do sanatorium, niż przekonać ludzi, że dym z komina zabija.

A zabija. Ten z naszych kominów, na osiedlach starych domów jednorodzinnych w Lublinie i w wielu innych miastach w naszym województwie też zabija. Możemy to wypierać, możemy zaklinać rzeczywistość, możemy się złościć i obrażać tych, którzy o tym głośno mówią. Ale to nie uzdrowi naszych płuc.

Benzoapiren jest bardzo demokratyczny i truje po równo wszystkich.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama