Punktualnie o godzinie 11 spod Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie wyruszył w stronę archikatedry lubelskiej kondukt rzemieślników z barwnymi sztandarami. Tam właśnie odbyła się msza święta w intencji rzemiosła i rzemieślników celebrowana przez arcybiskupa Stanisława Budzika.
Zabraknie nam szewców, kaletników i mechaników? „Rzemiosło podąża za rynkiem”
Czy grozi nam brak szewców, krawców czy kaletników — ogólnie rzemieślników produkujących lokalnie dobrej jakości wyroby? O tym rozmawiamy ze Zbigniewem Marchwiakiem, prezesem Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie.
W jakiej kondycji jest dziś lubelskie rzemiosło?
– W zasadzie szewców i kaletników już prawie nie mamy. Prawdziwym cudem jest dziś znalezienie szewca, nie mówiąc o kaletniku. Wiąże się to jednak z tym, że rzemiosło zawsze podążało i nadal podąża za potrzebami rynku, dostosowując się do zapotrzebowania na usługi i towary.
Czy grozi nam zanik zawodów rzemieślniczych? Nie. To nie jest zagrożenie bardzo realne. Owszem, mogą występować i występują braki w poszczególnych zawodach i branżach.
Cechą charakterystyczną rzemiosła nie od dziś, lecz od wielu dziesięcioleci, a nawet wieków jest szkolenie następców. Działalność oświatowa ma dla nas ogromne znaczenie. Zarówno poszczególne zakłady i rzemieślnicy, jak i samorząd gospodarczy rzemiosła przywiązują dużą wagę do zachowania ciągłości pokoleniowej. I to się udaje.
Co więcej, odnotowujemy coraz większe zainteresowanie młodych ludzi zawodami rzemieślniczymi. W czasie rekrutacji na obecny rok szkolny do naszej branżowej szkoły rzemieślniczej mieliśmy nadkomplet. Wcześniej taka sytuacja się nie zdarzała. W skali regionu i kraju ponad 50 proc. absolwentów klas ósmych wybiera dziś szkoły zawodowe.
To pocieszające, bo jeszcze niedawno głównym wyborem było liceum ogólnokształcące, a zapotrzebowanie na osoby z wykształceniem ogólnym jest dziś mniejsze niż na fachowców.
No właśnie, pod opieką Izby działa Branżowa Szkoła Rzemieślnicza w Lublinie. W jakich zawodach przyszli czeladnicy i mistrzowie mogą się kształcić pod okiem profesjonalnych zakładów?
– To system kształcenia dualnego. Uczeń, a bardziej precyzyjnie pracownik młodociany, ma umowę o pracę w celu przygotowania zawodowego u mistrza szkolącego. Pobiera z tego tytułu wynagrodzenie, odprowadzane są za niego składki na ubezpieczenie społeczne, a jednocześnie zdobywa wiedzę teoretyczną w szkole.
Takie kształcenie ma wiele zalet. Przede wszystkim uczeń od początku uczestniczy w rynku pracy – ma kontakt z klientem, towarem i realnymi sytuacjami zawodowymi. Absolwent szkoły o innym profilu dopiero musi się tego uczyć w przyszłej pracy.
Nie bez znaczenia jest też fakt, często niedoceniany przez młodych ludzi, że trzy lata szkoły branżowej wliczają się do stażu emerytalnego. Z czasem ma to duże znaczenie.
Możemy właściwie kształcić we wszystkich zawodach, ponieważ nasze klasy są wielozawodowe. Trudno byłoby przecież zebrać jedną klasę złożoną wyłącznie z 25–30 fotografów czy przedstawicieli innych mniej popularnych profesji.
Najwięcej mamy fryzjerów, kucharzy oraz uczniów w zawodach budowlanych. Bardzo popularne szczególnie wśród chłopców są też zawody motoryzacyjne. Samochody i motocykle zawsze przyciągają młodych ludzi.
Pan sam, oprócz funkcji prezesa izby, jest również rzemieślnikiem. Jakie są dziś największe wyzwania dla właściciela zakładu rzemieślniczego – podatki, brak wykwalifikowanych pracowników czy konkurencja dużych sieci?
– To zależy od zawodu. Konkurencja nie dotyczy wszystkich branż. Od dawna możemy kupić pieczywo czy wyroby cukiernicze z produkcji masowej często z mrożonego ciasta. Natomiast w takich zawodach jak fryzjerstwo czy budownictwo konkurencja nie zagraża wprost istnieniu firm.
Wspólnym problemem są natomiast rosnące koszty pracy, obciążenia podatkowe i przede wszystkim składki na ubezpieczenia społeczne, które z roku na rok znacząco rosną.
Niektórzy rzemieślnicy dochodzą do momentu, w którym zastanawiają się, czy kontynuować działalność. Zyski bywają tak niewielkie, że zagraża to istnieniu zakładu.
Jako konsumenci często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele składa się na cenę produktu – nie tylko materiał i praca, ale też podatki czy koszty lokalu. Czy wyroby rzemieślnicze mogą konkurować z produktami sieciowymi?
– Zjawisko wybierania produktów masowych jest dziś normalne. Rzemiosło staje się profesją dla osób, które chcą mieć coś bardziej indywidualnego i wartościowego.
Wyroby rzemieślnicze są zwykle lepszej jakości. Można kupić stół w sieciowym sklepie za dużo niższą cenę, ale można też zamówić go u stolarza – z lepszego materiału, starannie wykonany. W takim produkcie jest nie tylko fachowość, ale też serce człowieka, który go stworzył.
Podsumowując: są sieciowe sklepy dla tych, którzy chcą kupować taniej i szybciej, i jest rzemiosło dla tych, którzy szukają indywidualizmu i realizacji własnych potrzeb.
Jak można uratować zanikające zawody?
– Podstawą jest rachunek ekonomiczny. Jeśli coś przestaje się opłacać, długo nie będzie wykonywane. Chyba że hobbystycznie, ale to rzadkie.
Warto też zmienić postrzeganie rzemiosła. Wiele osób wyobraża je sobie jako mały zakład, w którym starszy pan pracuje z młotkiem w ręce. Tymczasem współczesne rzemiosło to nowoczesne firmy z zaawansowanymi technologiami, maszynami i aktualną wiedzą.
Polskie rzemiosło, także lubelskie, często przewyższa europejskie pod względem jakości. W branżach takich jak stolarka czy fryzjerstwo odnosimy sukcesy na konkursach międzynarodowych.
Nowoczesne maszyny nie oznaczają jednak produkcji masowej?
– Absolutnie nie. To po prostu podążanie za rozwojem technologii. Wrócę tu do swojej profesji – jeszcze mój ojciec to robił, a na początku także ja się nauczyłem obróbki drewna tymi ręcznymi narzędziami, wymagającymi użycia i siły, i czasu, prawda? To dzisiaj zamiast tego ręcznego strugła używamy elektrycznych, ale nadal go trzymamy w ręku, prawda? Jednak nadal potrzebna jest wiedza i umiejętności. To nie ma nic wspólnego z masową produkcją.
Jak pan widzi rzemiosło za 10 lat?
– Specjaliści, i to niekoniecznie futurolodzy, przewidują, że będzie co najmniej kilka, kilkanaście, a niektórzy mówią, że nawet kilkadziesiąt nowych zawodów, o których zupełnie dzisiaj nie mamy pojęcia i nie wiemy, czy one w ogóle będą, więc to, co powiedziałem na początku — podążanie za rynkiem, zapotrzebowanie ludzi, za potrzebami społecznymi.
Na pewno rzemiosło będzie, bo zapewne nie wszyscy sobie uświadamiamy. Rano wstajemy, jemy pieczywo. Może pochodzi czasami z marketów, ale jest dużo dobrych polskich piekarni. Chodzimy do fryzjera, naprawiamy samochody, cieknące krany i tak dalej.
Nie wyobrażam sobie, że to nie będzie potrzebne. Jakoś tak nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale być może do tego dojdzie, że zaprogramujemy sobie sami fryzurę i będzie jakieś urządzenie, które rzeczywiście nas uczesze.
Dzisiaj świętujecie św. Józefa – patrona rzemieślników. Czego życzyć przedstawicielom tej branży?
– Przede wszystkim satysfakcji z wykonywanego zawodu, wytrwałości i radości z dobrze wykonanej pracy. Każdy solidnie wykonany przedmiot czy usługa to powód do dumy.
No i oczywiście – wychowania następców. To ogromna satysfakcja, gdy uczeń przewyższa mistrza i motywuje go do dalszego rozwoju.














Komentarze