Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasz cykl: Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Tatary. Życie z fabrycznymi pyłami na dachach

Na ulicy Gospodarczej na Tatarach zamieszkałem na początku lat 80. ubiegłego wieku. Wtedy to było osiedle tętniące życiem, a na pobliski Dworzec Północny przyjeżdżali PKS-em mieszkańcy z całego regionu – wspomina pan Paweł.
Tatary. Życie z fabrycznymi pyłami na dachach
Basen przy ulicy Odlewniczej na Tatarach powstał w drugiej połowie lat. 70. XX wieku

Autor: TEATR NN, WOJCIECH TURŻAŃSKI

Dworzec Północny obsługiwał wtedy zarówno pociągi PKP, jak i autobusy PKS. Dzięki temu ruch był tu bardzo duży i wokół dworca rozwijał się handel. Hala dworcowa była duża, na dole były kasy, a na górze na galeryjce ulokowane były sklepy, które wtedy przeżywały swój rozkwit. Można tu było kupić ubrania od tzw. prywaciarzy, kosmetyki zza granicy, ale też różne akcesoria i elementy wyposażenia wnętrz z drewna – karnisze, półki, kwietniki. Te sklepy ściągały na dworzec klientów z Lublina, z regionu, ale również zza wschodniej granicy. 

Tunel prowadził wprost do fabryki

Dworzec PKS powstał z myślą o pracownikach pobliskiej Fabryki Samochodów Ciężarowych, która była chyba wtedy największym pracodawca w mieście. Przejście z hali dworca na perony były podziemne i tym samym tunelem, nieco dalej, wchodziło się na teren fabryki FSC. PKS-y dowoziły ludzi do pracy z całego województwa. To była dla nich ogromna wygoda, bo wjeżdżali niemal na teren fabryki. Ale bliskie sąsiedztwo FSC miało też swoje gorsze strony. Dachy jasnych samochodów pokryte były rudym pyłem, który wydobywał się z kominów fabryki. Nie dało się ukryć, że mieszkamy w przemysłowej części miasta. 

Osiedle Tatary zamieszkiwali pracownicy FSC, ale też sporo było bloków komunalnych i dla rodzin z tzw. przesiedleń. Było trochę „lumpenproletariatu”, z którym kojarzone jest to osiedla. Ale równocześnie mieszkało tu wiele zacnych rodzin, mieliśmy takich słynnych mieszkańców jak Stanisław Kuduk – lubelski aktor i artysta plastyk, czy Andrzej Pruszkowski, były prezydent Lublina. 

Ja czułem się tu bezpiecznie, ale „obcym” nie radziłbym zapuszczać się w te okolice po zmroku. Pamiętam, jak ciężko pobito żonę mojego kolegi. Ale on był działaczem „Solidarności”, był internowany, a jego żona padła ofiarą działań bezpieki. 

Dzielnica Tatary, lata 70. XX wieku

FOT. Teatr NN, fot. Wojciech Turżański

Społeczność wokół kościoła

Osiedle było zielone, pełne alejek, skwerów i placów zabaw, przyjazne dla rodzin z dziećmi. Tych dzieci było bardzo dużo, to był czas wyżu demograficznego, więc osiedle tętniło życiem. Ważnym miejscem dla mieszkańców była kaplica, a następnie kościół, który był wtedy budowany. 

Pierwszym proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski był ksiądz Zbigniew Kuzia. Był on inicjatorem budowy i doprowadził do powstania tamtejszego kościoła. To był wielki autorytet dla ludzi, zaangażowany w działalność lubelskiej „Solidarności”, duszpasterz Ludzi Pracy. Energiczny, przedsiębiorczy, szczery, był bardzo lubiany przez ludzi. Mieszkańcy osiedla garnęli się do niego, a msze miały zawsze ogromną frekwencję. Wokół kościoła powstała silna społeczność, która zgromadziła wiele rodzin z dziećmi. To miało naprawdę pozytywny wpływ na rozwój i kształtowanie młodego pokolenia z tych okolic. 

Ciuchy w „Stodole”, ryby na Hutniczej

Charakterystycznym punktem osiedla była tzw. „Stodoła” – duża hala handlowa, w której na początku sprzedawano odzież, a w późniejszym czasie meble. Teraz jest tam dyskont spożywczy. Pomiędzy „Stodołą” a dworcem była wulkanizacja i targ, na którym rolnicy sprzedawali warzywa i owoce. Tutaj też zawsze było dużo ludzi, to było oblegane miejsce. 

Na ulicy Hutniczej był ciąg pawilonów handlowych dosłownie ze wszystkim. Był sklep rybny, gospodarstwo domowe, RTV i AGD, odzieżowy i Pewex. No i jedyny sklep, w którym w komunie uginały się półki, czyli księgarnia. 

Mieliśmy wszystko na wyciągnięcie ręki. Dwie Szkoły Podstawowe – nr 36 i nr 27, przedszkola. No i mieliśmy coś, czego nie było na innych lubelskich osiedlach. Otóż mieliśmy swój własny odkryty basen! 

Wakacje na basenie

Basen był przy ulicy Odlewniczej, miał 25 m długości, był tam brodzik, natryski, przebiaralnie. Drugi mniejszy był dla dzieci. Basen był otwarty tylko w wakacje, ale dzięki temu dzieci z Tatar przed dwa miesiące miały pod nosem swoją własną pływalnię pod gołym niebem. To była wielka atrakcja i udogodnienie dla rodziców, których nie było stać na wyjazd poza Lublin. Basen gromadził tłumy. Było gwarnie, wesoło, takie wakacje między blokami. Dziś to niestety ruina, po której pozostały naprawdę wspaniałe wspomnienia. 

Przy ulicy Odlewniczej był również amfiteatr, w którym odbywały się różne występy. On również popadł w ruinę. 

Dzielnica była bardzo dobrze skomunikowana w miastem, wszędzie można było szybko dojechać. Pomiędzy blokami mieliśmy też ośrodek zdrowia. Żyło nam się wygodnie, choć zabudowa była gęsta, a mieszkania zazwyczaj malutkie. Ale dla młodych rodzin z dziećmi to był wtedy szczyt marzeń. 

Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Ciąg handlowy przy ulicy Gospodarczej

Teatr NN, fot. Eliza Kwaśniewska

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama