Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miasto Jakubasa. „Lublin jest ciekawy dla inwestycji”

Nie będzie miał tu swojej spalarni śmieci, ale postawi dwa budynki apartamentowe przy Morwowej, odrestaurowuje zabytkowy gmach przy Narutowicza i sponsoruje piłkarski Motor. Lublin w jakimś stopniu należy do Zbigniewa Jakubasa. - Uważam, że to ciekawe miasto dla inwestycji, z bardzo dużą populacją młodych ludzi – mówi jeden z najbogatszych Polaków w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”.
Miasto Jakubasa. „Lublin jest ciekawy dla inwestycji”

Autor: DW

Na jednym z nagrań z afery podsłuchowej sprzed ponad dekady Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych, w prywatnej rozmowie z Markiem Belką, wtedy prezesem Narodowego Banku Polskiego, określił Zbigniewa Jakubasa mianem „tłustego misia”. 

Jakubas okrutnie się zezłościł. „Newsweek” słusznie pisał, że od końca „lat dziewięćdziesiątych mało było na giełdzie i wokół niej gorących wydarzeń, w które nie byłby zaangażowany”, portretując go jako „prawdziwego rekina rynkowego – agresywnego, szybkiego, ale też często niezbyt cierpliwego, przez którego portfel przeszły pakiety przeszło dwudziestu giełdowych spółek”. Ale jeden z najbogatszych Polaków nie znosi, kiedy łączy się go ze stereotypowym obrazem bezdusznego miliardera. 

Joannie Mazur, niewidomej mistrzyni świata w biegu na 1500 metrów, podarował jedno z wybudowanych przez siebie w Krakowie mieszkań, bo wzruszył się jej występem w „Tańcu z Gwiazdami”. Innym razem poruszyła go historia trzech osieroconych dziewczynek z Myszkowa. Po śmierci ich matki chciano je eksmitować i przekierować do domu dziecka lub do rodzin zastępczych. Jakubas kupił im lokum. I obiecał opłacać czynsz, aż wszystkie dorosną. Twierdzi, że największym komplementem są dla niego ich słowa: „wujku Zbyszku”.

Przy całej drapieżności i brutalności kapitalistycznego sukcesu Jakubasowi nie można odmówić ani gestu, ani miękkiego serca, ani czegoś w rodzaju społecznego altruizmu. Na blogu Finanse Bardzo Osobiste wspominał, że wcale nie nabył tych cech wraz z wiekiem. Nauczył się ich od mamy, gdy dorastał w Lublinie. Ponoć było tak, że jako chłopiec dostawał do szkoły dwie kanapki: jedną dla siebie, drugą dla biedniejszego kolegi z klasy. Początkowo się krzywił, ale potem zrozumiał: to niesprawiedliwe, że nie wszyscy startują z tej samej pozycji.

Jakubas: Lublin to ciekawe miasto

73-latek faktycznie wychowywał się w Lublinie. Chodził w nim na pierwsze randki i na mecze Motoru. Jego rodzice w PRL-u byli zamożni, mieli sad, on już jako nastolatek próbował prywatnej inicjatywy, sprzedawał choinki, przywożone Wartburgiem w wersji De Luxe z nadleśnictwa w Zwierzyńcu. 

Studiował w Częstochowie, w duży biznes wkroczył w Warszawie, jego kariera przyspieszyła po założeniu spółki Ipaco, zajmującej się licencyjną produkcją markowej odzieży i montażem komputerów osobistych z części sprowadzanych z Azji. 

Po 1989 roku próbował prawie wszystkiego: Elektrim, WSiP, Ruch, Ponar, Rafamet, Optimus, KGHM, Mostostal Export, chemiczne Puławy, budownictwo, krawiectwo, numizmatyka, nieruchomości, filmy, prasa, kolejnictwo, turystyka, armatura przemysłowa. Aktualnie najwięcej zarabia na Mennicy i Newagu. Zatrudnia dwanaście tysięcy osób i odprowadza około sto milionów złotych podatku na terenie Polski. 

W 2026 roku przeżywa kolejny renesans długoletniej biznesowej kariery. W rokrocznie publikowanym przez „Forbesa” zestawieniu stu najbogatszych Polaków awansował z dwudziestego szóstego miejsca na trzynastą pozycję.

W magazynie „Forbes” przy sylwetce 73-latka czytamy: „Jeden z najbardziej znanych polskich przedsiębiorców dziś koncentruje się na trzech biznesach. Jest globalnym graczem na rynku bicia monet (kontrakty w Zambii, Tanzanii, Gwatemali). Drugim jego biznesem jest deweloperka (Bulwary Praskie, biurowiec Mennica Legacy Tower). Ale spektakularny powrót do Top 15 zawdzięcza przede wszystkim biznesowi kolejowemu i Newagowi: w ciągu dwóch lat wycena spółki wzrosła czterokrotnie, głównie za sprawą zapełnionego portfela zamówień do 2030 roku. Kiedyś jego wielką pasją była giełda, teraz zastąpiła ją piłka nożna – miliarder jest inwestorem w klubie Motor Lublin, który w 2024 roku awansował do Ekstraklasy”.​

- Piłkarska drużyna Motoru przyczynia się do promocji Lublina, choć nie wszyscy to dostrzegają – mówi Jakubas w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”. 

Dopytuję, czy Lublin, który jest wyraźnie biedniejszy od większości innych miast wojewódzkich, pozostaje wręcz systemowo osłabiany przez zjawisko zwane drenażem mózgów i od lat się wyludnia, traktuje jako dobre miejsce do inwestycji.

- Uważam, że Lublin jest ciekawym miastem dla inwestycji, z bardzo dużą populacją młodych ludzi – ucina błyskawicznie Jakubas. 

Motor się nie bilansuje

Najwięcej jego uwagi pochłania Motor, którego jest właścicielem i większościowym akcjonariuszem. Jakubas wylicza, że wydał na niego pewnie z siedemdziesiąt milionów złotych. 

Niektórzy złoszczą się, że 73-latek, najbogatszy rodzimy inwestor w polskim futbolu, nie chce płacić wielkich kwot transferowych za piłkarzy i przepalać pieniądze na ich pensje, choć na tej zasadzie działają od dłuższego czasu Michał Świerczewski, właściciel x-komu, w Rakowie Częstochowa i od niedawna Robert Dobrzycki, szef Panattoni, w Widzewie Łódź. 

Jakubas w wydawaniu fortuny na ściąganie zawodników wartych kilka milionów euro i bicie rekordów Ekstraklasy mógłby ścigać się nie tylko z nimi, ale też z Lechem Poznań czy Legią Warszawa. Woli jednak łożyć na akademię, infrastrukturę i struktury. Przekłada się to na profesjonalizację klubu, otoczkę wokół niego, widoczną chociażby poprzez uatrakcyjnienie tak zwanego dnia meczowego. Ale już niekoniecznie na pierwszą drużynę. 

Przy każdej okazji Jakubas podkreśla, że inwestuje w Motor, bo chce zrobić coś dla lokalnej społeczności. Ale równie regularnie z pewną goryczą wspomina, że gdyby w 2019 roku wiedział, ile stresu kosztować go będzie doprowadzenie drużyny do Ekstraklasy, nigdy ponownie by się na taki ruch nie zdecydował.

Kibice Motoru rzadko mają więc okazję odczuć, że właścicielem ich klubu jest jeden z najbogatszych Polaków. I tak jak on często narzeka, że na Arenie Lublin słyszy przekleństwa, aż uszy więdną, tak oni złorzeczą na wygórowane ceny biletów, dyktowane przez miliardera. Jakubas do znudzenia powtarza bowiem, że Motor powinien finansować się sam.

- Czy po wielu latach prowadzenia klubu udało się to osiągnąć? – pytam.

- Niestety, Motor się nie bilansuje, dalej muszę dokładać kilka milionów rocznie. W związku ze wzrostem wynagrodzeń zawodników i innych kosztów od następnego sezonu dziura zapowiada się jeszcze większa. Nie ukrywam, że liczyłem na większą frekwencję na trybunach i większe zaangażowanie środowisk biznesowych w sponsorowanie klubu. Dokładać muszę też do Lubelskiej Akademii Futbolu i ubolewam, że miasto nie zwolniło nas z podatku od nieruchomości. To około pięciuset tysięcy złotych rocznie, które musimy płacić. Legia Warszawa od swoich obiektów treningowych w Książenicach uchwałą radnych z podatku zwolniona została. Zaznaczyć trzeba, że obiekty takie nie mają szansy wyjść na zero. Tylko za miesiąc ogrzewania zimą krytego boiska koszty to dwieście tysięcy złotych, a podgrzanie płyty naturalnego boiska przez tydzień to dodatkowe pięćdziesiąt tysięcy złotych. Wszystkie inwestycje w LAF to prywatne środki bez żadnej dotacji i to jest mało sprawiedliwe. Przypomnę tylko, że teren ten dzierżawimy od miasta i z chwilą zakończenia umowy wszystkie obiekty przejdą nieodpłatnie na rzecz Lublina – opowiada nam Jakubas.

Negatywny klimat wokół spalarni

W połowie września 2025 wydawało się, że Jakubas zacznie realizować swoją drugą najgłośniejszą lubelską inwestycję. Prezydent Krzysztof Żuk poinformował o pozytywnej decyzji środowiskowej zezwalającej należącej do miliardera spółce Centrum Nowych Technologii na budowę spalarni odpadów komunalnych.  

Spalarnia miała powstać przy ulicy Tyszowieckiej w dzielnicy Zadębie, pracować dwadzieścia cztery godziny na dobę i spalać nawet sto pięćdziesiąt tysięcy ton śmieci rocznie. Plan ten wiązał się z licznymi protestami mieszkańców i środowisk proekologicznych, przekonujących, że w Lublinie rocznie powstaje zaledwie około sto czterdzieści tysięcy ton odpadów. Biorąc pod uwagę, że obok Eko Elektrociepłowni Zadębie Jakubasa w mieście do budowy spalarni o wcale niewiele mniejszych mocach przerobowych szykowały się jeszcze Kom-Eko i Megatem EC-Lublin, tworzyłoby to ewenement na skalę Polski, a może i Europy.

30 stycznia 2026 roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Lublinie uchyliło decyzję środowiskową wydaną przez prezydenta Żuka dla inwestycji spółki Centrum Nowych Technologii. CNT nie zaskarżyło orzeczenia SKO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Oznacza to, że spółka Jakubasa wycofała się z planów budowy spalarni śmieci na lubelskim Zadębiu.

- W związku z negatywnym klimatem, jaki od samego początku panował w Lublinie wobec tej inwestycji, jak również ciągnącymi się od kilku lat procedurami, spółka CNT wycofała się z tej inwestycji i nie zamierza prowadzić żadnej innej działalności w Lublinie. Dla mnie była to strata czasu i zamrożone środki, które można było zainwestować w inne przedsięwzięcia, co teraz na pewno zrobimy – tłumaczy Jakubas w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”.

Nie wycofuje się

Jakubas nie wycofuje się z Lublina, nawet mimo porażki ze spalarnią śmieci.

- W Lublinie kończymy dwa budynki apartamentowe na ulicy Morwowej i zajmujemy się przebudową budynku na ulicy Narutowicza 12 – przekazuje nam biznesmen, gdy pytamy go o priorytety inwestycyjne. 

W centrum jego zainteresowania leży przede wszystkim zabytkowy gmach przy Narutowicza 12. Budynek powstał w połowie XIX wieku. Od zaborów, przez odzyskanie niepodległości i dwie wojny światowe, po PRL mieściły się w nim gimnazja, sądy apelacyjne, inspektorat szkolny. W końcu przejął go Wydział Pedagogiki i Psychologii UMCS. W 2019 roku kupiła go spółka Jakubasa - Wartico Invest.

Miliarder zapowiada, że chce przywrócić to miejsce na mapę Lublina. Wartico Invest umieści wewnątrz kilkadziesiąt mieszkań, a najpewniej też siłownię, saunę i restaurację.

Prezydent Żuk na początku kwietnia wydał „obwieszczenie w sprawie postanowienia o udzieleniu zgody na odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych w ramach inwestycji polegającej na przebudowie istniejącego budynku usług publicznych (budynek A) wraz ze zmianą sposobu użytkowania na budynek mieszkalny wielorodzinny z usługami oraz budowie budynku mieszkalnego wielorodzinnego (budynek B) z garażem podziemnym, infrastrukturą techniczną i zagospodarowaniem terenu” na działce przy ulicy Narutowicza 12.

W tym wypadku Jakubas nie może powiedzieć o „negatywnym klimacie, jaki od samego początku panował w Lublinie wobec tej inwestycji”. I chyba nie tylko w tym.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama