W piątek sąd zamknął przewód sądowy, a strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura zażądała kary dożywocia dla Tomasza B., Krzysztofa B. i Piotra B., nie dopatrując się żadnych okoliczności łagodzących.
– Nikt nic nie widział, a dwie osoby nie żyją – mówił podczas rozprawy prok. Przemysław Szaniawski.
Zdaniem śledczych główną rolę w zbrodni odegrał Tomasz B., którego prokurator określił mianem „spiritus movens” całego zdarzenia. Jak podkreślano w sądzie, oskarżeni byli wcześniej wielokrotnie karani, a samego zabójstwa mieli dopuścić się ze szczególnym okrucieństwem i premedytacją.
– Najczarniejsze karty ludzkości to były te, kiedy kary śmierci wykonywało się w ten sposób, że ludzi się paliło – powiedział prokurator.
Według ustaleń śledztwa ofiary po brutalnym pobiciu były już pozbawione możliwości obrony. Jeden z mężczyzn zmarł następnego dnia w szpitalu na oddziale oparzeniowym, drugi – jeszcze podczas pożaru. Biegli stwierdzili obecność sadzy w jego drogach oddechowych, co ma świadczyć o tym, że żył i oddychał w chwili podpalenia.
– Nie ma chyba większego udręczenia pokrzywdzonego niż zabijanie na raty – argumentował prok. Szaniawski.
Oskarżeni nie przyznali się do winy. Jedynie Piotr B. przyznał, że brał udział w pobiciu i przeprosił rodziny ofiar. Krzysztof B. utrzymywał, że w czasie zdarzenia przebywał w szpitalu u partnerki, natomiast Tomasz B. określił oskarżenia jako pomówienia. Obrońcy wszystkich trzech mężczyzn wnieśli o uniewinnienie swoich klientów.
Z aktu oskarżenia wynika, że do tragedii doszło w marcu 2025 roku podczas wspólnego spożywania alkoholu w mieszkaniu przy ul. Narutowicza. Według śledczych Tomasz B. zaatakował dwóch mężczyzn w wieku 42 i 66 lat, a do pobicia dołączyli pozostali oskarżeni. Ofiary miały być bite pięściami i kopane po całym ciele, także po głowie.
Śledczy podkreślają, że najbardziej agresywny był Tomasz B., który miał również uderzyć jednego z pokrzywdzonych krzesłem. Moment ten zarejestrował monitoring zamontowany w kamienicy. Jeden ze świadków zeznał, że „było widać, że oni nad sobą nie panują”, a Tomasz B. „dostał jakiejś białej gorączki”.
Po pobiciu sprawcy mieli ułożyć nieprzytomnych mężczyzn na stosie z mebli i tekstyliów, a następnie podpalić mieszkanie i wyjść z niego.
Prokuratura stoi na stanowisku, że bezpośrednią przyczyną śmierci obu mężczyzn było podpalenie, a sprawcy świadomie wydłużali moment pozbawiania ich życia.













Komentarze