Srebrne, odrzutowe Iskry przed dekady były nieodłącznym elementem dęblińskiego krajobrazu. Samoloty polskiej konstrukcji pozwoliły wyszkolić pokolenia pilotów - zarówno tych wojskowych, jak i cywilnych. W pamięci miłośników lotnictwa na zawsze pozostaną także emocje dostarczane przez grupę akrobacyjną "Biało-Czerwone Iskry" wielokrotnie występującą na największych pokazach w kraju i za granicą. Gdy sześć lat temu maszyny te zostały wycofane i zastąpione nowszymi M-346 "Bielik", w Dęblinie pojawiła się inicjatywa upamiętnienia samolotu TS-11 w formie pomnika.
Prezent dla miasta okradziony
W kwietniu 2024 roku jeden z egzemplarzy o numerze bocznym 1607 lokalnemu samorządowi sprezentowało wojsko. Początkowo Iskra stała pod chmurką na terenie jednostki wojskowej. Na prośbę magistratu, kilka miesięcy później, na przechowanie przyjęło ją Muzeum Sił Powietrznych. Maszyna była już wtedy pozbawiona silnika, ale według władz Dęblina posiadała wyposażenie kokpitu, tzw. zegary. Niewykluczone, że na jej wyposażeniu znajdował się również agregat. To wszystko nie było istotne z punktu widzenia budowy pomnika, ale miało pewną rynkową wartość. Według miasta - wysoką, rzędu nawet 200 tys. zł. Gdyby miasto pozyskało takie środki na rynku, mogłoby przeznaczyć je np. na budowę oczekiwanego społecznie monumentu.
Tak się jednak nie stało. Niemal równo rok temu, w maju, miasto swoją Iskrę z muzeum zabrało. Zapadła decyzja o jej odnowieniu maszyny, polakierowaniu jej na oryginalny, srebrny kolor przez miejscowe Wojskowe Zakłady Lotnicze. Zanim miejska TS-11 trafiła do WZL, protokół zdawczo-odbiorczy z muzeum podpisała wyznaczona do tego celu pracownica wydziału oświaty. Dokument posiada adnotację "bez uwag". Ale samego dnia uwagi zgłosiły miastu zakłady. Ich pracownicy doskonale wiedzieli, jakie wyposażenie Iskra powinna posiadać. Okazało się, że brakuje 66 elementów. Kokpit był dosłownie wypruty z całej elektroniki, w dziobie znaleziono kawałki betonu.
Śledztwo przejmuje prokuratura
Burmistrz Dęblina zawiadomił służby. Sprawę początkowo prowadziła lubelska Żandarmeria Wojskowa, a następnie postępowanie przejęła Prokuratura Rejonowa w Lublinie, wydział do spraw wojskowych. Do dzisiaj przesłuchano 67 osób, z czego niektóre kilkukrotnie. Ustalono, że do kradzieży faktycznie doszło, co miało miejsce pomiędzy 31 lipca 2024 roku a 15 maja 2025 roku. W tym czasie za samolot odpowiadało muzuem. Skradzionych części nie znaleziono.
- Niewytypowaliśmy sprawców tej kradzieży. Postępowanie jest w toku. Cały czas próbujemy ustalić osoby odpowiedzialne za wymontowanie z tego samolotu znajdujących się w nim części, a jednocześnie zmierzamy do ustalenia ich rzeczywistej wartości. W tym celu rozmawiamy z wyspecjalizowanymi instytucjami, które mogłyby nam w tym pomóc - tłumaczy szef prokuratury, Damian Petruk. Czy brak postępów w ustaleniu sprawców kradzieży oznacza, że śledztwo zmierza ku umorzeniu? - Nie przesądzałbym tego na tym etapie - przyznaje nasz rozmówca.
Na efekty prokuratorskiego postępowania czekają władze Dęblina. Burmistrz Roman Bytniewski przyznał w rozmowie z nami, że nie ma żadnych informacji o postępach w śledztwie ze strony służb.
Zrzutka na pomnik
Miasto odzyskało już swoją, odświeżoną, ale nieco wybrakowaną Iskrę. Obecnie przechowuje ją wojsko. Kiedy maszyna trafi na piedestał? Na razie, jak przyznaje burmistrz, pieniędzy na budowę pomnika nie ma. Nawet na projekt, którego rynkowe koszty (90 tys. zł) zaskoczyły samorządowców. - Dostaliśmy zaporową cenę, na którą nie mogliśmy się zgodzić. Obecnie szukamy tańszej oferty - przyznaje burmistrz.
Dęblińscy samorządowcy liczą na to, że w finansowaniu budowy pomnika pomogą sami mieszkańcy. W internecie trwają zbiórki na ten cel, ale wartość zebranych środków na razie jest skromna. Pieniądze zbiera m.in. dębliński oddział Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP. Na ich "zrzutce" figuruje niecałe 14 tys. zł. Członkowie stowarzyszenia samolot chętnie zobaczyliby na rondzie im. 58 Lotniczego Pułku Szkolnego - na drodze wojewódzkiej w kierunku Stężycy.
Z kolei burmistrz Roman Bytniewski pomnik z Iskrą widziałby nieco bliżej centrum. - Chcielibyśmy, żeby ta konstrukcja stanęła na skwerze niedaleko Lidla. Myślę, że to optymalne miejsce, centralnie położone, u zbiegu głównych ulic - uzasadnia.
Warto dodać, że w listopadzie zeszłego roku na trawnik przed budynkiem Dowództwa 4. Skrzydła Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie, po odrestaurowaniu w WZL wróciła inna srebrna Iskra, o numerze bocznym -1609. Z kolei Iskra o numerze 505 długie lata zdobiła skwer przy ul. Jaworowej w Puławach. W 1998 roku monument ten został usunięty i zezłomowany. Jedenaście lat później, w roku 2009, w tym samym miejscu odsłonięto pomnik ks. Jerzego Popiełuszki.














Komentarze