Przez ponad 20 minut żółto-biało-niebiescy dominowali w Warszawie. Już w trzeciej minucie po wygranym pojedynku w powietrzu przez Kacpra Karaska piłkę przejął Fabio Ronaldo. Portugalczyk „wjechał” między kilku rywali i uderzył mocno na bramkę. Otto Hindrich z problemami odbił futbolówkę na rzut rożny.
Za chwilę wcale nie brakowało tak dużo, aby Bartosz Wolski znowu wkręcił piłkę do bramki bezpośrednio spod chorągiewki. Golkiper Legii spisał się jednak bez zarzutu.
Kolejne fragmenty? Marek Bartos huknął z rzutu wolnego w mur. Po kwadransie akcję Jacquesa Ndiaye celnym strzałem prosto w bramkarza zakończył Sergi Samper. W 21 minucie kapitalną akcję przeprowadził popularny „Jacek”. Najpierw zagrał sobie piłkę piętą i minął jednego rywala. Za chwilę obiegł drugiego. Szkoda tylko, że kiedy był już blisko bramki, to jego atak „skasował” Kamil Piątkowski.
Niestety, od 32 minuty prowadzili gospodarze. Wszystko zaczęło się od dalekiego wyrzutu piłki z autu przez Rafała Augustyniaka. Za chwilę ten sam gracz dośrodkował w pole karne, a głową futbolówkę głową zgrał Piątkowski, a z bliska stopę do piłki dostawił jedynie Jean Pierre Nsame.
180 sekund później była jeszcze okazja na wyrównanie. Po podaniu Sampera z woleja uderzył Ndiaye. Uderzył jednak niecelnie. Później dominowała już Legia, która wysoko odbierała piłkę, a do tego, co i rusz zagrażała bramce Gaspera Tratnika.
Dobry moment miejscowych skończył się drugim trafieniem. Kacper Chodyna miał trochę szczęścia, bo na prawej flance wygrał „przebitki”, najpierw z Filipem Lubereckim, za chwilę z Arkadiuszem Najemskim i sam skończył akcję strzałem po długim rogu na 2:0. W końcówce przyjezdni mogli głęboko odetchnąć, że nie stracili kolejnych goli. Kilka razy próbował chociażby Bartosz Kapustka.
Jeżeli goście liczyli, że po przerwie wrócą jeszcze do gry, to szybko te plany zweryfikowali piłkarze Marka Papszuna. Już w 49 minucie było po zawodach. Legia łatwo zatrzymała Ronaldo na lewym skrzydle, rozegrała akcję do prawej strony, a tam Rafał Adamski odegrał do Juergena Elitima. Kolumbijczyk strzałem z „pierwszej” podwyższył na 3:0.
Żółto-biało-niebieskich dobił Nsame po serii niefortunnych zdarzeń. Adamski sam „jechał” na bramkę Motoru, ale w polu karnym dopadł do niego Thomas Santos. Wydawało się, że Duńczyk uratuje sytuację, bo wybił piłkę wślizgiem. Niestety, podał ją idealnie do Nsame, który znowu dopełnił jedynie formalności.
Lublinianie nie byli w stanie odpowiedzieć i ostatecznie przegrali aż 0:4, a sezon zakończyli na dwunastym miejscu w tabeli.
Boiskowe wydarzenia przyćmiła tragedia. Jeden z kibiców gości zasłabł podczas meczu i trafił do szpitala. Niestety, mimo udzielonej pomocy nie udało się go uratować.
Legia Warszawa – Motor Lublin 4:0 (2:0)
Bramki: Nsame (32, 56), Chodyna (39), Elitim (49).
Legia: Hindrich (85 Tobiasz) – Piątkowski, Augustyniak, Leszczyński (46 Pankov), Chodyna, Elitim, Kapustka, Vinagre (78 Jędrzejczyk), Adamski, Nsame (70 Rajović), Żewłakow (70 Kovacik).
Motor: Tratnik – Santos, Bartos, Najemski (74 Ede), Luberecki, Samper (54 Łabojko), Wolski, Karasek (54 Scalet), Ndiaye (66 Stolarski), Czubak, Ronaldo (54 van Hoeven).
Żółte kartki: Augustyniak – Ndiaye, Bartos.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 27432.














Komentarze