– Z produkcji leśnej zostało wyłączonych prawie 1100 hektarów, zarówno lasów państwowych, jak i prywatnych – mówił wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Leśniakiewicz.
Podkreślał jednak, że mimo ogromnej skali żywiołu udało się obronić zabudowania mieszkalne i nie było konieczności ewakuacji mieszkańców.
„Wszystkie służby działały modelowo”
Komendant główny PSP nadbryg. Wojciech Kruczek ocenił, że kluczowe znaczenie miała współpraca wszystkich służb i szybkie skierowanie ogromnych sił na miejsce pożaru.
– Dzięki temu udało się ograniczyć front pożaru już w kolejnym dniu działań – mówił.
W akcji uczestniczyło ponad 3 tys. strażaków oraz około 700 przedstawicieli innych służb i instytucji. Nad lasami pracowały policyjne Black Hawki, śmigłowce Lasów Państwowych i samoloty gaśnicze Dromader.
– Śmigłowce wykonały ponad tysiąc zrzutów wody – podkreślał komendant główny PSP.
Najtrudniejsza sytuacja była w rejonie Józefowa, gdzie ogień – przy silnym wietrze i bardzo niskiej wilgotności – zbliżał się do zabudowań.
– Wiatr dochodził w porywach do 70 kilometrów na godzinę i bardzo utrudniał działania – zaznaczył Kruczek.
„Z Warszawy nie dałoby się tym dowodzić”
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przyznał, że sytuacja była na tyle dynamiczna, iż najważniejsze decyzje musiały zapadać bezpośrednio na miejscu akcji.
– Z Warszawy nie dałoby się rady dowodzić tą akcją – mówił wojewoda.
Jak podkreślał, służby były przygotowane nawet na ewakuację mieszkańców. Centra zarządzania kryzysowego i policja informowały mieszkańców o zagrożeniu, odwiedzając ich domy.
Wojewoda przypomniał też, że w ubiegłym roku na sprzęt dla straży pożarnej i systemów zarządzania kryzysowego w regionie przeznaczono 276 mln zł. W tym roku ma to być kolejne blisko 300 mln zł.
Spłonęły siedliska głuszca
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zwraca uwagę, że pożar dotknął niezwykle cenne przyrodniczo tereny.
– To była jedna z największych katastrof przyrodniczych ostatnich lat – mówił podsekretarz stanu w ministerstwie klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała.
Jak zaznaczył, pożar objął także część projektowanego rezerwatu Długie Bagno. To miejsce bytowania głuszca – jednego z najrzadszych ptaków w Polsce.
– Przyjeżdżają tu przyrodnicy z całej Polski i Europy, żeby obserwować tokowiska głuszca – podkreślał minister.
Według leśników najbardziej ucierpiały ptaki, gady i płazy. Pożar wybuchł bowiem w okresie lęgowym.
Będą badać, jak las odrodzi się po pożarze
Na części spalonego terenu ma powstać specjalna powierzchnia referencyjna, gdzie naukowcy będą obserwować naturalną odbudowę przyrody po pożarze.
Leśnicy zapowiadają też zmiany w odtwarzaniu drzewostanów.
– Mamy tutaj około 95 proc. sosny. Będziemy pracować nad większym zróżnicowaniem gatunkowym lasu – zapowiedział Dorożała.
Równolegle mają ruszyć projekty małej retencji. Chodzi o zatrzymywanie wody w lasach, co ma ograniczyć skutki suszy i zmniejszyć ryzyko kolejnych pożarów.
– Poziom wód gruntowych na Roztoczu obniżył się w ostatniej dekadzie nawet o cztery metry – alarmował wiceminister klimatu.
Sprzęt do wymiany, wnioski do przeanalizowania
Straż pożarna nadal szacuje straty sprzętowe po akcji. Uszkodzone zostały m.in. węże pożarnicze i armatura wodna. Jeden z wysłużonych samochodów OSP nie nadaje się już do dalszej eksploatacji.
MSWiA zapowiada wsparcie dla jednostek, które straciły sprzęt podczas działań.
– To dopiero dwa tygodnie po pożarze, więc analizy nadal trwają – podkreślał komendant główny PSP.
Raport z akcji ma zostać wykorzystany później podczas szkoleń i planowania kolejnych działań przeciwpożarowych.













Komentarze