„Wybrałam to sama"
Marta ma 34 lata i pracuje na oddziale wewnętrznym Szpitala Powiatowego od dziesięciu lat. Pochodzi z małego miasteczka. Kojarzy je z babcią, która przez całe życie była położną i która – jak mówi Marta – „nigdy nie narzekała, ale zawsze była zmęczona w szczególny sposób. Taki dobry zmęczony."
Pielęgniarstwo wybrała świadomie, choć rodzice woleli, żeby poszła na administrację. Skończyła studia licencjackie w Lublinie, wróciła w rodzinne strony i od tamtej pory pracuje na tym samym oddziale. Zna tu każdy kąt, każdy skrzyp podłogi, każdy pacjent wie, jak ma na imię.
Raport o szóstej
Dyżur zaczyna się formalnie o 7:00, ale Marta przychodzi zwykle kwadrans wcześniej. Przekazanie raportu od nocnej zmiany trwa około dwudziestu minut. Dziś na oddziale leży dwudziestu trzech pacjentów. Troje wymaga szczególnej uwagi: jeden mężczyzna po pogorszeniu niewydolności serca, starsza pani z zaostrzeniem cukrzycy i czterdziestoośmiolatek przyjęty w nocy z podejrzeniem zapalenia płuc.
– Każdy dyżur zaczyna się od tego, że w głowie układasz sobie plan – mówi Marta, przeglądając dokumentację. – A potem rzeczywistość ten plan weryfikuje. Zwykle dość szybko.
Pierwsza obchód z lekarzem o 7:30. Potem zlecenia, przygotowanie leków, pomiary. Oddział wewnętrzny rządzi się własnym rytmem – mniej dramatycznym niż SOR czy intensywna terapia, ale wymagającym stałej czujności.
Przy łóżku
Znaczną część dyżuru Marta spędza przy łóżkach pacjentów. Kontrola parametrów, zmiana opatrunków, podawanie leków – doustnie, domięśniowo i dożylnie. Przy tym ostatnim korzysta z pomp infuzyjnych, które pozwalają precyzyjnie kontrolować szybkość i objętość podawanego płynu lub leku. – To nie jest tak, że ktoś kręci kranik i obserwuje kroplówkę – tłumaczy. – Przy wielu lekach różnica kilku mililitrów na godzinę ma znaczenie kliniczne. Sprzęt musi być niezawodny i szybki w obsłudze, bo my naprawdę nie mamy czasu na szukanie po instrukcji.
Nowoczesne infuzyjne pompy strzykawkowe PCA, jakie pojawiają się dziś w polskich szpitalach, mają interfejsy w języku polskim i ekrany dotykowe, a przygotowanie wlewu zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. Dla kogoś, kto prowadzi kilku pacjentów jednocześnie, to nie jest detal.
4:47
Alarm z sali siódmej to pacjentka, u której pompa sygnalizuje koniec wlewu. Nic groźnego, ale w nocy każdy alarm robi wrażenie – i na personelu, i na współlokatorach sali. Marta wymienia zestaw, sprawdza parametry, zamienia kilka słów z kobietą, która i tak nie może spać. – Mówię jej, że za oknem niedługo będzie widać świt. Ona pyta, czy mam dzieci. Mam dwoje.
To jedna z tych rozmów, których nie ma w żadnym zakresie obowiązków.
Co boli?
Najtrudniejszy moment tego konkretnego dyżuru przychodzi około południa. Rodzina jednego z pacjentów – tego z niewydolnością serca – chce wiedzieć więcej, niż Marta może im w tej chwili powiedzieć. Nie dlatego, że nie chce. Dlatego, że lekarz prowadzący jest na bloku, wyniki jeszcze nie wróciły, a ona stoi na korytarzu z trójką dorosłych dzieci, które przyjechały z daleka i patrzą na nią z nadzieją.
– Najtrudniejsze nie jest zmęczenie fizyczne – mówi później. – Najtrudniejsze jest to, że ludziom chcesz pomóc bardziej, niż możesz.
Kwadrans po siedemnastej
Zmiana przyszła punktualnie. Przekazanie raportu, kilka uwag o pacjencie z sali siedem, podpis w dokumentacji. Marta wychodzi na parking. W samochodzie siedzi chwilę, zanim odpali silnik.
– Dobry dyżur? – pytam przez okno.
– Wszyscy wyszli z niego sami – odpowiada. – To jest dobry dyżur.
Polska należy do krajów z najniższym wskaźnikiem pielęgniarek na tysiąc mieszkańców w całej Unii Europejskiej. Według danych Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych średnia wieku pracującej pielęgniarki w Polsce przekracza 50 lat. W samym województwie lubelskim braki kadrowe odczuwa większość szpitali powiatowych.














Komentarze