Ptasia grypa nie odpuszcza. W województwie lubelskim potwierdzono kolejne, już 13. w tym roku ognisko wysoce zjadliwej grypy ptaków. Chorobę wykryto w komercyjnym gospodarstwie w miejscowości Zasiadki w gminie Międzyrzec Podlaski, w powiecie bialskim.
Jak przekazała Lubelski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Monika Michałowska, wirus pojawił się w stadzie liczącym około 42 600 indyków rzeźnych.
To kolejny cios dla regionu, który od początku roku pozostaje jednym z miejsc szczególnie dotkniętych chorobą. Sam powiat bialski odnotował już osiem ognisk. Pozostałe przypadki w Lubelskiem wystąpiły w dwóch gospodarstwach we wsi Miłków w powiecie parczewskim oraz w trzech gospodarstwach w gminie Wohyń w powiecie radzyńskim.
Łącznie w gospodarstwach, w których w tym roku wykryto ptasią grypę w województwie lubelskim, utrzymywano już prawie 419 tysięcy sztuk drobiu – kaczek, kur i indyków.
Gdy pojawia się wirus, nie ma półśrodków
Procedury przy wykryciu wysoce zjadliwej grypy ptaków są bezwzględne. Inspekcja Weterynaryjna podejmuje działania zmierzające do likwidacji ogniska. Oznacza to uśmiercenie drobiu oraz dezynfekcję gospodarstwa.
To najbardziej dramatyczny moment dla hodowców. W jednej chwili tracą całe stado, często budowane przez miesiące pracy i znaczące nakłady finansowe. Ale w przypadku HPAI szybkie działanie jest konieczne, bo wirus może błyskawicznie rozprzestrzeniać się na kolejne fermy.
Wokół zakażonego gospodarstwa wyznaczane są strefy bezpieczeństwa. W promieniu 3 kilometrów powstaje obszar zapowietrzony, a w promieniu kolejnych 7 kilometrów – obszar zagrożony. Na tych terenach obowiązują ograniczenia dotyczące m.in. transportu i handlu drobiem oraz jajami. Hodowane ptaki muszą być trzymane w zamknięciu.
Nie kupować z parkingu, nie brać z internetu
Służby weterynaryjne coraz mocniej ostrzegają przed jednym z ryzykownych zachowań: kupowaniem drobiu z niesprawdzonych źródeł. Chodzi mi.in. o pisklęta sprzedawane przez internet, na parkingach, stacjach paliw czy w innych przypadkowych miejscach.
Taka sprzedaż jest nielegalna, a jej skutki mogą być bardzo poważne. Drób niewiadomego pochodzenia może stać się drogą wprowadzenia do gospodarstwa nie tylko wysoce zjadliwej grypy ptaków HPAI, ale również rzekomego pomoru drobiu ND.
Dla hodowcy oznacza to ryzyko katastrofy. Wystarczy jedno nieodpowiedzialne źródło zakupu, by zagrożone było całe gospodarstwo.
Bioasekuracja albo straty
Ptasia grypa ma przede wszystkim ogromne znaczenie ekonomiczne. Nie ma leczenia, które pozwoliłoby uratować zakażone stado. W praktyce jedyną realną metodą ochrony pozostaje ścisła bioasekuracja.
To oznacza m.in. ograniczenie kontaktu drobiu z dzikimi ptakami, zabezpieczenie paszy i wody, dezynfekcję, kontrolę osób wchodzących na teren gospodarstwa oraz ostrożność przy zakupie zwierząt. Dla dużych ferm są to codzienne procedury, ale przy obecnej skali zagrożenia każdy błąd może kosztować setki tysięcy złotych.
Skala problemu rośnie w całym kraju
Lubelskie nie jest samotną wyspą na mapie zagrożenia. W całej Polsce wykryto już w tym roku 142 ogniska grypy ptaków w gospodarstwach komercyjnych, w których hodowano łącznie prawie 9,7 mln sztuk drobiu.
To pokazuje, że problem nie ma charakteru lokalnego incydentu. Jest poważnym wyzwaniem dla branży drobiarskiej, weterynarii i całego rynku żywnościowego.
Każde nowe ognisko to nie tylko statystyka. To zamknięte stada, straty hodowców, ograniczenia dla sąsiednich gospodarstw i kolejny sygnał, że w walce z ptasią grypą nie ma miejsca na lekceważenie procedur.














Komentarze