Konferencja była pokłosiem głośnej dyskusji wywołanej kilka dni temu po publikacji danych dotyczących liczby zagranicznych studentów w Lublinie, zwłaszcza obywateli państw afrykańskich. Temat wywołał ostrą reakcję polityków Koalicji Obywatelskiej i władz miasta, które podkreślały znaczenie umiędzynarodowienia uczelni dla rozwoju miasta i gospodarki.
Rafał Mekler, lider Ruchu Narodowego w województwie lubelskim, przekonywał jednak, że problem był „szeptany od dawna” przez mieszkańców miasta.
Fejkowi studenci?
– Wywołaliśmy debatę publiczną, która była w Lublinie bardzo potrzebna. Wielu mieszkańców i gości przyjeżdżających do miasta pytało, dlaczego struktura etniczna Lublina nie odzwierciedla typowego polskiego miasta – mówił Mekler.
Działacz powoływał się przy tym na komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych z sierpnia 2024 roku dotyczący nadużyć przy wydawaniu wiz studenckich. Jak podkreślał, część cudzoziemców miała traktować studia jedynie jako sposób na uzyskanie prawa pobytu i dostępu do strefy Schengen.
– Wizy studenckie były narzędziem zatrudniania cudzoziemców oraz dostępu do strefy Schengen. Rzekomi studenci zatrudniali się w polskich firmach i pracowali w Polsce, nie otrzymując wiz pracowniczych – mówił Mekler.
Według niego problem miał być wielokrotnie sygnalizowany na szczeblu rządowym, jednak środowisko akademickie nie podjęło „autokorekty”.
Przestępcy z Zimbabwe?
Ruch Narodowy zwracał również uwagę na skalę zjawiska w regionie. Jak mówił Piotr Zduńczyk, wiceprezes organizacji na Lubelszczyźnie, cudzoziemcy stanowią około 13,5 proc. wszystkich studentów w województwie lubelskim, podczas gdy średnia krajowa wynosi około 8 proc.
– To oznacza, że na Lubelszczyźnie mamy o około 50 proc. więcej zagranicznych studentów niż średnio w kraju. Warto zadać pytanie, dlaczego właśnie Lublin został wytypowany do tak dużego umiędzynarodowienia – powiedział Zduńczyk.
Odnosił się on także do kwestii bezpieczeństwa, przywołując medialne doniesienia dotyczące przestępstw popełnianych przez cudzoziemców.
– Nie ma miesiąca, żebyśmy nie słyszeli o jakimś przestępstwie albo wykroczeniu związanym z obywatelami Zimbabwe – mówił, dodając, że problem „trzeba uregulować i trzymać w ryzach”.
Wśród propozycji środowiska narodowego pojawił się m.in. postulat opłacania kilku lat czesnego z góry przez studentów z państw określanych jako „kraje podwyższonego ryzyka migracyjnego”.
Rosną ceny mieszkań
Działacze Ruchu Narodowego próbowali również powiązać napływ zagranicznych studentów z rynkiem nieruchomości i działalnością deweloperów. Piotr Zduńczyk przekonywał, że kilkanaście tysięcy cudzoziemców musi gdzieś mieszkać, co – jego zdaniem – napędza wzrost cen najmu i mieszkań w Lublinie.
– Deweloperzy tylko sobie szykują ząbki, ponieważ kilkanaście tysięcy osób gdzieś musi mieszkać. Trzeba dla nich wybudować akademiki czy mieszkania. Co za tym idzie? Wzrost cen najmu dla zwykłych Polaków i wzrost cen nieruchomości – mówił.
W podobnym tonie wypowiadał się także Rafał Mekler, sugerując, że część środowisk politycznych i biznesowych może być zainteresowana utrzymywaniem wysokiego poziomu migracji do miasta właśnie ze względu na rynek mieszkaniowy i interesy deweloperów.
Proceder przemytniczy
Najostrzejsze słowa padły jednak z ust Pawła Króla z Młodzieży Wszechpolskiej. Krytykował on zarówno poziom polskiego szkolnictwa wyższego, jak i działania władz uczelni. Pół żartem przyrównał rektorów szkół wyższych do… dyrektorów przedszkoli dla dorosłych.
– Rektorzy lubelskich uczelni walcząc o umiędzynarodowienie swoich placówek, w rzeczywistości walczą o to, żeby mogli cały czas odwalać kiepską robotę – mówił.
Według niego napływ zagranicznych studentów ma ratować uczelnie przed problemami demograficznymi i finansowymi.
– Jeżeli miejsce polskich studentów zapełnimy cudzoziemcami, to w statystykach wychodzi, że uniwersytet ciągle się rozwija – przekonywał.
Na końcu konferencji Król wytoczył najcięższe działo.
– Lubelskie uczelnie zajmują się przede wszystkim przemytem imigrantów – stwierdził.
KUL wzorem
Przedstawiciele Ruchu Narodowego podkreślali jednocześnie, że nie są przeciwni każdej formie imigracji czy obecności zagranicznych studentów w Polsce. Rafał Mekler jako pozytywny przykład wskazał Katolicki Uniwersytet Lubelski, który – jak mówił – prowadzi rekrutację poprzez misjonarzy działających w Afryce.
– Bardzo często są to ludzie wartościowi, którzy wiele do naszego dobra wspólnego wnoszą. Ale to wyjątki. Wiele uczelni, szczególnie niepublicznych, uczyniło sobie z tego proceder i biznes – ocenił.
Władze miasta i przedstawiciele lubelskich uczelni w poprzednich dniach podkreślali z kolei, że umiędzynarodowienie jest naturalnym elementem rozwoju ośrodków akademickich, a zagraniczni studenci przynoszą miastu wymierne korzyści gospodarcze. Według danych przywoływanych przez ratusz, cudzoziemcy studiujący w Lublinie mają wydawać w mieście dziesiątki milionów złotych rocznie.














Komentarze