Są gesty, które w polityce międzynarodowej nie kończą się na dyplomatycznych depeszach. Potrafią dotknąć rodzinnych historii, lokalnej pamięci i ran, które mimo upływu dekad nie stały się jedynie rozdziałem w podręczniku. Tak właśnie stało się po decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”.
W Polsce wywołało to falę oburzenia. Dla wielu środowisk i rodzin ofiar rzezi wołyńskiej taka decyzja jest nie do przyjęcia, bo Ukraińska Powstańcza Armia w polskiej pamięci historycznej pozostaje nierozerwalnie związana z ludobójstwem dokonanym na Polakach.
Krok ten spotkał się z natychmiastową i bezkompromisową krytyką najważniejszych polskich polityków. Minister Tomasz Siemoniak nazwał go „fatalnym błędem”, premier Donald Tusk określił sytuację jako „bardzo poważny problem” w relacjach polsko-ukraińskich, natomiast prezes IPN Karol Nawrocki domaga się odebrania ukraińskiemu przywódcy Orderu Orła Białego. Reakcje szybko przeniosły się na poziom lokalny – władze Lublina podjęły już decyzję o usunięciu ukraińskiej flagi z budynku ratusza.
Kryzys najmocniej dotyka jednak te samorządy, które w obliczu wojny bez wahania otworzyły swoje serca i granice. Wśród nich szczególną rolę odegrał Chełm.
Pomoc była z serca, nie dla medali
Chełm od pierwszych dni pełnoskalowej wojny w Ukrainie był jednym z najważniejszych punktów pomocy uchodźcom. Przez miasto przechodziły tysiące ludzi uciekających przed rosyjską agresją. Mieszkańcy, wolontariusze, służby, samorząd, instytucje i organizacje społeczne tworzyli zaplecze pomocy, które często działało szybciej niż państwowe procedury.
Za tę postawę Chełm otrzymał tytuł Miasta Ratownika. Wyróżnienie przyznane przez prezydenta Ukrainy było odbierane jako wyraz wdzięczności dla mieszkańców, którzy nie pytali o politykę, tylko otwierali drzwi, magazyny, dworce, szkoły i własne serca.
Dziś to samo wyróżnienie stało się powodem trudnego pytania.
Prezydent Chełma Jakub Banaszek w emocjonalnym wpisie nie ukrywa rozczarowania decyzją ukraińskich władz.
„Pomagaliśmy z serca, bezinteresownie - nie dla medali czy orderów” - napisał.
I dalej podkreślił, że decyzja Zełenskiego jest szczególnie bolesna, bo władze Ukrainy doskonale wiedzą, jak wrażliwa jest to kwestia dla Polaków.
„Ta decyzja zabolała cały Naród, ale w tych dniach największy smutek i żal odczuwają rodziny Ofiar ludobójstwa wołyńskiego, zwłaszcza Ci, którzy przeżyli tamto piekło” - wskazał Banaszek.
Wyróżnienie i próba
Jeszcze w kwietniu 2023 roku atmosfera była zupełnie inna. Podczas wizyty w Polsce Wołodymyr Zełenski dziękował miastom, które od początku wojny stanęły na pierwszej linii pomocy. Wśród nich wymienił Chełm, Lublin, Przemyśl i Rzeszów.
5 kwietnia 2023 roku w Pałacu Kretzschmarów w Chełmie odbyła się uroczystość wręczenia tytułów Miast Ratowników. W obecności ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego prezydent Ukrainy uhonorował prezydentów czterech miast: Jakuba Banaszka, Wojciecha Bakuna, Konrada Fijołka i Krzysztofa Żuka.
Dla Chełma było to wydarzenie symboliczne. Miasto leżące blisko granicy, historycznie związane z polsko-ukraińskim pograniczem, stało się miejscem podziękowania za solidarność w czasie wojny. Banaszek pisał wówczas, że tytuł jest wyróżnieniem dla mieszkańców: za gesty, dobre serca, bezinteresowną pomoc i solidarność z Ukrainą.
Dzisiaj tamta symbolika została wystawiona na próbę.
Prawda, pamięć i szacunek
W swoim wpisie prezydent Chełma podkreśla, że wyróżnienia mają sens tylko wtedy, gdy stoją za nimi szczerość i wzajemny szacunek.
„Takie wyróżnienia mają sens tylko wtedy, gdy stoją za nimi szczerość, prawda i wzajemny szacunek. Taka właśnie była nasza pomoc - szczera, uczciwa i bezinteresowna. Dzisiejsza gloryfikacja UPA jest zaprzeczeniem tych wartości” - napisał.
To zdanie pokazuje sedno chełmskiego dylematu. Z jednej strony nikt nie odbiera mieszkańcom zasług ani moralnej wartości ich pomocy. Z drugiej - tytuł nadany przez tego samego prezydenta, który teraz podjął decyzję ocenianą w Polsce jako bolesną i prowokacyjną, nabiera nowego znaczenia.
Chełm staje więc przed pytaniem nie tylko politycznym, ale także etycznym: czy można zatrzymać symbol wdzięczności, jeśli nadawca tego symbolu wykonuje gest uderzający w polską pamięć?
Decyzja nie ponad głowami mieszkańców
Banaszek zapowiedział, że ewentualne zrzeczenie się tytułu Miasta Ratownika nie może być decyzją podjętą wyłącznie przez władze miasta.
„Takiej decyzji nie możemy podejmować ponad głowami mieszkańców. To nie my odpowiadamy za decyzję podjętą przez Prezydenta Ukrainy, ale naszym obowiązkiem jest zapytać Państwa o zdanie” - zadeklarował.
To ważny sygnał, bo tytuł nie był osobistym wyróżnieniem prezydenta, lecz gestem wobec całej wspólnoty. To mieszkańcy Chełma pomagali, organizowali zbiórki, przyjmowali uchodźców, pracowali na dworcu, w punktach recepcyjnych i magazynach. To oni mają więc prawo wypowiedzieć się, czy miasto powinno zachować tytuł, czy oddać go w geście sprzeciwu.
Między wdzięcznością a bólem
Ta sprawa jest trudna właśnie dlatego, że nie da się jej sprowadzić do prostego hasła. Pomoc Ukrainie po rosyjskiej agresji była realna, wielka i potrzebna. Nie unieważnia jej żadna późniejsza decyzja polityczna. Ale pamięci o ofiarach Wołynia również nie można zawiesić tylko dlatego, że dziś wymaga tego wygoda dyplomacji.
Chełm zna ciężar pogranicza lepiej niż wiele innych miast. Tutaj historia polska i ukraińska nie jest abstrakcją. Jest w rodzinnych opowieściach, cmentarzach, ikonach, kościołach, dawnych cerkwiach, dokumentach i milczeniu tych, którzy przez lata nie potrafili mówić o stracie.
Dlatego decyzja Zełenskiego tak mocno wybrzmiała właśnie tutaj. W mieście, które pomagało Ukrainie bez kalkulacji, ale nie chce, by wdzięczność oznaczała zgodę na historyczne przemilczenie.
Symboliczny gest głośniejszy niż pismo dyplomatyczne
Ewentualny zwrot tytułu Miasta Ratownika nie zmieni faktu, że Chełm pomagał. Nie odbierze mieszkańcom dumy z tego, co zrobili w najtrudniejszych dniach wojny. Może jednak stać się sygnałem, że solidarność nie polega na milczeniu wobec wszystkiego, co robi sojusznik.
W relacjach polsko-ukraińskich nie ma dziś prostych odpowiedzi. Jest wspólne bezpieczeństwo, wojna za wschodnią granicą, pamięć o rosyjskiej agresji, ale też nierozliczona historia Wołynia. I właśnie dlatego każdy symbol waży tak dużo.
Chełm znalazł się w miejscu, w którym medal wdzięczności zderza się z pamięcią o ofiarach.
Teraz mieszkańcy będą musieli odpowiedzieć, co jest właściwym gestem: zachować tytuł jako świadectwo własnej pomocy czy oddać go jako znak sprzeciwu wobec gloryfikacji UPA.
Jedno pozostaje bezsporne. Chełm pomagał Ukrainie nie dla nagród. Pomagał, bo tak trzeba było. I właśnie dlatego ma dziś prawo powiedzieć, że pomoc nie oznacza zgody na ranienie pamięci.

Komentarze