Marek Woliński, przedstawiciel spółki Arkady, tylko uśmiecha się, gdy pytam się, czy czuje presję ze strony mieszkańców Lublina, którzy już dawno mogli zwątpić, że na atrakcyjnej działce między Świętoduską i Lubartowską cokolwiek powstanie. O Alchemii pierwszy raz ludzie usłyszeli bowiem w 2009 roku. Prezydent Krzysztof Żuk wyraźnie mówi jednak o dwóch latach na sfinalizowanie projektu.
- Uważamy, że to realne. Mamy zawartą z miastem umowę inwestycyjną, podpisaną w maju 2025 roku. Ona określa harmonogram, zakłada między innymi wykonanie fundamentów do 31 lipca 2027 roku. Chcemy dotrzymać tych terminów i zakończyć inwestycję w zakładanym czasie. Zależy nam, żeby zdążyć przed rokiem 2029, kiedy Lublin będzie Europejską Stolicą Kultury – przekonuje Marek Woliński.
Nowe pokolenie
Spółka Arkady wzoruje się na Koszykach, Elektrowni Powiśle i Fabryce Norblina w Warszawie. Jej przedstawiciele jeździli też do Gdańska, odwiedzali Montownię, przyglądali się budowie Hali Targowej. Plan zakłada stworzenie foodhallu w centrum Lublina.
- Ma to być miejsce skupiające różne koncepty gastronomiczne. Będą niewielkie punkty w formule kuchni ulicznej, gdzie jedzenie wydawane jest szybko, w prostszej formie. A obok pojawią się pełnowymiarowe restauracje z obsługą kelnerską, stolikami, możliwością rezerwacji. Kluczowa jest sama lokalizacja. Kiedyś w centrach handlowych mówiło się o najemcy kotwiczącym, czyli takim, który przyciąga większość klientów. Dla nas taką kotwicą jest Stare Miasto. Niezależnie od tego, czy my tu będziemy, ludzie i tak będą tu przychodzić. To centrum miasta – mówi Woliński.
Podkreśla, że z każdym rokiem rośnie liczba turystów odwiedzających Lublin, a i zmianie uległ tryb życia jego mieszkańców.
- Kiedyś kupowaliśmy ubrania w sklepach, a jedliśmy głównie w domu. Teraz coraz częściej kupujemy przez internet, a wychodzimy na miasto. Czasem żartuję, że poza naszymi mamami i babciami mało kto dziś lepi pierogi. Pokolenie czterdziestolatków raczej już tego nie robi. Jemy na zewnątrz. Nasz fodhall odpowie na te potrzeby – zapowiada przedstawiciel spółki Arkady.

Wszystkie ulubione kuchnie
Paweł Materny, który w spółce Arkady zajmuje się najmem lokali, wylicza, że do zagospodarowania będzie około 2700 metrów kwadratowych powierzchni.
- Poszczególne lokale będą miały powierzchnię od około 25 do 35 metrów kwadratowych. W praktyce oznacza to model, w którym restauracje dysponują głównie zapleczem kuchennym, natomiast miejsca siedzące są wspólne dla wszystkich gości. Planujemy również kilka klasycznych restauracji. Zakładam, że będą cztery takie lokale. Dodatkowo przewidujemy osiem sklepów, z czego cztery będą działały w formule hybrydowej, czyli handlowo-gastronomicznej. Przykładowo będzie można kupić produkty, ale również usiąść przy stoliku i zamówić dania na miejscu – mówi Materny.
Przekazuje, że łącznie cały projekt Alchemii obejmie około 35 punktów. Sam foodhall to 22 albo 23 koncepty gastronomiczne. Inwestor przewiduje między 500 a 600 miejsc siedzących dla klientów.
- Czy może pan zdradzić, jakie rodzaje kuchni i restauracji pojawią się w foodhallu? – pytam.
- Tak, prowadzimy już zaawansowane rozmowy z najemcami. Część marek będzie pokrywać się z konceptami obecnymi już w innych foodhallach w Polsce. Na pewno pojawią się: kuchnia hinduska, tajska, koreańska, grecka, włoska, meksykańska, gruzińska, restauracja rybna, koncept z daniami z woka, hamburgery, kebab, asian burger, dim sum i ramen, restauracja polska, naleśnikarnia, punkt z lodami, frytki, kawiarnie. To właściwie pełen przekrój kuchni, które cieszą się największym zainteresowaniem klientów. Zależy nam, żeby koncepty się nie dublowały. Chcemy, aby każdy najemca skupił się na własnej specjalizacji i unikalnej ofercie, bez bezpośredniego konkurowania z innymi i generowania konfliktów. Kluczowe jest to, że goście nie muszą wybierać jednej restauracji dla całej grupy. Mogą wspólnie usiąść przy jednym stole, a każda osoba zamawia dokładnie to, na co ma ochotę – opowiada Paweł Materny ze spółki Arkady, który zachęca do kontaktu szczególnie właścicieli lokalnych, lubelskich lokali pod adresem: biuro@materny.com.pl.

Parking i schron
W ramach kompleksu Alchemii powstanie również parking podziemny.
- W tej części miasta zawsze brakuje miejsc postojowych – stwierdza Marek Woliński.
Obecnie Arkady zarządzają parkingiem za lubelskim ratuszem na 70 miejsc. Po budowie parkingu podziemnego ich liczba wzrośnie do 370.
- To ponad pięciokrotne zwiększenie. Chcielibyśmy, żeby korzystali z niego zarówno klienci foodhallu, jak i osoby odwiedzające centrum miasta. Widzimy też możliwość współpracy z hotelami, które również mają potrzeby parkingowe. Parking będzie dwupoziomowy. Część zostanie przeznaczona dla samochodów elektrycznych. Stąd potrzeba budowy odpowiedniego węzła energetycznego i magazynów energii – mówi Woliński.
Parking podziemny pod Alchemią, na czym szczególnie zależało władzom Lublina, ma pełnić funkcję miejsca doraźnego schronienia, co wymaga zapewnienia odpowiednich systemów zasilania, wentylacji, oświetlenia.

Krem sułtański
Marek Woliński pokazuje mi kilkanaście zdjęć wizualizacji i projektowych plansz. Przedstawia obraz tego, jak docelowo prezentować będzie się Alchemia, która przybierze układ tarasowy i na którą złożą się dwa główne budynki.
- Pierwszy to Arkady, miejsce z historią. Działała tu restauracja Pod Arkadami. Wielu mieszkańców Lublina pamięta choćby krem sułtański. W Alchemii budynek ten nadal będzie pełnił funkcję gastronomiczną, zostanie tylko powiększony o jedno piętro, stworzymy dwa poziomy restauracyjne. Pojawi się też wejście od ulicy Lubartowskiej. Drugi obiekt przybierze trójkątną formę i urośnie przy zbiegu ulic Bajkowskiego i Lubartowskiej, gdzie kiedyś były kasy biletowe. Tam przewidujemy jeden lokal restauracyjny, reprezentacyjny, przeszklony, możliwie jak najbardziej transparentny. A pod jednym z tarasów znajdzie się część foodhallowa - relacjonuje Woliński.

Ulubione miejsce
Pytam Wolińskiego, czy poza gastronomią i parkingiem podziemnym odwiedzający Alchemię znajdą tam jeszcze coś dla siebie.
- Zależy nam, żeby ludzie nie przychodzili tu tylko coś zjeść i od razu wychodzili. Chcemy stworzyć miejsce, w którym będzie można spędzać czas. Dlatego ważne jest całe zagospodarowanie terenu. Planujemy plac zabaw, schodki, nieregularne przestrzenie, miejsca do siedzenia.
- Co z zielenią?
- Znajdujemy się na terenie zielonym i chcemy to uszanować. To są również wymogi konserwatorskie. Na powierzchni pozostaną tylko dwa budynki. Reszta ma być możliwie mocno zazieleniona. Chcemy zagospodarować teren jak największą ilością zieleni.
- A eventy?
- Miejsca, na których się wzorujemy, mają bardzo silną funkcję wydarzeniową. U nas też chcielibyśmy, żeby coś się działo. Nie będą to duże imprezy masowe. Nic dla kilkudziesięciu tysięcy osób. Ale kameralne koncerty, performansy, warsztaty kulinarne, spotkania, pokazy czy inne niewielkie wydarzenia jak najbardziej.
- Do której godziny będzie działała Alchemia?
- Na pewno nie całodobowo. Zakładamy, że część foodhallowa będzie działała mniej więcej do północy. Ta część będzie funkcjonowała w jednym systemie technologicznym, więc narzucone zostaną stałe godziny otwarcia. Oddzielne restauracje mogą mieć większą elastyczność.
- Jakie Arkady się wam marzą?
- Dobrze, jeśli mieszkańcy znajdą tu swoje ulubione miejsca. Lublin jest piękny. Ma wyjątkowy klimat. I czujemy, że ta inwestycja może ten klimat dopełnić. Oczywiście, to projekt komercyjny. Robimy biznes. Ale biznes można prowadzić też tak, żeby był przyjazny dla ludzi – puentuje Marek Woliński, przedstawiciel spółki Arkady.

Oczekiwania prezydenta Żuka
Temat Arkad i Alchemii poruszyliśmy w długiej rozmowie z prezydentem Krzysztofem Żukiem przy okazji ponad piętnastu lat jego rządów w Lublinie.
- Teren ten pozostaje w użytkowaniu wieczystym prywatnej spółki, decyzję w tej sprawie podjął jeszcze były prezydent Andrzej Pruszkowski. Kiedy teraz słyszę krytykę ze strony Prawa i Sprawiedliwości, warto przypomnieć, jaka była kolejność zdarzeń. Osobiście już dawno widziałbym w tym miejscu parking, bo to bardzo dobry projekt do realizacji w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Tymczasem od 2004 roku nie wydarzyło się tam nic. Staramy się więc budować realny, pozytywny scenariusz. Z mojego upoważnienia Tomasz Fulara, zastępca prezydenta, rozpoczął rozmowy z inwestorem, które zakończyły się porozumieniem i podpisaniem protokołu uzgodnień ze spółką. Działania zmierzają w kierunku budowy wielopoziomowego parkingu, a uzupełnieniem projektu ma być przede wszystkim infrastruktura gastronomiczna skierowana do turystów i mieszkańców. Zakładamy, że w ciągu najbliższych dwóch lat inwestorowi uda się doprowadzić do realizacji tego przedsięwzięcia – mówił nam prezydent Żuk.

Wysoka jakość
Ze strony miasta projektem zajmuje się Tomasz Fulara, wiceprezydent do spraw inwestycji i rozwoju.
- W ubiegłym roku wypracowaliśmy porozumienie regulujące harmonogram i warunki realizacji inwestycji. Dziś dysponujemy konkretnymi ustaleniami deklaracjami inwestora dotyczącymi kolejnych etapów prac. Patrzymy na ten projekt z przekonaniem, że najbliższe lata przyniosą rzeczywisty przełom w zagospodarowaniu tego miejsca. Spółka dysponuje gruntem w ramach użytkowania wieczystego z przeznaczeniem pod budowę podziemnego parkingu wielopoziomowego na co najmniej 300 miejsc postojowych, z częścią usługową o powierzchni sprzedaży do 2000 metrów kwadratowych, a plany obejmują także modernizację i rozbudowę budynku Arkady. Na mocy zawartej umowy realizacja fundamentów powinna rozpocząć się najpóźniej do końca lipca przyszłego roku, a zakończenie zabudowy w stanie surowym zamkniętym do końca 2028 roku – mówi nam wiceprezydent Lublina.
- Z punktu widzenia miasta najważniejsze jest to, aby miejsce odzyskało swoją wartość, stając się atrakcyjną przestrzenią dla mieszkańców i osób odwiedzających Lublin. Zapowiadana oferta gastronomiczna odpowiada współczesnym trendom rozwoju śródmieść. Dla nas bardzo istotne jest również stworzenie wysokiej jakości przestrzeni publicznej z zielenią i miejscem spotkań, które wpisze się w charakter historycznego centrum Lublina, w bezpośrednim sąsiedztwie Starego Miasta i ważnych przestrzeni publicznych. Dlatego znaczenie tej inwestycji wykracza poza sam obiekt czy parking. To projekt, który może pomóc domknąć proces rewitalizacji tej części Śródmieścia. Dodatkową wartością jest możliwość wykorzystania infrastruktury parkingu w sytuacjach kryzysowych – podsumowuje zastępca prezydenta Tomasz Fulara.

Jak za Mieszka I i Chrobrego
Rozmawiam z doktorem Rafałem Niedźwiadkiem z UMCS-u, który prowadzi badania archeologiczne na terenie Arkad.
- Badania archeologiczne na terenie Arkad trwają od trzech dekad.
- Pierwsze prace wykopaliskowe odbyły się w 1997 roku pod kierunkiem Andrzeja Hunicza z PKZ. Ja objąłem pieczę nad tym miejscem w 2006 roku i od tamtej pory, czyli już prawie dwudziestu lat, prowadzimy tam kolejne etapy badań. Trzeba mieć na uwadze, że to olbrzymi teren, a same prace archeologiczne są największymi wykopaliskami, jakie kiedykolwiek prowadzono w Śródmieściu Lublina.
- Co było lub dalej jest największym archelogicznym wyzwaniem?
- Wyzwania przez ten czas bardzo się zmieniały. W 2006 roku naszym zadaniem było dokończenie badań z lat dziewięćdziesiątych, które nie odpowiedziały na wszystkie pytania. Już wtedy mieliśmy odkrycia związane z epoką słowiańską. Później projekt budowlany zakładał odbudowę skrzydła klasztornego na zamknięciu północnego dziedzińca ratusza. Problem polegał na tym, że znajdował się tam dawny cmentarz. Spędziliśmy tam około dwóch lat, odsłaniając blisko dwieście grobów, zawierających kilkaset pochówków. Odkryliśmy również nieistniejące skrzydła klasztoru karmelitów, udało się rozwarstwić etapy ich przebudowy i określić funkcję poszczególnych pomieszczeń. W 2017 roku wróciliśmy na właściwy teren Arkad, czyli działkę, na której znajdował się pomnik Ofiar Masowej Eksterminacji Ludności Żydowskiej.
- I?
- To była wielka niewiadoma. Już wcześniej, z nadzorów nad odwiertami geotechnicznymi w 2006 roku, poznaliśmy ogromną zmienność gruntu: od dwóch do nawet ośmiu metrów głębokości. Wiedzieliśmy więc, że wchodzimy w teren kompletnie nieprzewidywalny. Spodziewaliśmy się raczej przestrzeni ogrodów klasztornych. Taki obraz znamy choćby ze słynnego obrazu „Pożar miasta Lublina” z 1719 roku. Spokojne ogrody, jakieś ruiny, teren raczej pusty. Tymczasem odkryliśmy schron przeciwlotniczy z czasów II wojny światowej, a później kolejne ślady działalności karmelitów. Ale najważniejsze było, co innego: osada z okresu piastowskiego i schyłku epoki plemiennej. Tego typu osad wokół Lublina znamy wiele, ale ta była wyjątkowa.
- Co takiego czyniło ją wyjątkową?
- Przede wszystkim była jednofazowa. To oznacza, że ludzie zamieszkali tam raz, osada spłonęła albo została opuszczona i już nigdy do niej nie powrócono. Dzięki temu mamy doskonale zachowany obraz życia z jednego konkretnego momentu historycznego. Druga rzecz, osada była zorganizowana wokół centralnego placu. Widać wyraźnie, że ktoś zaplanował ją przestrzennie. To nie była przypadkowa zabudowa.
- Jak możemy ją datować?
- Datowanie radiowęglowe wskazuje na schyłek okresu plemiennego i początki państwa polskiego, przełom X i XI wieku. Schyłek funkcjonowania tej osady przypada już na czasy Bolesława Chrobrego, natomiast jej największy rozwój wiążemy prawdopodobnie z okresem Mieszka I. To bardzo ważne również dlatego, że historycy nadal dyskutują, czy Lublin został włączony do państwa polskiego jeszcze przez Mieszka I, czy dopiero przez Chrobrego. Być może właśnie opuszczenie tej osady na początku XI wieku będzie argumentem za tym, że to Chrobry wprowadził tutaj nowy porządek przestrzenny i zmienił układ osadniczy. Nie możemy jeszcze udzielić ostatecznej odpowiedzi, ale po raz pierwszy mamy w pełni odkrytą i uporządkowaną osadę z tego przełomowego momentu historii.

- Później badania zostały przerwane?
- Tak. Była sprawa sądowa, później dwa lata przerwy związanej z pandemią. Do badań wróciliśmy ponownie w 2025 roku, tym razem już pod auspicjami Instytutu Archeologii UMCS, gdzie pracuję. Początkowo mieliśmy jedynie dokończyć fragment badań z 2017 roku. Został nam niewielki pas terenu do granicy inwestycji. Ale w międzyczasie zmienił się projekt parkingu i zakres badań został rozszerzony dalej na północ. Aktualnie badamy teren przed frontem Arkad i jesteśmy mniej więcej w połowie zadania.
- Czy nowe badania przyniosły kolejne odkrycia?
Oprócz dalszych śladów tej wczesnośredniowiecznej osady odkryliśmy również zabudowę renesansowego Lublina. Jesienią ubiegłego roku trafiliśmy na bardzo solidne mury biegnące wzdłuż ulicy Świętoduskiej. Kiedy zaczęliśmy analizować źródła historyczne, okazało się, że karmelici po przejęciu tego terenu stopniowo wykupywali kolejne nieruchomości i likwidowali wcześniejszą zabudowę. Obraz znany z „Pożaru miasta Lublina” pokazuje już teren „po uporządkowaniu” przez zakonników. My natomiast odkrywamy wcześniejszą, nieznaną zabudowę. Początkowo wydawało się, że to jedna kamienica. Ale wiemy już, że były tam co najmniej dwie albo trzy. Mam wrażenie, że te badania pozwolą odkryć zupełnie nieznaną renesansową i wczesnośredniowieczną dzielnicę Lublina.

- Jak długo mogą jeszcze potrwać badania?
- To bardzo trudny teren. Wykopy miejscami mają nawet cztery metry głębokości, więc musimy przerzucać ogromne ilości ziemi uformowanej w XVIII i XIX wieku, żeby dostać się do najstarszych pokładów. Dodatkowo nie możemy używać ciężkiego sprzętu w miejscach, gdzie pojawia się zabudowa historyczna, bo moglibyśmy ją zniszczyć. Jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, to myślę, że do końca wakacji powinniśmy zakończyć najważniejszy etap badań przed Arkadami.
- Gdyby nie presja inwestycji i budowy parkingu, można by prowadzić te badania jeszcze przez wiele lat?
- Oczywiście. Można byłoby prowadzić wszystko znacznie wolniej i z większym udziałem robót ręcznych, ale żyjemy w XXI wieku i uniwersytet również funkcjonuje w określonych ramach finansowych. Mamy konkretny budżet i harmonogram, więc musimy optymalizować metody pracy. To jednak nie oznacza końca badań naukowych. Po zakończeniu prac terenowych zostaną tysiące zabytków i próbek do opracowania. Mamy na przykład ogromne ilości polepy: wypalonej gliny z odciskami roślin używanych do wzmacniania konstrukcji. Są dziesiątki tysięcy zabytków wymagających analiz. To wszystko będzie później jeszcze przez lata opracowywane naukowo. Arkady powstały w dawnym wąwozie, który jest całkowicie niewidoczny w przestrzeni miasta. Na dnie tego wąwozu znajdujemy już zabytki pradziejowe sprzed nawet pięciu tysięcy lat. To nie jest w Lublinie wyjątkowe, ale tutaj problemem jest głębokość. Obawiam się jedynie sytuacji, w której dotrzemy do najgłębszego miejsca wąwozu, nawet siedem–osiem metrów pod obecną rzędną terenu. Wtedy największym wyzwaniem stanie się zabezpieczenie wykopów. Ale i na to mamy już przygotowane rozwiązania.
- Czy uważa pan, że uda się zakończyć te badania z należytą dbałością o historię i z szacunkiem dla tego miejsca?
Każdy archeolog powinien pamiętać, że błąd popełniony w terenie jest nieodwracalny. Tego uczę również swoich studentów. Dlatego do badań podchodzimy bardzo skrupulatnie, żeby niczego nie przeoczyć i nie zniszczyć. Jednocześnie bardzo cieszy mnie podejście inwestora. Przez te wszystkie lata naprawdę zrozumiał wagę tego miejsca i potrzebę pokazania historii w przyszłej bryle parkingu. Nie wiemy jeszcze dokładnie, w jakiej formule to zostanie zrealizowane: czy będą gabloty, multimedia, może elementy interaktywne, ale jestem przekonany, że każdy odwiedzający przyszłe Arkady będzie miał kontakt z historią tego miejsca. Rozmawiamy nawet o grach terenowych i innych nowoczesnych formach opowiadania historii. Chcemy, żeby efekty naszej pracy nie trafiły wyłącznie do publikacji naukowych i muzealnych magazynów, ale również do mieszkańców i odwiedzających Lublin.


Komentarze