O 8:00 urzędnicy ZUS opuścili stanowiska pracy i zgromadzili się wokół budynków przy ulicy Zana. Długo przemawiał Ireneusz Pszczoła, przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność”.
- Ilu pracowników strajkuje? - spytałem go w chwili przerwy.
- Pięciuset!
- Pięciuset? Chyba pan przesadza...
- Żartuję. Krąży lista. Jeszcze się liczymy. Chciałbym, żeby było nas tu pięciuset. Ale i tak przyszły tłumy.
Realistyczne szacunki wskazują na dwustu, może trzystu strajkujących pracowników lubelskiego ZUS.

Walka o wyższe wynagrodzenia
O powodach ogólnokrajowej manifestacji rozmawiałem z Jerzym Jakubowiczem z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „Niezależni”.
- Dlaczego właściwie pracownicy ZUS po raz kolejny wyszli przed swoje miejsce pracy i przez dwie godziny strajkują?
Jerzy Jakubowicz, Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „Niezależni”: - Chodzi przede wszystkim o podwyżki wynagrodzeń. Na początku zaproponowano nam około 200 złotych brutto. To daje około 150 złotych na rękę. Nie chcę tego przeliczać na bardziej nośne porównania, na przykład zakupy w Biedronce czy Lidlu. Ale są to bardzo małe pieniądze. Podwyżki dla emerytów i rencistów były wyższe. Wyższy był także wzrost płacy minimalnej. Dlaczego więc my, którzy obsługujemy emerytów i rencistów, mamy być traktowani gorzej? Z czego mają być wyliczane nasze przyszłe emerytury? Podam kilka przykładów. W czasie pandemii i tarcz antykryzysowych to właśnie my wykonywaliśmy tę pracę. To my zajmowaliśmy się bonem turystycznym. Co on miał wspólnego z ubezpieczeniami społecznymi? Naprawdę trudno powiedzieć. Gdy przyszła powódź, to my realizowaliśmy zasiłki powodziowe. Robimy wszystko, co zleca nam rząd, choć za tymi dodatkowymi obowiązkami nigdy nie idą dodatkowe pieniądze. Problem polega na tym, że pracodawca nie chce wynagradzać nas adekwatnie do pracy, którą wykonujemy, tylko pozoruje dialog ze związkami zawodowowymi i nie przedstawił nam dotąd żadnej konkretnej propozycji, choć spór zbiorowy rozpoczęliśmy już jakiś czas temu.
- Przez megafon mówił pan, że pracodawca będzie udawał, że nikogo na strajku nie było. Co miał pan na myśli?
- Pracodawca nie chce, żeby społeczeństwo dowiedziało się, że w ZUS trwa protest i strajk. Ale raczej mu się to nie uda. Inna sprawa, że jesteśmy po bardzo dużej manifestacji przed Ministerstwem Finansów w Warszawie. Przyszło kilka tysięcy ludzi. Na cztery godziny zablokowaliśmy Warszawę. Czy słyszał pan o tym?
- Nie.
- No właśnie. Ja też nie słyszałem. A manifestacja była bardzo liczna. I została po prostu wyciszona. Żadna ogólnopolska telewizja jej nie pokazała, pojawiły się jedynie pojedyncze relacje lokalnych warszawskich stacji. Teraz również próbuje się nas schować. W całym kraju organizatorzy starają się kierować protestujących do sal konferencyjnych i zamkniętych pomieszczeń, żeby nie było nas widać. U nas się to jednak nie udało, bo jest nas bardzo dużo. Przeszedłem się też po pokojach i są one pozamykane. Mam nadzieję, że dzięki temu społeczeństwo zauważy, że coś się dzieje i że pracodawca przestanie ukrywać przed rządem, iż w ZUS nic się nie dzieje.
- Z pana obserwacji wynika, że interesanci, czyli głównie starsi ludzie przychodzący do urzędu, są wyrozumiali wobec waszego strajku?
- Przeszedłem się po obu salach obsługi klienta i nie było żadnych ekscesów. Interesanci nie protestują, nie krzyczą i nie atakują protestujących. Cierpliwie czekają. Zapewniona została ograniczona obsługa, ponieważ dyrekcja o to prosiła. Na jednej sali obsługi klientów pracują chyba trzy osoby, na drugiej cztery lub pięć. Są to osoby z krótkim stażem albo naczelnicy.

Brawa za odwagę
Nastawienie strajkujących urzędników najlepiej oddawał przyniesiony przez jedną z pracownic ZUS transparent: „Na górze tłusto, na dole pusto”. Gdy zbliżać zaczęła się 10:00, manifestujący powolnym krokiem ruszyli w kierunku wejść do budynków Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
- Dobrze, część osób wraca już do pracy, tak się umawialiśmy - skomentował przez megafon Ireneusz Pszczoła.
Rozległy się brawa.
- Tak, właśnie brawa, że byliście. Że się odważyliście.


Komentarze