Remontowa kość niezgody
Lokalny konflikt wokół ulicy Kaczej w Krasnymstawie tli się już od kilku miesięcy, skutecznie dzieląc lokalną społeczność i samorząd. Kością niezgody stała się przebudowa drogi prowadzącej do nowej przeprawy mostowej. Protestujący mieszkańcy, którzy organizowali już manifestacje i wywieszali banery, alarmują, że oficjalny projekt zawiera poważne błędy dotyczące odwodnienia oraz przewiduje niefunkcjonalne, zbyt strome zjazdy do posesji.
Z kolei miejski magistrat konsekwentnie odpiera te zarzuty. Urzędnicy przekonują, że inwestycja powstaje absolutnie zgodnie z normami technicznymi, a wszelkie kontrole potwierdzają prawidłowość prowadzonych prac. Władze zaznaczają również, że jakakolwiek głęboka ingerencja w plany na obecnym etapie mogłaby skutkować utratą wielomilionowego dofinansowania. W zamian zaoferowano wykonanie części dodatkowych udogodnień dopiero po formalnym zakończeniu głównego zadania, co jednak nie uspokoiło nastrojów.
Taczka jako... wiążąca umowa społeczna
W ostatnich dniach protest przybrał jednak wyjątkowo dosadną i symboliczną formę. Na placu budowy pojawiła się taczka z przymocowaną kartką o treści:
„Dla pana burmistrza. Proszę się wywieźć samemu, gdyż nasze emerytki nie dadzą rady”.
W sieci szybko pojawił się też wpis autorów happeningu, którzy zadeklarowali, że pojazd ma posłużyć do wywiezienia „niespełnionych obietnic” oraz „pustych frazesów” władzy.
Reakcja samych mieszkańców na powstałe zamieszanie okazała się zaskakująca. W wydanym oświadczeniu kategorycznie zaprzeczyli plotkom o rzekomym spisku czy nielegalnym przewrocie. Wyjaśnili, że taczka to po prostu efekt... realizacji obietnicy samego włodarza. Przypomnieli, że podczas jednego ze wcześniejszych spotkań burmistrz Daniel Miciuła miał im zadeklarować, iż jeśli nie upora się z ich kluczowym problemem, mają pełne prawo wywieźć go na taczce. Protestujący uznali to za wiążącą umowę społeczną, której postanowili dotrzymać.
Burmistrz kontratakuje: „To obsesja i hejt”
Sam włodarz widzi całą sytuację w zupełnie innych barwach. W emocjonalnym i głośnym wpisie w mediach społecznościowych skomentował incydent bez owijania w bawełnę:
„Czekam teraz na szubienicę w rynku”.
Daniel Miciuła uważa, że protestujące seniorki z ulicy Kaczej stały się ofiarami cynicznej manipulacji ze strony lokalnych pseudoinfluencerów, jednego z radnych miejskich oraz „niemieszkanki z Holandii”. Zdaniem burmistrza cała sprawa to jedynie pretekst do prowadzenia agresywnej kampanii antysukcesu, napędzanej przez tzw. opozycję totalną, u której podłoża leżą wyłącznie personalne urazy. Włodarz wylicza, że to samo środowisko wcześniej szukało jakichkolwiek powodów do krytyki, podnosząc tematy takie jak Ogrody, Kraszczady czy finansowanie klubów sportowych.
Co więcej, z powodu internetowych ataków wymierzonych w jego rodzinę, burmistrz zdecydował się skierować do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko kobiecie inspirującej nagonkę, zarzucając jej internetową obsesję i unikanie odebrania pozwu.
Ostatecznie taczka została zabezpieczona przez wykonawcę inwestycji, a sprawa braku zgód mieszkańców na wejście w posesje trafiła do Starostwa Powiatowego w Krasnymstawie. Choć emocje na chwilę opadły, drogowy i polityczny pat w mieście wciąż trwa.


Komentarze