Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

„Myślałem, że jakoś to będzie”. 3 najczęstsze błędy, które słyszymy w gabinecie od osób zadłużonych.

Czarny pióro wieczne i plik banknotów, w tym 100 złotych, leżące na otwartym notesie w kropki

Zaczyna się prawie zawsze tak samo. Ktoś siada po drugiej stronie biurka, przez chwilę milczy, a potem odsuwa od siebie plik pomiętych kopert - czasem nawet nieotwartych. Dopiero wtedy pada zdanie, które w naszym gabinecie słyszeliśmy już dziesiątki razy: „Myślałem, że jakoś to będzie”.

Przez próg kancelarii przechodzą ludzie, których na pozór nic nie łączy. Przedsiębiorca, który przez piętnaście lat prowadził dobrze prosperujący warsztat, a po pandemii i skokowym wzroście kosztów musiał go zamknąć. Nauczycielka, która „na chwilę” podżyrowała kredyt dorosłemu synowi. Emeryt, który wziął pierwszą chwilówkę na leki, a potem drugą - żeby spłacić pierwszą. Różne twarze, różne życiorysy, a jednak wszystkich łączy to samo: paraliżujący wstyd i cicha, uparta nadzieja, że problem jakoś sam się rozwiąże, rozpłynie, zniknie.

Nie znika. Dług to jedna z niewielu rzeczy w życiu, która milczenia nie wybacza - rośnie w ciszy, karmi się odsetkami i czasem. Jako prawnicy z Lubelszczyzny - adwokat Grzegorz Walerjańczyk i radca prawny Ewelina Walerjańczyk - postanowiliśmy opisać trzy błędy, które w naszej codziennej praktyce widzimy najczęściej. Nie po to, żeby kogokolwiek oceniać. Wręcz przeciwnie. Po to, żeby ktoś, kto właśnie teraz patrzy na stertę nieodebranych listów, zrozumiał, że nie jest sam - i że jest wyjście.

Błąd nr 1: „Jak nie odebrałem, to tak jakby nie przyszło”

To chyba najbardziej rozpowszechniony i jednocześnie najgroźniejszy mit. Awizo ląduje w skrzynce, człowiek widzi nadawcę - sąd, komornik, firma windykacyjna - i odruchowo myśli: nie pójdę na pocztę, nie odbiorę, to się mnie nie tyczy. Wydaje się to logiczne. Skoro nie mam papieru w ręku, to formalnie nic się nie zaczęło. Prawda?

Nieprawda. I to jest dokładnie ten moment, w którym ludzie oddają pole komornikowi.

Fikcja doręczenia - czyli list, którego nie przeczytałeś, i tak został „doręczony”

W polskim prawie funkcjonuje coś, co nazywamy fikcją doręczenia. Mówiąc najprościej: jeśli przesyłkę sądową dwukrotnie awizowano, a Ty jej nie odebrałeś, to po upływie określonego terminu pismo uznaje się za skutecznie doręczone - tak, jakbyś je przeczytał i pokwitował własnoręcznym podpisem. Prawo działa dalej, mimo że Ty o niczym nie wiesz.

Co to oznacza w praktyce? Nakaz zapłaty się uprawomocnia. Termin na wniesienie sprzeciwu - często zaledwie dwa tygodnie - mija, choć Ty nawet nie wiedziałeś, że biegnie. Sprawa trafia do komornika. I pewnego dnia człowiek, który „nic nie odebrał”, dowiaduje się o wszystkim dopiero wtedy, gdy z konta znika wynagrodzenie albo gdy zablokowane zostają oszczędności.

Chowanie głowy w piasek nie zatrzymuje procedury - ono jedynie zabiera Ci prawo głosu w Twojej własnej sprawie. A często to właśnie na wczesnym etapie, jeszcze przed uprawomocnieniem nakazu, można było zakwestionować roszczenie, wskazać przedawnienie albo zawyżone odsetki. Dlatego pierwszą rzeczą, którą robimy z klientem, jest odzyskanie kontroli nad terminami - bo to fundament skutecznej ochronie przed komornikiem i windykacją. Im wcześniej reagujesz, tym więcej drzwi jest jeszcze otwartych.

Błąd nr 2: Gasić pożar benzyną, czyli rolowanie długów chwilówkami

Ten mechanizm zaczyna się niewinnie. Zbliża się termin raty, na koncie brakuje trzystu, może pięciuset złotych. Reklama obiecuje „pierwszą pożyczkę za darmo, pieniądze w piętnaście minut, bez zaświadczeń”. Człowiek myśli: wezmę, spłacę ratę, a za wypłatę oddam.

Tyle że wypłata przychodzi, a razem z nią dziesięć innych zobowiązań. Więc żeby oddać tę pierwszą chwilówkę, bierze się drugą. Żeby spłacić drugą - trzecią. I nagle okazuje się, że człowiek nie spłaca już żadnego realnego długu, tylko w kółko przelewa pieniądze między pożyczkodawcami, za każdym razem oddając więcej, niż pożyczył.

My nazywamy to gaszeniem pożaru benzyną. Każda kolejna chwilówka na pozór ratuje sytuację na dziś, a w rzeczywistości podnosi płomień. To jest właśnie owa słynna pętla kredytowa - i wpadają w nią nie ludzie „nieodpowiedzialni”, tylko ludzie w rozpaczy, którzy próbują za wszelką cenę uniknąć wstydu związanego z niespłaceniem raty na czas.

Kiedy patrzymy na historię takiego klienta, widzimy dług, który urósł trzy- czy czterokrotnie ponad pierwotną kwotę - nie dlatego, że ktoś dużo pożyczył, ale dlatego, że długo krążył w tej pętli w pojedynkę. A wiele z tych umów zawiera zapisy niezgodne z prawem: zawyżone koszty pozaodsetkowe, ukryte prowizje, klauzule, które można podważyć. Sam tego nie wychwycisz. My - wychwytujemy.

Błąd nr 3: „Tylko żeby żona się nie dowiedziała”

To błąd, o którym najtrudniej się mówi, bo nie ma nic wspólnego z prawem - a wszystko ze wstydem. Zaskakująco często pierwszą prośbą, jaką słyszymy w gabinecie, nie jest „proszę mi pomóc wyjść z długów”, tylko: „Tylko żeby rodzina się nie dowiedziała”.

Zadłużony ojciec ukrywa wezwania przed dziećmi. Żona spłaca po cichu zobowiązania męża, żeby „nie robić afery”. Emeryt wstydzi się przyznać dorosłym dzieciom, że nie starcza mu do pierwszego. Strach przed oceną najbliższych bywa silniejszy niż strach przed komornikiem - i to on sprawia, że ludzie odkładają wizytę u prawnika miesiącami, a czasem latami.

Skutek jest zawsze taki sam: do gabinetu trafiają w ostatnim możliwym momencie. Wtedy, gdy egzekucja już trwa, gdy zajęto pensję, gdy pole manewru zawęziło się do minimum. A gdyby przyszli pół roku wcześniej, mielibyśmy do dyspozycji dużo więcej narzędzi.

Dlatego chcemy powiedzieć to wprost, bez owijania w bawełnę: zadłużenie nie jest wyrokiem na Twój charakter. Traci pracę uczciwy człowiek. Choruje uczciwy człowiek. Bankrutuje firma prowadzona przez uczciwego, pracowitego człowieka. Dług to problem prawny i finansowy - a nie dowód, że jesteś kimś gorszym. Im szybciej to sobie powiesz, tym szybciej sięgniesz po pomoc.

Wyjście istnieje. I nie jest powodem do wstydu - jest powodem do dumy

Najważniejsza wiadomość tego tekstu brzmi tak: z długów naprawdę można wyjść, legalnie, w majestacie prawa, z twarzą podniesioną do góry. Osoba, która zamiast uciekać, siada i mówi „chcę to uporządkować”, nie powinna czuć wstydu. Powinna czuć dumę, że podjęła walkę.

Upadłość konsumencka - czysta karta w świetle prawa

Dla wielu osób realnym rozwiązaniem jest upadłość konsumencka. Wokół tego pojęcia narosło mnóstwo mitów, więc wyjaśnijmy prosto, co ono naprawdę oznacza:

Wstrzymanie egzekucji komorniczych. Z chwilą ogłoszenia upadłości toczące się postępowania komornicze zostają zawieszone, a następnie umorzone. Komornik przestaje zaglądać na Twoje konto.

Zatrzymanie naliczania odsetek. Dług przestaje rosnąć. Kończy się koszmar patrzenia, jak kwota puchnie z każdym miesiącem, niezależnie od tego, ile wpłacasz.

Realna szansa na „czystą kartę”. Po przeprowadzeniu postępowania i wykonaniu planu spłaty (dostosowanego do Twoich możliwości) pozostałe zobowiązania mogą zostać umorzone - czyli po prostu wykreślone. Człowiek dostaje szansę, by zacząć od nowa, bez ciągnącego się latami balastu.

To nie jest „ucieczka od odpowiedzialności” - to instytucja przewidziana przez ustawodawcę właśnie po to, by ludzie, którzy popadli w niewypłacalność, mogli wrócić do normalnego życia. Ale procedura ma swoje pułapki: źle napisany wniosek, zatajony majątek czy niedopilnowany termin potrafią przekreślić całą sprawę. Dlatego kluczowe jest sprawne przeprowadzenie upadłości konsumenckiej - od analizy dokumentów, przez przygotowanie wniosku, po reprezentację przed sądem. Nie każdy przypadek nadaje się do upadłości i nie zawsze jest ona najlepszym rozwiązaniem; czasem lepszym wyjściem okazuje się negocjacja z wierzycielami albo restrukturyzacja. Właśnie dlatego każdą sprawę trzeba ocenić indywidualnie.

Kto z Tobą usiądzie po drugiej stronie biurka

Za Kancelarią EGW stoją dwie osoby: adwokat Grzegorz Walerjańczyk oraz radca prawny Ewelina Walerjańczyk. Na co dzień pracujemy z klientami indywidualnymi z całego województwa lubelskiego - z ludźmi zadłużonymi, po zamknięciu działalności, w trakcie egzekucji komorniczej, uwikłanymi w pętlę chwilówek.

Łączy nas jedno podejście: dla nas spłata długu to problem prawny do rozwiązania, a nie ocena moralna klienta. Nie usłyszysz u nas kazania ani spojrzenia z góry. Usłyszysz konkretne pytania, na podstawie których zbudujemy plan. Bo za każdym plikiem nieodebranych kopert stoi zwyczajna ludzka historia - a my jesteśmy po to, żeby pomóc napisać jej dalszy ciąg lepiej.

Zrób pierwszy krok - resztę rozłożymy na części

Jeśli którykolwiek z tych trzech błędów brzmi jak opis Twojej sytuacji, potraktuj to jako znak. Nie musisz mieć gotowego planu. Nie musisz nawet mieć uporządkowanych dokumentów. Wystarczy, że przestaniesz czekać, aż „jakoś to będzie”.

Zapraszamy Cię na bezpłatną wstępną konsultację w Kancelarii EGW. Na spotkaniu spokojnie przeanalizujemy Twoje dokumenty, ocenimy sytuację i wypracujemy indywidualny plan wyjścia na prostą - realny, dopasowany do Twoich możliwości, bez oceniania i bez oceny moralnej.

Pierwszy list, którego się nie boisz odebrać, to ten adresowany do prawnika. Zrób ten krok.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama