Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Elitarna Wieniawa. Za szpitalem lekarze uprawiali warzywniak

W latach 70. ubiegłego wieku przyjechałam do Lublina ze wsi i zamieszkałam u mojej cioci na ulicy Róży Luksemburg (dziś. Ks. Jerzego Popiełuszki). Z Wieniawy było wszędzie blisko, a ja korzystałam z miejskich atrakcji do woli – opowiada Dorota Wolińska.
Elitarna Wieniawa. Za szpitalem lekarze uprawiali warzywniak

Źródło: Collegium Bobolanum, późniejszy Szpital Wojskowy. Fot. Henryk Poddębski (Wikipedia)

Czteropiętrowy budynek był jeszcze nowy, wybudowany jakąś dekadę wcześniej. Ciocia mieszkała na ostatnim piętrze, a blok nie miał windy. Schody były strome i było ich naprawdę dużo. Codzienna wędrówka na górę z zakupami i wiadrem pełnym węgla to było nie lada wyzwanie dla cioci. Tak, tak, mieszkanie było nowoczesne, ale w kuchni był piec kaflowy, początkowo opalany węglem. Ten węgiel ogrzewał mieszkanie i wodę. Dopiero z czasem zamontowano piecyki gazowe. Ciocia się śmiała, że przez te codzienne wspinaczki po schodach ma serce jak dzwon. Ale kolana, niestety, szybko jej wysiadły. W ostatnich latach w ogóle nie wychodziła z domu, bo nie byłaby w stanie wejść na górę z powrotem. 

Po wypadkach i po fali

Ciocia pracowała w Szpitalu Wojskowym przy Al. Racławickich. Była naczelną pielęgniarką na oddziale neurologii. Była bardzo zaangażowana w swoją pracę. Opowiadała o pacjentach, młodych chłopakach po wypadkach na poligonie, czy z urazami psychicznymi, którzy trafiali na ten odział, żeby nie trafić do szpitala psychiatrycznego. To były czasy ostrej fali w wojsku, starsi stażem żołnierze znęcali się psychicznie nad młodymi „kotami” i nierzadko takie przypadki kończyły się w szpitalu. Byli też tacy, którzy migali się od wojska i szykowali sobie „papiery” na neurologii. Ciocia od razu takich rozpoznawała. Nie miała dla nich litości – dla niej służba w wojsku była zaszczytem. 

Często odwiedzałam ciocię w szpitalu, a ona z dumą przedstawiała mi lekarzy. „Pan doktór” był w jej hierarchii zaraz po generale. I to były rzeczywiście czasy, gdy lekarze cieszyli się ogromnym szacunkiem i zaufaniem. Byli na samej górze społecznej drabiny, byli elitą. Marzeniem cioci było, żebym poszła na medycynę, ale ja wiedziałam, że nawet punkty za pochodzenie by mi nie pomogły. Gdy wywieszali listy przyjętych na kierunek medyczny to nagle okazywało się, że na szczycie listy są dzieci prominentów partyjnych albo profesorów. To naprawdę nie były sprawiedliwe czasy.

Warzywniak na tyłach szpitala

Szpital mieścił się w dawnym budynku Collegium Bobolanum. Gmach był okazały, monumentalny. Jak z dawnych filmów. Majestatyczne sklepienia łukowe, wersalskie schody, grube mury dające przyjemny chłód. To wszystko robiło wrażenie. Na tyłach szpitala był olbrzymi ogród. Tam były uprawiane warzywa na potrzeby szpitala. Nie raz widziałam, jak lekarze pracują przy tym warzywniaku w ramach odrabiania prac społecznych. Nikt się od tego nie mógł wymigać, bo wylądowałby na dywaniku sekretarza organizacji partyjnej. A pacjenci mieli świeże warzywa z własnego ogródka. 

Collegium Bobolanum, późniejszy Szpital Wojskowy, Fot. Henryk Poddębski (Wikipedia)

Na początku lat 2000. ten teren a szpitalem został sprzedany i powstało tam osiedle mieszkaniowe. Znak dzisiejszych czasów. 

W Lublinie popularny był wtedy taki wierszyk: 

„Kto sprzedał ziemię, 

ten mieszka na LSM-e, 

Kto w partii służy, 

ten mieszka na Róży, 

A lud szary na Tatary.”

No cóż, było w tym sporo prawdy. Wieniawa była wtedy prestiżową lokalizacją, w samym sercu miasta. Najładniejsze, przedwojenne wille były na ulicy Głowackiego. Tam mieszkali oficerowie z jednostki wojskowej przy Al. Racławickich. Ulica Junoszy, Legionowa, Skautów, Róży Luksemburg były już w większości w zabudowie wielorodzinnej z PRL-u. Ale to wciąż była elegancka dzielnica, w której zamieszkiwali partyjni dygnitarze. 

Pamiętam, że na rogu Junoszy i Róży Luksemburg mieściła wyjątkowa, jak na tamte czasy, willa zbudowana w latach 60. Miała bardzo prosty kształt, płaski dach ze spadkiem do środka, szerszy niż podstawa budynku. Materiały wykończeniowe były różnorodne, w wielu fakturach. To był niezwykle modernistyczny budynek swoją architekturą wyprzedzający znacznie tamte czasy. Budził ogromne zainteresowanie i do dzisiaj uchodzi na nowoczesny. 

Budowa ul. Sikorskiego, przy skrzyżowaniu z ul. ks. J. Popiełuszki (dawną Róży Luksemburg)

Przy Stawie

Na osiedlu mieliśmy wąwóz, nazwany później wąwozem Modesta Sękowskiego. To było bardzo atrakcyjne miejsce. Zimą dzieci zjeżdżały tu na sankach, a latem można było się opalać. Wąwozem można było dojść do stawów przy rzece Czechówce – za kinem kosmos była zresztą ulica Przy Stawie. Z okien mieszkania cioci widziałam latem plażowiczów nad stawem, ale ciocia nie pozwalała mi tam samej chodzić. Bała się, że się utopię. 

Ulica Przy Stawie. Fot. Teatr NN, Józef Czechowicz, Joanna Zętar

Mogłam za to sama chodzić do kina. I chodziłam na każdą premierę. Kino Kosmos było największe i najnowocześniejsze w całym mieście. Nie na każdy seans można było dostać bilety. Wtedy kupowało się je drożej u koników. Ja najbardziej zapamiętałam film Szczęki – byłam chyba na pięciu seansach i za każdym razem kino było pełne. 

Kino Kosmos w drugiej połowie XX wieku. Fot. Teatr NN

Pięć minut drogi na piechotę miałam też do stadionu Lublinianki i do Ogrodu Saskiego. W starej muszli koncertowej Ogrodu Saskiego, która była częściowa niezadaszona, z półkolistym otworem, występowały najczęściej zespoły cygańskie i „Kaniorowcy”. Widownia siedziała na niewygodnych, chyba betonowych ławkach, ale zawsze były tam tłumy. Pamiętam, że muszla i widownia były ogrodzone wymyślnym, metalowym płotkiem o nieregularnych kształtach. Ja spędzałam w Ogrodzie Saskim każdą wolną chwilę. To była moja namiastka rodzinnej wsi: drzewa, kwiaty, staw, łabędzie, śpiew ptaków. A tuż za ogrodzeniem miasto tętniło życiem.

Stara muszla koncertowa w Ogrodzie Saskim. Fot. Teatr NN, Edward Hartwig, Jacek Mirosław

Kawiarnia w Ogrodzie Saskim. Fot. Teatr NN, Edward Hartwig, Jacek Mirosław

Przy Alejach Racławickich był Kościół garnizonowy, do którego miałam najbliżej. Ciocia opowiedziała mi niezwykłą historię tego miejsca, od momentu, gdy Rosjanie wznieśli tu cerkiew, aż po czasy, gdy kościół został przeznaczony dla wojska. Co ciekawe, ciocia nigdy nie chodziła tam na niedzielne msze. Tak z ostrożności, bo w czasach PRL-u lepiej było nie afiszować się ze swoją wiarą. Chodziła do Kościoła kapucynów na Krakowskie Przedmieście. Tam miała pewność, że nie spotka nikogo z wojska. 

Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Z KART HISTORII

* Róża Luksemburg, właśc. Rozalia Luxenburg, (ur. 5 marca 1871 w Zamościu, zm. 15 stycznia 1919 w Berlinie) – polska ekonomistka, myślicielka polityczna, działaczka antywojenna i działaczka polskiej oraz niemieckiej socjaldemokracji.

** Punkty za pochodzenie – w czasach komunizmu miały zwiększać szansę na przyjęcie na uczelnie młodzieży robotniczej i chłopskiej. „Punkty za pochodzenie” przyznawano w czasie egzaminów wstępnych dodając je do sumy punktów uzyskanych za wyniki w poszczególnych egzaminach i za oceny na świadectwie maturalnym.

*** Collegium Bobolanum – w latach 1922-1926 ze składek społeczeństwa wybudowano na potrzeby Towarzystwa Jezusowego gmach zakonnego studium teologicznego, od 1932 Wydziału Teologicznego świętego Andrzeja Boboli Collegium Bobolanum. Była to w przedwojennym Lublinie jedna z trzech, poza KUL oraz Jeszywas Chachmej Lublin, uczelnia wyższa, która funkcjonowała tam do 1939. Podczas kampanii wrześniowej w budynku Collegium Bobolanum zorganizowano szpital wojenny, a po zajęciu Lublina okupanci zorganizowali tam lazaret chirurgiczny. Po wyzwoleniu miasta budynki zostały zajęte przez 2 Polowy Szpital Chirurgiczny, a na początku sierpnia 1944 umieszczano tam 62 Szpital Ewakuacyjny, w 1945 roku przekształcony w stacjonarną placówkę. W 1949 r. podpisano umowę z Wydziałem Lekarskim UMCS i na bazie oddziałów szpitalnych powstały oddziały kliniczne. W 1950 szpital przemianowano na Wojskowy Szpital Rejonowy z 600 łóżkami.

**** Kościół garnizonowy – w 1904 roku przy Al. Racławickich powstała cerkiew pułkowa dla wojska i policji carskiej stacjonującej w Lublinie. W 1915 roku cerkiew została zamknięta, a podczas I wojny światowej została dostosowana do potrzeb liturgii katolickiej i przeznaczona dla duszpasterstwa Wojska Polskiego. W latach 1927-1932 przeprowadzono prace restauracyjne oraz przebudowę. 30 września 1933 roku kościół został konsekrowany przez biskupa polowego Wojska Polskiego generała Józefa Gawlinę, przy udziale wojska i licznie zgromadzonych mieszkańców Lublina. W dniu 4 kwietnia 1976 roku, biskup lubelski Bolesław Pylak erygował przy świątyni parafię cywilną. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama