Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kradzieże paliwa z flot na Lubelszczyźnie kosztują przewoźników więcej niż mandaty i naprawy razem wzięte

Właściciel firmy transportowej spod Łęcznej, dwanaście ciężarówek, trasy głównie S17 do Warszawy i S19 na Rzeszów, powiedział mi, że przez cały 2025 rok nie mógł zrozumieć, dlaczego zużycie paliwa w jego flocie nie zgadza się z przebiegami. Cztery, pięć procent różnicy, co przy dwunastu autach wychodzi na 8 do 10 tys. złotych miesięcznie, i nigdy nie dało się tego przypiąć do jednego kierowcy, bo wszyscy mieli swoje wytłumaczenia, korki na S17 pod Kurowem, objazdy przez Garbów, klimatyzacja na maksa w lipcu, i w sumie każde z tych tłumaczeń z osobna brzmiało rozsądnie, tyle że razem dawały proceder, którego nie widział, bo nie miał czym patrzeć. Zamontował w końcu czujniki poziomu w zbiornikach i podpiął je pod GPS. Trzy pojazdy na trasie baza pod Łęczną do Puław regularnie traciły po 30, 40 litrów w punktach, gdzie żadne tankowanie nie figurowało w systemie, żaden postój nie trwał dłużej niż parę minut. Spuszczanie.
Kradzieże paliwa z flot na Lubelszczyźnie kosztują przewoźników więcej niż mandaty i naprawy razem wzięte

W wrześniu 2025 diesel na stacji szedł po 5,90 za litr. Rok później, ten sam tydzień września, e-petrol wyciągnął średnią 8,75 na dystrybutorze i napisał, że takiego odczytu nie mieli nigdy wcześniej. 48 procent w górę. Wakacyjna obniżka VAT, z 23 do 8 procent, trzymała ceny w ryzach do końca sierpnia, no i 1 września wróciło 23 procent i od razu doszła złotówka na benzynie, 88 groszy na dieslu. Koordynator logistyki z bazy pod Kraśnikiem, siedemnaście pojazdów na trasach regionalnych, Kraśnik do Puław, Kraśnik do Lublina, raz na jakiś czas Rzeszów, wyciągnął mi na kartce koszty za sierpień. Paliwo osobno, leasing osobno, polisa osobno. Paliwo wygrało i to wyraźnie. Stacja, na której zwykle tankuje, ta przy wyjeździe na Urzędów, miała w czwartek 8,92 na słupku. Brent tego samego dnia przekroczył 107 dolarów, hurt poszedł w górę o 134 złote na metrze sześciennym w jeden tydzień. Na dwóch kolejnych stacjach pod Kraśnikiem, które sprawdziłem, ceny wyglądały podobnie, może grosz, dwa niżej. Analitycy e-petrol piszą, że dziewiątka na dystrybutorach to sprawa dni.

No i ten sam koordynator spod Kraśnikiem, kiedy pytałem go, jak wyglądała u niego kontrola paliwa zanim zamontował sondy, zaśmiał się i powiedział mi żebym sobie wyobraził Monikę z księgowości, jak raz w miesiącu otwiera Excela, wpisuje kilometry z tachografu, wpisuje litry z faktur, i jak jej wyjdzie 32 litry na setkę zamiast 29, to w kolumnie obok pisze „trasy miejskie, zwiększone zużycie" i zamyka plik. Teczka idzie do szafy i nikt do niej nie wraca aż do kontroli skarbowej, a kontroli skarbowej na takie rzeczy nie interesują. Według Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego kontrole paliwa w transporcie drogowym skupiają się przede wszystkim na jakości i legalności pochodzenia, nie na wewnętrznych stratach flotowych. Pytałem ile mu to kosztowało rocznie. Nie wie. Naprawdę nie wie, jest w stanie tylko oszacować, i ten szacunek zrobił dopiero po zamontowaniu sond, kiedy zobaczył, o ile spadło zużycie. Europejskie stowarzyszenia transportowe, w tym IRU, mówią o 3 do 10 procent strat w niechronionych flotach. Pięć procent od dziesięciu ciężarówek w dzisiejszych cenach to 140, może 150 tys. złotych rocznie. On miał siedemnaście pojazdów i nie miał sond przez, jak mówi, sześć lat.

Dyspozytor z firmy kurierskiej pod Chełmem, z którym rozmawiałem osobno, miał trochę inną historię, chociaż wnioski te same. Chełm leży prawie na granicy, do Dorohuska niecałe 50 km, i diesel na Ukrainie jest sporo tańszy niż w Polsce, więc paliwo wyprowadzone z polskiej floty ma tam naturalnego kupca. On wiedział, opowiadał mi o tym dość szczegółowo, że dwóch kierowców regularnie tankuje na firmową kartę po polskiej stronie i odsprzedaje dalej. Rozmawiał z nimi, kazał przestać, usłyszał że to pomyłka. Dalej tankowali. Nie miał jak tego udowodnić, paragon wygląda czysto, tachograf o paliwie nie mówi nic. W maju 2025 zamontowali sondy i podpięli pod GPS. Zużycie zjechało o 7 procent. Silniki te same, trasy te same. On wie, że to nie silniki zaczęły palić mniej, a kierowcy przestali spuszczać. Na parkingach przy S17 między Lublinem a Piaskami, żwir, kilkanaście tirów w nocy, jedna latarnia, która świeci co drugi wieczór, odkręcenie zaworu spustowego od dołu baku i napełnienie kanistra trwa może trzy minuty. 40 litrów. Przy 8,75 za litr to jest 350 złotych. Rok temu za te same 40 litrów wyszłoby 236.

Dzisiaj akurat Policja z Kępna, to nie Lubelszczyzna ale identyczny schemat, zatrzymała dwóch facetów podejrzanych o wyłudzanie paliwa ze spółki transportowej. Roczny proceder, od sierpnia 2025 do sierpnia 2026, straty ponad 600 tys. złotych. Zarzuty dostał też były dyrektor ds. transportu, gość, który oficjalnie odpowiadał za flotę. Dane ze śledzenia floty w gpswox.com za ostatnie kwartały potwierdzają ten sam wzorzec, po wdrożeniu monitoringu paliwa niewyjaśnione ubytki spadają o kilka do kilkunastu procent przez pierwszy kwartał i potem się stabilizują na tym niższym poziomie. Nikt niczego w silnikach nie naprawiał.

SENT, narzędzie Krajowej Administracji Skarbowej do nadzoru nad przewozem towarów wrażliwych, rozbudowują od marca 2026 o kolejne kategorie, od 31 października dojdą zużyte oleje kuchenne powyżej 500 kg, bo idą na biokomponenty. Kara za pominięcie zgłoszenia to 46 procent wartości brutto, minimum 20 tys. złotych, i to są poważne pieniądze, ale cały ten system dotyczy obrotu między podmiotami, przewozu od A do B. Kierowca, który spuszcza diesel do kanistra na parkingu pod Puławami o drugiej w nocy, nie podlega pod żaden SENT. Na to jest sonda w baku i GPS, albo jest kwartalne rozliczenie paliwowe, z którego wynika, że czegoś brakuje, tylko że wtedy to już nie jest informacja, to jest strata.

Wracam do gościa spod Łęcznej. Jak zamontował czujniki, jeden kierowca w ciągu tygodnia przestał przychodzić. Telefon głuchy, wypowiedzenia nie złożył, po prostu zniknął. Drugi, starszy, przyszedł do biura i powiedział mu prosto w oczy, dwadzieścia, trzydzieści litrów co drugi kurs, „tak się robiło", nikt nigdy nie sprawdzał, no to robił. Dwadzieścia litrów razy 8,75. 175 złotych na jednym kursie, od jednego kierowcy. Trzydzieści litrów to 262. Firma straciła na tym w 2025 roku, jak sam szacuje, jakieś 120 tys. złotych. To jest więcej niż mandaty, przeglądy techniczne i wszystkie drobne naprawy za cały rok łącznie. Czujniki zwróciły mu się w cztery miesiące. Mówi, że w 2022, kiedy diesel był jeszcze poniżej sześciu złotych, te ubytki wyglądały na normę, na taki koszt, który po prostu jest w transporcie, jak zużycie opon albo mandat za przeciążenie raz na kwartał. Dopiero dane z sond pokazały mu, że to nie norma, i że ten jeden kierowca, ten starszy, który przyszedł i powiedział mu o tym prosto w oczy, robił to od pierwszego dnia zatrudnienia, od 2019 roku.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama