Eternit przez dekady był symbolem wiejskiej trwałości i gospodarskiego rozsądku – tani, niepalny, nierdzewny. Dziś wiemy, że to cichy zabójca, którego mikroskopijne włókna uszkadzają płuca bezgłośnie i podstępnie. Mimo że w województwie lubelskim unieszkodliwiono już ponad 233 tysięcy ton tego szkodliwego materiału, krajobraz regionu wciąż zdominowany jest przez charakterystyczne, faliste płyty.
Unijny zastrzyk i ponad 30 tysięcy kopert
Szansą na przyspieszenie ma być realizowany obecnie projekt „Lubelskie bez azbestu”. Jego całkowita wartość wynosi 78 milionów złotych, z czego aż ponad 66 milionów stanowi dofinansowanie unijne. Pozostałe 15 procent kosztów utylizacji pokrywają lokalne samorządy.
Zgodnie z założeniami programu, do końca 2029 roku z dachów regionu ma zniknąć minimum 114,4 tysięcy ton azbestu. Że skala potrzeb jest ogromna, najlepiej pokazują twarde dane z terenu: w naborze wniosków zakończonym w marcu spłynęło prawie 32 tysiące zgłoszeń.
– Unieszkodliwionych zostanie w sumie około 85 tysięcy ton azbestu. Wskaźnik zapisany w programie na pewno osiągniemy – zapewnia Daniel Pyda, dyrektor departamentu środowiska i zasobów naturalnych Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie.
Wyspecjalizowane firmy wyłonione w przetargach zdejmują eternit z budynków lub odbierają ten, który mieszkańcy zdążyli już zdemontować sami.
Darmowy demontaż, płatna reszta. Wiejski paragraf 22
Marszałek województwa Jarosław Stawiarski zapowiada, że usuwanie trujących pokryć to priorytet, a celem jest całkowite pozbycie się azbestu do 2032 roku. Jednak na drodze do tego celu stoi problem, którego unijne programy utylizacyjne dotąd nie rozwiązały.
Najwięcej niebezpiecznego materiału znajduje się na obszarach wiejskich – głównie na budynkach gospodarczych, stodołach i oborach. Zgłoszenie nieruchomości do programu gwarantuje, że profesjonalna ekipa przyjedzie, zdejmie niebezpieczny materiał, zabezpieczy go i wywiezie. Problem pojawia się chwilę po ich odjeździe: budynek zostaje bez dachu.
Dla wielu gospodarstw koszt zakupu nowej blachy czy dachówki wraz ze stolarką jest barierą nie do przejścia. W efekcie mieszkańcy wolą żyć z tykającą bombą nad głową, niż narażać się na natychmiastowe popadnięcie w długi.
– Gdyby znalazły się pieniądze na odtworzenie pokryć dachowych, to dynamika usuwania azbestu byłaby znacznie większa – przyznaje wprost dyrektor Daniel Pyda.
Zegar biologiczny nie poczeka na dotacje
Tymczasem medycyna nie pozostawia złudzeń – azbest nie daje drugiej szansy. Wdychanie niewidocznych dla oka włókien powoduje groźną pylicę azbestową (azbestozę) oraz nowotwory, w tym międzybłoniaka opłucnej. Najbardziej zdradliwy jest czas reakcji organizmu:
- pierwsze objawy azbestozy pojawiają się zazwyczaj po 10–20 latach,
- nowotwory wywołane włóknami azbestowymi mogą ujawnić się nawet po 40 latach.
Oznacza to, że skutki zdrowotne dachów kładzionych w latach 80. czy 90. XX wieku wielu mieszkańców odczuwa dopiero dzisiaj – często nie łącząc swoich chorób z szarym eternitem nad głową.
Lubelska batalia z trującym dziedzictwem poprzedniego stulecia trwa. Jeśli jednak zapowiedź całkowitego oczyszczenia regionu do 2032 roku ma stać się faktem, unijne i rządowe programy będą musiały dostrzec to, co znajduje się bezpośrednio pod eternitem – ludzi, dla których barierą w walce o własne zdrowie jest cena nowego dachu.

Komentarze