Jedną z ciekawostek były paczki zapałek z Czechowic, zachowane w stanie niemal prosto ze sklepowej półki. Sprzedawca wycenił je na 20 zł za komplet, czyli po 2 zł za paczkę. Cena może wydawać się wysoka jak za zwykłe zapałki, ale sentymentu przecież wycenić się nie da.
Uwagę zwracał również blaszany karabin-zabawka z czasów PRL. Egzemplarz zachował się w bardzo dobrym stanie, a dodatkowego uroku dodawała mu naklejka „Polski Fiat 125p”. Cena – 70 zł.
Od porcelany po stary telefon
Na stoiskach można było znaleźć także przedmioty codziennego użytku sprzed wielu dekad. Duża miedziana patelnia w starym stylu kosztowała 150 zł. Za ceramiczne figurki koni pociągowych sprzedawca żądał od 150 do 320 zł.
Stary telefon, pochodzący według sprzedawcy z lat 20. XX wieku, wyceniono na 250 zł. Egzemplarz nie był jednak kompletny. Za 50 zł można było kupić ozdobny nożyk do listów przypominający miecz z polskim herbem.
Miłośnicy fotografii mogli zainteresować się analogowym aparatem Yashica na kliszę, wycenionym na 130 zł.
Za komplet sześciu filiżanek do herbaty wraz z dzbanuszkiem trzeba było zapłacić 150 zł. Z kolei samowar z zaparzaczem i podstawką, zachowany w dobrym stanie, choć z niewielkim uszkodzeniem, kosztował 350 zł.
Militaria za kilka tysięcy złotych
Jak zwykle sporą część giełdy zajmowały militaria. Niewielkie ołowiane figurki żołnierzy napoleońskich można było kupić już za 10 zł za sztukę, ale przy większych przedmiotach ceny rosły bardzo szybko.
Na jednym ze stoisk leżały trzy dawne strzelby, z okresu napoleońskiego, jak zapewniał sprzedawca. Ich ceny sięgały od około 1,5 tys. do 2,5 tys. zł.
Niemiecki bagnet z okresu I wojny światowej, zachowany w bardzo dobrym stanie i z oryginalną żabką, kosztował 1,5 tys. zł. Polski bagnet bez okładzin, z jugosłowiańską żabką, wyceniono na 900 zł.
Na mniej zasobnych kolekcjonerów czekały drobniejsze przedmioty. Drewniany talerz kosztował 30 zł, koszyk do wina 50 zł, świecznik 60 zł, a stary budzik bez pozytywki – 200 zł. Za miedziany moździerz trzeba było zapłacić 300 zł.
Części samochodowe i motocyklowe też znalazły swoje miejsce
Na giełdzie nie zabrakło również przedmiotów dla miłośników dawnej motoryzacji. Licznik do Łady wyceniono na 100 zł.
Znacznie ciekawiej prezentowała się stara lampa kolejowa, z parowozu, z przełomu wieków. Zachowała się tylna szybka, ale brakowało przedniej. Cena wynosiła 300 zł.
Za 350 zł można było kupić także niekompletny silnik do motoroweru Osa, ze skrzynią biegów i korbowodem.
Jak zawsze na giełdzie nie chodziło jednak wyłącznie o zakupy. Wiele osób przychodzi tu po to, by pooglądać niezwykłe przedmioty, porozmawiać ze sprzedawcami i poszukać rzeczy, które przypominają czasy dzieciństwa albo rodzinne domy.
A po długim spacerze między stoiskami można było coś zjeść. Chętnych nie brakowało. Porcja grochówki kosztowała 18 zł, podobnie jak świeżonka.
Komentarze