Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Syreny zadziałały, ludzie nie reagowali. Wojewoda: Mamy lekcję do odrobienia

Rosyjski dron uderzył zaledwie dwa kilometry od przejścia granicznego w Dorohusku. Na Lubelszczyźnie wyły syreny, ale wielu ludzi zareagowało obojętnością. Wojewoda Krzysztof Komorski zwołał sztab kryzysowy. - Nie było powiatu, w którym syreny nie zadziałały. Ciągle też edukujemy mieszkańców. Wszyscy mamy tu lekcję do odrobienia - mówił 43-letni polityk.
Syreny zadziałały, ludzie nie reagowali. Wojewoda: Mamy lekcję do odrobienia

Autor: DW

W związku z rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę mieszkańcy Lubelszczyzny dwukrotnie otrzymali alert RCB, uruchomiono polskie lotnictwo, a w całym województwie zawyły syreny alarmowe. Rosyjski dron uderzył zaledwie dwa kilometry od przejścia granicznego w Dorohusku. Po stronie Ukrainy, ale odprawy w Dorohusku i Zosinie zostały czasowo wstrzymane.

Wszystkie syreny zadziałały

W Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim odbył się sztab kryzysowy zwołany przez wojewodę Krzysztofa Komorskiego.

- O godzinie 16.40 otrzymaliśmy informację o realnym zagrożeniu po ataku z powietrza na terenie Ukrainy. Później miała miejsce ewakuacja przejścia granicznego w Dorohusku. Komendanci podjęli taką decyzję po podwyższeniu poziomu alertu, było to około godziny 16.50. Chwilę po godzinie 17 otrzymaliśmy komunikat nakazujący uruchomienie alarmu i realizację całej procedury SPO-13. We wszystkich czterech sektorach na terenie województwa lubelskiego włączono syreny. Mogę zapewnić, że wszystkie urządzenia zostały uruchomione. Było ich więcej ostatnio, ponieważ nieustannie włączamy do systemy kolejne syreny. Po kilkunastu minutach alarm został odwołany - mówił Komorski.

Wojewoda lubelski stwierdził, że w nocy z 28 na 29 września polskie służby pozostaną w stanie podwyższonej gotowości, będą uważnie obserwowały sytuację i śledziły komunikaty, także te z tereny Ukrainy.

- Podwoiliśmy też obsadę Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na miejscu jest dwóch dyżurnych. Wszystkie ręce na pokład. Śledzimy rozwój sytuacji, jesteśmy przygotowani i będziemy na bieżąco reagować - przekazał 43-letni polityk.

Brak reakcji mieszkańców

Choć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w ostatnich dniach opublikowało szczegółową „Instrukcję reagowania na zagrożenie atakiem z powietrza”, to duża część mieszkańców Lubelszczyzny, którą syreny alarmowe w popołudnie 28 września zastały na ulicy lub innej otwartej przestrzeni, zareagowała całkowitą obojętnością. Spytaliśmy wojewodę Komorskiego, czy taka reakcja niepokoi władze.

- Nie było powiatu na terenie województwa lubelskiego, w którym syreny nie zostały uruchomione. Jesteśmy od tego, żeby reagować. Dlatego cały czas przekazujemy mieszkańcom informacje wszystkimi możliwymi kanałami, zarówno w internecie, jak i w sposób tradycyjny. Wspólnie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji organizujemy liczne treningi reagowania. Poprzez administrację zespoloną planujemy osobne szkolenia dla personelu szpitali i szkół. Te ostatnie uzgodniliśmy już z kuratorium oświaty. Mamy świadomość, że nie jest to proces, który w pewnym momencie się skończy i będziemy mogli powiedzieć, że zrobiliśmy już wszystko. To żmudna praca wymagająca powtarzalności i konsekwencji. Tę samą informację trzeba przekazywać wiele razy. Nie jest to jednak powód do zniechęcenia. Chodzi o to, żeby jak najwięcej osób przyswoiło najprostsze zasady. Dotyczy to z jednej strony mieszkańców, a z drugiej osób decyzyjnych, na przykład zarządców nieruchomości, w których mieszczą się instytucje publiczne, szkoły, uczelnie, urzędy, administracja rządowa i samorządowa. Wszyscy mamy tu lekcję do odrobienia - powiedział Komorski.

Zaapelował, żeby w pierwszej kolejności po usłyszeniu alarmu zachować spokój.

- Pamiętajmy o zasadzie dwóch ścian i szukajmy bezpiecznego miejsca. Nie panikujmy, śledźmy komunikaty służb i stosujmy się do potwierdzonych informacji. Musimy być też odporni na fake newsy i dezinformację. To zagrożenia równie poważne jak te z powietrza - przekonywał wojewoda lubelski.

Trzysta nowych syren

- Informacje o tym, co wydarzyło się dzisiaj po stronie ukraińskiej, powinno przekazywać przede wszystkim Ministerstwo Obrony Narodowej. My, jako administracja rządowa w terenie, możemy powiedzieć, że najważniejsze jest to, że nie ma żadnych ofiar po polskiej stronie, na terenie naszego województwa. Nic na naszym terenie nie spadło i nic się tutaj nie wydarzyło. Skupiamy się przede wszystkim na procedurze wczesnego alarmowania i ostrzegania z myślą o bezpieczeństwie mieszkańców - spuentował wojewoda Krzysztof Komorski.

Do końca roku na Lubelszczyźnie działać ma tysiąc syren z możliwością zdalnego uruchomienia. Ponad trzysta nowych syren jest w trakcje montażu, głównie na terenach przygranicznych i w miejscach, gdzie występowały zagrożenia.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama