Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Chełm

Zamiast inwestycyjnego skoku – hamowanie awaryjne. Wyboista droga do terminala w Chełmie

Ambitny plan budowy strategicznego zaplecza drogowego dla terminala intermodalnego w Chełmie właśnie legł w gruzach. Po otwarciu ofert przetargowych okazało się, że miasta po prostu nie stać na realizację wielkiej wizji, a urzędnikom pozostaje ratowanie sypiącego się wiaduktu. W tle tej infrastrukturalnej porażki wracają jednak pytania o zerwany wcześniej kontrakt, paragrafową pułapkę i tajemnicze porozumienie, którego szczegółów radnym do dziś nikt nie chce ujawnić.
Wiadukt Chełm
Zamiast nowoczesnego węzła przeładunkowego miasto stoi przed perspektywą szukania doraźnych dotacji na wiadukt

Źródło: Jakub Banaszek/fb

Od wielkiej wizji do reanimacji wiaduktu

Wielkie zapowiedzi o stworzeniu nowoczesnego układu drogowego napędzającego lokalną gospodarkę zderzyły się z twardą rzeczywistością budżetową. Kwoty, jakich zażądały firmy w najnowszym przetargu, drastycznie przekroczyły finanse samorządu. Wiceprezydent Radosław Wnuk na posiedzeniu miejskich komisji nie pozostawił złudzeń: miasto nie ma zabezpieczonych środków na dokończenie zadania w pierwotnym kształcie.

– Niestety nam brakuje bardzo dużo (...) w tym momencie nie mamy tych środków zabezpieczonych – mówił.

Scenariusz, który obecnie leży na stole, oznacza drastyczne okrojenie zamierzeń. Chełm rozważa rezygnację z budowy układu komunikacyjnego wokół terminalu i awaryjne rozbicie zadania na części. Priorytetem ma być skupienie się wyłącznie na ratowaniu wiaduktu. Obiekt ten od dawna znajduje się pod lupą nadzoru budowlanego, a władze miasta – aby wyprzedzić ewentualną decyzję o jego zamknięciu – planują ograniczenie ruchu ciężarówek i skierowanie ich bliżej osi jezdni z ograniczeniem ruchu na pasach zewnętrznych. Wielka inwestycja została więc sprowadzona do roli doraźnego remontu drogowego.

Paragrafowa pułapka i zerwana umowa

Obecny kryzys nie jest jednak wyłącznie kwestią rosnących cen na rynku budowlanym. To prosty efekt domina, wywołany fiaskiem poprzedniej umowy z firmą Sarinż. Kulisy jej zerwania pokazują absurdalną lukę proceduralną, w jakiej znalazł się samorząd.

Wykonawca skorzystał z prawa wynikającego z Kodeksu cywilnego i zażądał od miasta bankowej gwarancji zapłaty wynagrodzenia. Ratusz wpadł jednak w prawny klincz: czas przewidziany w kodeksie na przedstawienie takiego zabezpieczenia okazał się zbyt krótki, by samorząd mógł przeprowadzić wymagane prawem przetargowym procedury. Mówiąc wprost – miasto nie zdążyło z papierologią, a wykonawca spakował sprzęt i odstąpił od umowy, zostawiając Chełm na lodzie.

Utajnione paktowanie w cieniu pytań o odpowiedzialność

Dziś, gdy miejskie plany sypią się jak domek z kart, na wierzch wychodzi sprawa politycznej i urzędniczej odpowiedzialności. Radny Łukasz Krzywicki bezogródek pytał na komisji, kto personalnie odpowiada za doprowadzenie do zerwania pierwotnego kontraktu i dlaczego radnym uniemożliwia się wgląd w dokumenty.

Największe kontrowersje budzi bowiem porozumienie zawarte między miastem a wykonawcą już po rozwiązaniu umowy. Do dzisiaj szczegóły porozumienia pozostają "utajnione" przed radnymi, a ratusz unika wskazywania winnych. Bez dostępu do treści tego dokumentu oraz wyceny wzajemnych roszczeń mieszkańcy Chełma nie dowiedzą się, ile naprawdę kosztował ich proceduralny paraliż i czy degradacji całego projektu dało się uniknąć.

Zamiast nowoczesnego węzła przeładunkowego miasto stoi przed perspektywą szukania doraźnych dotacji na wiadukt, który bez odpowiedniego zaplecza drogowego i tak nie spełni swojej pierwotnej funkcji.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama