Od wielkiej wizji do reanimacji wiaduktu
Wielkie zapowiedzi o stworzeniu nowoczesnego układu drogowego napędzającego lokalną gospodarkę zderzyły się z twardą rzeczywistością budżetową. Kwoty, jakich zażądały firmy w najnowszym przetargu, drastycznie przekroczyły finanse samorządu. Wiceprezydent Radosław Wnuk na posiedzeniu miejskich komisji nie pozostawił złudzeń: miasto nie ma zabezpieczonych środków na dokończenie zadania w pierwotnym kształcie.
– Niestety nam brakuje bardzo dużo (...) w tym momencie nie mamy tych środków zabezpieczonych – mówił.
Scenariusz, który obecnie leży na stole, oznacza drastyczne okrojenie zamierzeń. Chełm rozważa rezygnację z budowy układu komunikacyjnego wokół terminalu i awaryjne rozbicie zadania na części. Priorytetem ma być skupienie się wyłącznie na ratowaniu wiaduktu. Obiekt ten od dawna znajduje się pod lupą nadzoru budowlanego, a władze miasta – aby wyprzedzić ewentualną decyzję o jego zamknięciu – planują ograniczenie ruchu ciężarówek i skierowanie ich bliżej osi jezdni z ograniczeniem ruchu na pasach zewnętrznych. Wielka inwestycja została więc sprowadzona do roli doraźnego remontu drogowego.
Paragrafowa pułapka i zerwana umowa
Obecny kryzys nie jest jednak wyłącznie kwestią rosnących cen na rynku budowlanym. To prosty efekt domina, wywołany fiaskiem poprzedniej umowy z firmą Sarinż. Kulisy jej zerwania pokazują absurdalną lukę proceduralną, w jakiej znalazł się samorząd.
Wykonawca skorzystał z prawa wynikającego z Kodeksu cywilnego i zażądał od miasta bankowej gwarancji zapłaty wynagrodzenia. Ratusz wpadł jednak w prawny klincz: czas przewidziany w kodeksie na przedstawienie takiego zabezpieczenia okazał się zbyt krótki, by samorząd mógł przeprowadzić wymagane prawem przetargowym procedury. Mówiąc wprost – miasto nie zdążyło z papierologią, a wykonawca spakował sprzęt i odstąpił od umowy, zostawiając Chełm na lodzie.
Utajnione paktowanie w cieniu pytań o odpowiedzialność
Dziś, gdy miejskie plany sypią się jak domek z kart, na wierzch wychodzi sprawa politycznej i urzędniczej odpowiedzialności. Radny Łukasz Krzywicki bezogródek pytał na komisji, kto personalnie odpowiada za doprowadzenie do zerwania pierwotnego kontraktu i dlaczego radnym uniemożliwia się wgląd w dokumenty.
Największe kontrowersje budzi bowiem porozumienie zawarte między miastem a wykonawcą już po rozwiązaniu umowy. Do dzisiaj szczegóły porozumienia pozostają "utajnione" przed radnymi, a ratusz unika wskazywania winnych. Bez dostępu do treści tego dokumentu oraz wyceny wzajemnych roszczeń mieszkańcy Chełma nie dowiedzą się, ile naprawdę kosztował ich proceduralny paraliż i czy degradacji całego projektu dało się uniknąć.
Zamiast nowoczesnego węzła przeładunkowego miasto stoi przed perspektywą szukania doraźnych dotacji na wiadukt, który bez odpowiedniego zaplecza drogowego i tak nie spełni swojej pierwotnej funkcji.

Komentarze