Lipiec, szczyt skupu malin, hala pracuje na trzy zmiany — i właśnie wtedy agregat chłodniczy odmawia posłuszeństwa albo zwyczajnie nie nadąża za upałem. Dla przetwórni, mleczarni czy browaru to nie zwykła usterka, lecz godziny liczone w tonach zepsutego surowca. Coraz więcej firm z regionu nie kupuje na taką okoliczność zapasowej maszyny, tylko wybiera wynajem chillerów — usługę, którą na Lubelszczyźnie oferuje między innymi Evroprom z magazynem w Łęcznej.
Region, który żyje sezonem
Lubelskie to zagłębie owoców miękkich i chmielu, a przetwórstwo spożywcze należy do najważniejszych branż regionu. Ta specjalizacja ma swoją cenę: zapotrzebowanie na chłód jest skrajnie nierówne. Przez większość roku instalacja pracuje z zapasem, a przez kilka tygodni zbiorów bywa potrzebna moc nawet o połowę większa. Projektowanie całej chłodni pod ten krótki szczyt oznacza zamrożenie kapitału w urządzeniach, które przez resztę roku stoją bezczynnie. Agregat z wynajmu pozwala dołożyć brakujące kilowaty dokładnie wtedy, gdy są potrzebne, i oddać je po sezonie.
Awaria nie wybiera terminu
Drugi typowy scenariusz to awaria. Sprężarka, która pracuje kilkanaście lat, najczęściej poddaje się w największe upały, gdy obciążenie jest najwyższe. Naprawa trwa dni, a bywa, że tygodnie — na części trzeba czekać. Chiller zastępczy ustawiony obok hali i wpięty w istniejący obieg wody lodowej pozwala utrzymać produkcję, a decyzję o remoncie lub wymianie starej maszyny podjąć spokojnie, bez presji czasu.
Nie tylko chillery: po co komu dry cooler
W ofercie wynajmu obok agregatów wody lodowej są też dry coolery, czyli suche chłodnice cieczy. To prostsze urządzenia: wentylatory przedmuchują powietrze przez wymiennik, w którym krąży woda lub glikol, bez udziału sprężarek. Sprawdzają się tam, gdzie wystarczy schłodzić medium do temperatury nieco wyższej od temperatury otoczenia — przy chłodzeniu maszyn, sprężarek powietrza czy obiegu skraplaczy.
Ile chłodu potrzeba naprawdę
Najczęstszy błąd to zamawianie mocy „na oko”. Tymczasem wystarczy znać przepływ wody w instalacji i różnicę temperatur na zasilaniu i powrocie, by inżynier policzył zapotrzebowanie co do kilowata. Przy wynajmie warto doliczyć kilkanaście procent zapasu na najgorętsze dni.
Jak wygląda wynajem krok po kroku
Zaczyna się od trzech liczb: wymaganej mocy chłodniczej, temperatury, do której trzeba schłodzić medium, i czasu, na jaki urządzenie jest potrzebne. Na tej podstawie inżynier dobiera maszynę z magazynu. Bliskość magazynu ma znaczenie: dla firm z Lublina, Świdnika, Chełma czy Puław oznacza krótszy transport i szybszą reakcję serwisu.
Sam rynek też się zmienia: chłodnictwo przemysłowe coraz mocniej wchodzi w gospodarkę o obiegu zamkniętym, a agregaty po renowacji (refurbishment) wybiera coraz więcej firm — ten sam chłód za ułamek ceny i bez czekania na fabrykę. Evroprom z Łęcznej jest w tym segmencie jednym z najmocniejszych graczy w Europie: prowadzi największy na kontynencie magazyn chillerów nowych, outletowych i używanych, a jego zespół obsługuje cały cykl życia maszyny — od naprawy i renowacji technicznej po pełne odnowienie, gwarancję i serwis. Na placu stoją agregaty od 20 kW do 2 MW marek Carrier, Trane, Climaveneta, York, Daikin czy Clivet, i te same maszyny trafiają zarówno na wynajem, jak i do sprzedaży.
Wynajem czy zakup: rachunek dla księgowego
Wynajem zamienia wydatek inwestycyjny na koszt operacyjny, który łatwo przypisać do konkretnego sezonu lub kontraktu. Możliwy jest najem krótkoterminowy, liczony w tygodniach, oraz dzierżawa długoterminowa z opcją wykupu — wtedy zapłacony czynsz zalicza się na poczet ceny urządzenia. To wygodna droga dla firm, które chcą najpierw sprawdzić maszynę we własnej instalacji, a dopiero potem zdecydować o zakupie.
Wniosek
Chłód w przetwórstwie jest jak prąd: zauważa się go dopiero wtedy, gdy go zabraknie. Zakłady, które mają plan awaryjny — numer telefonu do wypożyczalni i przygotowane przyłącza — przechodzą sezon bez strat. Pozostałe uczą się tego w najgorętszym tygodniu lata.


Komentarze