Płouszowickie Huculisko to przede wszystkim próba dzielności koni rasy huculskiej. Jak tłumaczy Stanisław Stępniak, organizator wydarzenia, składa się ona z dwóch części.
Najpierw konie są prezentowane podczas oceny płytowej. Później przychodzi czas na tzw. ścieżkę huculską. Na uczestników czeka 16 przeszkód – 12 obowiązkowych i cztery wybierane spośród przeszkód określonych w regulaminie.
– Próba dzielności polega na takim wprowadzeniu konia w hodowlę, w to, co jest dla nas bardzo ważne. Musi koń być zaprezentowany na ocenie płytowej i później przejechać przez 16 przeszkód – mówi Stanisław Stępniak.
W tym roku na starcie pojawiło się 27 koni, w tym 20 klaczy i trzy wałachy, jak podaje organizator. Trasa została przygotowana z myślą o doświadczonych jeźdźcach, których wśród uczestników nie brakuje.
A łatwo nie było.
Na trasie znalazły się m.in. stromy zjazd o długości około 10 metrów i nachyleniu sięgającym 45–60 stopni, podobny podjazd, kładka nad rowem, przeszkoda wodna czy wiatrołom, czyli porozrzucane kłody, przez które koń musi przejść.
Była też duża kłoda o średnicy około 50 cm, którą koń musiał przeskoczyć. W przypadku bramki sprawdzano z kolei nie tylko umiejętności zwierzęcia. Jeździec musiał otworzyć przejazd, przeprowadzić przez niego konia i ponownie zamknąć bramkę.
Na trasie znalazły się także niskie przejazdy, wąska droga na wprost, zygzak, podwyższona kładka, próg, a także firanki, przez które musiał przejechać koń z jeźdźcem.
Koń huculski ma być bohaterem imprezy
Jak podkreśla organizator, Płouszowickie Huculisko ma być czymś więcej niż spotkaniem osób, które już doskonale znają tę rasę.
– Chcemy to połączyć, żeby wypromować tego konia huculskiego – mówi Stępniak.
Hucuły wywodzą się z Karpat Wschodnich. To konie niewysokie, krępe, odporne i wytrzymałe. Lubelszczyzna jest przy tym jednym z ważniejszych w Polsce regionów hodowli tej rasy.
– To są konie naprawdę bardzo mądre, niskie, krępe. To jest rasa prymitywna – opisuje organizator.
Dla hodowców kontakt z końmi to jednak nie tylko sport czy rywalizacja. Stępniak sam ma około 40 koni i mówi wprost, że w jego przypadku dzień zaczyna się właśnie od nich.
– Zawsze ja osobiście na przykład nie zjem śniadania, nie wypiję kawy, jeśli nie zajdę do stajni. Najpierw są zawsze konie, później ja – mówi.
21. edycja, ale pierwszy raz w tym miejscu
Tegoroczne wydarzenie ma szczególne znaczenie także dlatego, że po raz pierwszy próba dzielności została zorganizowana w tym miejscu, na terenie powiatu lubelskiego.
Jak mówi organizator, była to 21. edycja próby dzielności koni huculskich w województwie lubelskim. Teraz pojawił się pomysł, żeby Płouszowickie Huculisko zostało tu na dłużej.
Plany są ambitne. Organizatorzy chcieliby, aby w przyszłym roku wydarzenie trwało dwa dni. W grę wchodzą m.in. kwalifikacje do Mistrzostw Polski oraz wieczór hodowców.
– Mamy takie ciche nadzieje, żeby w przyszłym roku już nie zrobić to tylko próby dzielności, lecz zrobić imprezę dwudniową – zapowiada Stępniak.
Wójt: „Impreza z potencjałem”
Do pomysłu przekonała się również gmina Jastków. Wójt Paweł Jędrejek przyznaje, że inicjatywa wyszła od organizatora, ale gmina zdecydowała się ją wesprzeć.
– Pod względem promocji myślę, że dla nas plus, bo takiego wydarzenia na terenie naszej gminy nie było do tej pory – mówi Paweł Jędrejek.
Wójt zwraca uwagę, że w gminie działają stajnie, do których przyjeżdżają osoby nie tylko z Jastkowa, ale także z Lublina i okolicznych gmin. Huculisko może więc być kolejnym wydarzeniem przyciągającym mieszkańców i gości spoza gminy.
– Spotkałem bardzo dużo ludzi, w tym rodzin z dziećmi, którym się to podoba – mówi Jędrejek.
I nie wyklucza, że impreza zostanie w kalendarzu na dłużej.
Komentarze