Pierwsza w Richmond, trzecia w Sacramento
Rozmowa z Dorotą Grucą, maratonką zamojskiego Agrosu, po powrocie z tournée po USA
- 09.12.2001 22:43
• Masz za sobą ponad dwumiesięczne tournée po USA. Jakie wrażenia?
– Jak zwykle – mogło być lepiej, ale i gorzej. W sumie jestem zadowolona i... zmęczona. W ciągu siedmiu tygodni przebiegłam trzy maratony. Ponadto czuję w kościach kilka innych, krótszych biegów. W San Diego, Baltimore, Manchesterze, Waszyngtonie – od mili po 10 km.
• Wyniki...
– Patrząc po światowych tabelach – bez rewelacji, ale poprawiłam rekord życiowy, w tym roku to czwarty czas polskiej zawodniczki. Przede wszystkim zdobyłam wiele doświadczeń. To był praktycznie pierwszy rok, w którym zdecydowałam się podporządkować treningi maratonom. Podbudowałam się psychicznie i to chyba największy plus, nie licząc oczywiście zarobionych „kilku” dolarów. 42-kilometrowy dystans w ogóle mnie już nie przeraża. A jeśli chodzi o krótsze dystanse, to najbardziej ucieszył mnie wynik na „piątkę” w Baltimore – 15.46. I to kilkanaście dni po przebiegnięciu maratonu.
• O ósmym miejscu w maratonie w Minneapolis nformowaliśmy. A jak ci poszło w dwóch pozostałych?
– W Richmond wygrałam. W Sacramento byłam trzecia. Najlepszy czas – 2.34.56, uzyskałam jednak w Minneapolis. Szkoda że ten bieg nie był drugi w kolejności. W Richmond do wygranej wystarczył czas 2.36.16. Więcej obiecywałam sobie po maratonie w Sacramento, ale tu z kolei psikusa spłatała pogoda. Lało przez cały czas. To było coś takiego, jak 2,5-godzinny bieg pod zimnym prysznicem. „Złamałam” 2:40, i byłam zadowolona, że dobiegłam do mety. Jednak wcześniejsze biegi dały się we znaki na trasie.
• Wspomniałaś o „kilku” dolarach...
– Bieganie to mój zawód. Dzięki premiom na pewno będę w stanie zorganizować sobie odpowiednie warunki do przygotowań przed kolejnym sezonem. Ten rok to były przygotowania prowizoryczne, porównując się z innymi zawodniczkami, biegających maratony poniżej 2,5 godziny.
• Rozumiem, że 2:34.56 to nie jest twoje ostatnie słowo...
– Już w tym roku zamierzałam biec szybciej, w okolicach 2:32. Mam nadzieję, że w 2002 r. doświadczenia i lepsze warunki do treningu, przede wszystkim wysokogórskie obozy, na które się wybieram, zaprocentują tak jak sobie planuję.
• Ze ścigania na bieżni już zrezygnowałaś?
– Nie, choć zeszło na drugi plan. Na pewno startować będę w drużynowej I lidze, do której awansowaliśmy z Agrosem. Nie wykluczam, że powalczę o minimum na mistrzostwa Europy, na dystansie 10 km. Na razie jednak mam dość biegania. Czas na odpoczynek, odnowę biologiczną, a od stycznia – kolejne miesiące ciężkiej pracy.
Reklama













Komentarze