Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Podróże

Weekend w Trapani – morze, koral i migdały

Zapach morza czuć tu z daleka. Jest cięższy, bardziej słony, niesiony ciepłym powietrzem, które nawet wieczorem, nie przypomina wiosny w Polsce. W Trapani wszystko wydaje się trochę bliżej: woda, światło i codzienne życie, które toczy się na ulicy.
Weekend w Trapani – morze, koral i migdały

Autor: Katarzyna Nakonieczna

Trapani to portowe miasto położone na północno-zachodnim krańcu Sycylii. Leży na wąskim cyplu, nad Morzem Tyrreńskim, które jest częścią basenu Morza Śródziemnego. Jeszcze kilkanaście lat temu nie był to kierunek turystyczny pierwszego wyboru. O Trapani mało kto słyszał, a tym bardziej nie przyjeżdżał tu na wakacje. Sytuacja się zmieniła w 2005 roku, kiedy to na wyspę zaczął przylatywać Ryanair. Wraz z linią lotniczą pojawili się pierwsi zainteresowani wypoczynkiem w tym malowniczym miejscu. Od 31 marca do Trapani można się wybrać również z lubelskiego lotniska. To kolejny włoski kierunek zaraz po Bergamo. Do Trapani samolot odlatuje dwa razy w tygodniu – we wtorki i soboty. Zdecydowaliśmy się sprawdzić nowe połączenie i wybraliśmy się na czterodniową wycieczkę.

Pierwsze wrażenie

Choć sezon jeszcze dobrze się nie zaczął, samolot był niemal pełny. Turyści odlatujący z Lublina to nie tylko mieszkańcy naszego regionu, ale też osoby z bardziej odległych zakątków Polski. Planowo lot miał trwać 2 godziny i 45 minut, ale zarówno w jedną, jak i w drugą stronę przylecieliśmy o 40 minut wcześniej. Na miejscu odebrał nas bus, nie brakuje również taksówek i lokalnych autobusów, którymi można się przedostać z lotniska do oddalonego o 15 km centrum. Jeszcze tego samego dnia wieczorem poszliśmy zobaczyć miasto. Pierwsze wrażenie? Uderzył mnie zapach morza, widok palm i bananowców, zabytkowa architektura, a także ciepło. Według prognoz było tu około 20 stopni Celsjusza w najgorętszych momentach dnia, ale odczuwalna temperatura wydawała się znacznie większa.

Smaki Trapani

Stare Miasto ożywa po południowej sjeście. Ulice wypełniają się ludźmi – mieszkańcami i turystami. Nikt się nie spieszy, rozmowy przeciągają się, a jedzenie staje się centrum wszystkiego.

Zwiedzanie zaczęliśmy z Aleksandrą Carollo – Polką, która na Sycylii poznała Włocha i trafił ich „sycylijski piorun”. Po roku byli już małżeństwem, z czasem podjęli też decyzję o założeniu biura turystycznego „Trapani dla Polaków”. Ola zabrała nas na wycieczkę po mieście kulinarnym szlakiem. 

Przystanek pierwszy: caponata. To przystawka składająca się z pomidorów, anchois, oregano, czosnku i sera pecorino. Może przypominać trochę nasze leczo, choć nie zawiera mięsa. Drugim daniem, które mogliśmy zobaczyć niemal w każdym restauracyjnym menu, był makaron busiata.

Makaron przyrządza się z semoli, która jest bardzo podobna do polskiej krupczatki. Busiata nie zawiera jednak jajek. Ciasto się wałkuje, wycina kawałeczki i zawija na drut. W ten sposób powstaje jego charakterystyczny kształt.

Busiatę je się m.in. z pesto trapanese. Legenda głosi, że do Trapani przypłynął statek handlowy z Genui. Trapańczycy spróbowali tamtejszego pesto i stwierdzili, że brakuje im lokalnych dodatków, czyli świeżych pomidorów, migdałów i czosnku, który rośnie przy salinach. Dodawana jest też oliwa z oliwek, której Sycylijczycy nie żałują do swoich potraw. Takie pesto podaje się z makaronem albo z dodatkiem ziemniaków, grillowanym bakłażanem i smażoną rybą.

Kolejny przystanek mieliśmy na degustację kuskusu. Wydaje się, że każdy Polak zna smak tej kaszy, ale Ola szybko wyprowadziła nas z błędu. To, co możemy kupić w naszych sklepach, według Trapańczyków nie jest prawdziwym kuskusem. Jak się przyrządza tę potrawę? Mąkę semolę zalewa się wodą i formuje grudki z odrobiną oliwy. W międzyczasie robi się wywar rybny, a potem u góry stawiana jest kuskusiera, na której gotuje się kuskus przez kilka godzin. Danie podaje się z rybą lub smażonymi owocami morza.

Nad brzegiem morza mogliśmy spróbować pizzy, która smakiem i wyglądem jest bardziej podobna do pizzerki, którą można kupić w naszych piekarniach.

Kulinarną wycieczkę zakończyliśmy deserem – cannoli. Przypomina on nieco rurkę z kremem, choć jego zawartością jest ser ricotta. Potrawy Trapańczyków wydają się dosyć proste, ale jednocześnie bardzo smaczne. Jako turystka doceniam to, że lokalna kuchnia jest tutaj na wyciągnięcie ręki. 

Szybko można się zorientować, że w kulturze włoskiej jedzenie nie jest dodatkiem do dnia – jest jego osią. Wtedy łatwiej zrozumieć, dlaczego pytanie „co jadłeś?” może być ważniejsze niż „co słychać?”.

Kuchnia bazuje na lokalnych produktach, a potrawy rzeczywiście, gdy mają być słone, to są słone, a gdy słodkie – to muszą być słodkie. Raczej nie ma czegoś pomiędzy, w szczególności jeśli chodzi o desery. Nie ma tu również złej pory na picie kawy – Trapańczycy mogą pić ją nawet wieczorem, przy czym espresso na mieście kosztuje ok. 1 euro. W Trapani nie brakuje dobrego wina i kawy, gorzej jest natomiast z wodą. Co dwa, trzy dni przyjeżdżają specjalne cysterny, które zaopatrują mieszkańców w ten życiodajny płyn. Z pozoru może wydawać się to ciężkie w codziennym funkcjonowaniu, ale lokalsi wydają się być przyzwyczajeni, a w hotelach nie brakuje wody. Jako turyści dowiedzieliśmy się o tym od przewodników. 

Śladami historii: Segesta, Erice i saliny

Jeden dzień podczas pobytu warto poświęcić na wyjazd za miasto. Wraz z przewodniczką Eleną Rutkowską Buscemi pojechaliśmy do Segesty i Erice. Odwiedziliśmy również pobliskie saliny.

Elena na Sycylię trafiła w 1984 roku. – To był ciekawy moment – wspomina – akurat wtedy emitowano pierwszy odcinek Ośmiornicy – serialu, który niezwykle odważnie i dosadnie pokazywał bezkompromisową działalność mafii . Elena dziś oprowadza po miejscu, które, jak sama podkreśla, jest jednocześnie lokalne i międzynarodowe. Segesta. Tu kręcono sceny do Ojca Chrzestnego. Tu też pojawił się Indiana Jones. 

Przewodniczka Elena 

Według legendy Segestę założyli uciekinierzy z Troi. Przewodniczka przywołuje Homera i historię Eneasza – syna Afrodyty, który uciekł z płonącego miasta z ojcem Anchizesem i synem Askaniuszem. Potem prowadzi przez kolejne warstwy opowieści: grecką kolonizację, Elimów, którzy twierdzili, że są potomkami Trojan, aż po Wergiliusza i jego Eneidę.

Słuchając Eleny, łatwo zapomnieć, że to tylko mit. Eneasz dociera do Drepanum, dzisiejszego Trapani. Chowa ojca u podnóża góry Eryks, trafia do Kartaginy, spotyka Dydonę. Potem wraca na Sycylię. Tu, jak opowiada Elena, część Trojan zostaje na zawsze. – Wybrali to miejsce, bo przypominało Troję –  tłumaczy. Mamy tu w końcu górę, wodę, rzeki z dwóch stron. W Segeście zwiedzamy Park Archeologiczny. Na naszej trasie jest m.in. teatr antyczny oraz świątynia grecka.

Amfiteatr nie jest tylko zabytkiem, ponieważ nadal spełnia swoją funkcję. W lipcu i sierpniu odbywają się tu przedstawienia. Wystawiane są tragedie greckie, komedie rzymskie, koncerty –  gra tu też orkiestra symfoniczna. Teatr pomieści nawet 1500 osób, które z widowni mogą obserwować grę aktorską, ale także zapierające dech widoki.

Szczególne wrażenie robi świątynia grecka, która ma ok. 2450 lat. Powstała w czasie sojuszu z Atenami. Delegacja z Segesty zobaczyła Partenon i zapragnęła czegoś podobnego. Budowę rozpoczęto, ale historia przerwała prace. Ateńczycy przegrali wojnę z Syrakuzami, a Segesta została sama. – Nie potrzebowali już świątyni – mówi Elena – potrzebowali pieniędzy na wojnę.

Dlatego świątynia pozostała w stanie surowym –  jak zatrzymany w czasie projekt, który mimo to rzeczywiście robi imponujące wrażenie.

Podróż do Segesty zajęła nam ok. 50 minut. Można tutaj dotrzeć transportem z miasta. Kolejnym punktem naszego programu jest Erice – średniowieczne miasteczko zbudowane w całości z kamienia, z wąskimi uliczkami i zabytkową zabudową.

300 lat temu mieszkało tu 12 tysięcy ludzi. Dziś 160. Kiedyś było 30 kościołów, dziś działa jedenaście. Erice położone jest 751 m n.p.m. Na górę wjeżdżamy kolejką, co jest okazją do podziwiania widoków na Trapani, saliny, Wyspy Egadzkie i całe zachodnie wybrzeże. Niegdyś Trapańczycy uciekali w te rejony przed upałami, wszystko jednak zmieniło pojawienie się klimatyzacji, która zrewolucjonizowała życie w upalnym klimacie. Teraz w góry udają się jedynie osoby starsze, nie brakuje również turystów. Schronienia szukali tutaj w przeszłości również marynarze, co powiązane było z kultem Afrodyty i obawą przed Zeusem lub Posejdonem. 

Na miejscu, oprócz punktów widokowych, czeka nas degustacja lokalnych wyrobów migdałowych.

Było słodko, to teraz pora na słone. Dzień kończymy na salinach, podziwiając zachód słońca.

Woda morska krąży tu między zbiornikami, odparowuje, zagęszcza się. W lipcu zbiera się pierwszą sól –  tłumaczy Elena. Dawniej była to ciężka, monotonna praca w upale. Robotnicy dzielili się na grupy: jedni ładowali, drudzy transportowali. Teraz w pracy pomagają maszyny. Na miejscu można zakupić sól i odwiedzić tamtejsze muzeum. 

W drodze powrotnej, ku naszemu zaskoczeniu, natrafiamy na flamingi. Nie wszystkie są jednak różowe. Jak się okazuje, ptaki te wykluwają się białe. Dopiero po kilku latach zyskują kojarzony z nimi kolor, a to na skutek pokarmu, którym się odżywiają. Chodzi o różowe skorupiaki – to one są ich głównym posiłkiem, przy okazji wpływając na ich upierzenie.

Nowoczesność i tradycja 

Trapani jest podzielone na dwie części – gminę Trapani i gminę Erice. Od lat 50. XX wieku rzadko kto jest rodowitym Trapańczykiem. Wszystko przez to, że w mieście nie ma obecnie szpitala, a więc porody odbywają się w pobliskim Erice. 

Poród to wydarzenie rodzinne, które obchodzone jest jak roczek, 18-tka czy ślub.

– Gdy pani rodzi, każdy po kolei do niej przychodzi i na miejscu ją wspiera. Bez różnicy, czy to jest szwagier, czy siostra. Po porodzie zaczyna się świętowanie. Przynosi się tort i małe konfetti. Rodzina jest najważniejsza. Gdy mama wychodzi ze szpitala, na drzwiach wiesza się kokardkę, więc już wszyscy sąsiedzi wiedzą, że mogą przyjść, odwiedzić i przynieść prezenty. Tutaj nie ma położnej, we wszystkim pomagają kobiety z rodziny – wyjaśnia Ola.

We Włoszech bardzo mały jest jednak współczynnik dzietności, kobiety rodzą tu jako jedne z najstarszych w Europie.

– Mam bardzo dużo koleżanek, które rodziły po raz pierwszy w wieku 45 lat, a nawet później. Nastały bardzo duże zmiany i kobiety są bardziej niezależne, nie chcą być takie jak matki. Z racji, że jest mało pracy, nie mają też takiej stabilności. Ale też dlatego, że chcą mieć takie dolce vita – mówi z uśmiechem nasza przewodniczka. Wiele kobiet w tym mieście nie chodzi do pracy, tylko zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa domowego. Dla Włochów praca jest po to, żeby żyć, nie na odwrót. Ich tryb życia jest jednak zdecydowanie inny – 6-dniowy czas pracy i szkoły przerywany popołudniową sjestą sprawia, że codzienność ma tu zupełnie inny porządek. 

Nasza przewodniczka podkreśla również, że na Sycylii szanuje się wszystkich. W rejsach czy różnego rodzaju wycieczkach bierze udział cała rodzina, od niemowlaków po seniorów. Od małego dzieci uczy się szacunku do starszych osób, ale też niepełnosprawnych, czy pochodzących z innych kultur. Służą temu m.in. szkoły integracyjne.

Miasto procesji

Podczas pobytu natrafiamy na uliczną procesję. W Trapani bardzo ważny jest kult Matki Boskiej, nie bez powodu jest ona patronką miasta, zaraz obok świętego Alberta i Jana Chrzciciela. Na ulicach nie brakuje zabytkowych kościołów. W mszach świętych nie uczestniczą jednak tłumy wiernych. Częściej możemy spotkać natomiast naszych rodaków, którzy przyszli pozwiedzać albo się pomodlić.

Jak przyznaje Ola, w tym mieście żyje się od procesji do procesji.

– Tutaj mamy kilka najważniejszych procesji, w tym procesję związaną z patronami miasta, która zaczyna się 9 czerwca i trwa do 16 sierpnia. Oni chodzą do kościoła tylko od święta, a jeżeli chodzi o procesję wielkopiątkową, to całe miasto jest w nią zaangażowane – mówi Ola.

Tak się złożyło, że w niedzielę odbywała się procesja „Santu Patre”. Figura San Francesco di Paola była niesiona w procesji ulicami przez różne punkty miasta, m.in. Via Serraglio San Pietro i Largo San Pietro. W procesji, która trwała przez większą część dnia, uczestniczyli odświętnie ubrani mieszkańcy – zarówno młodsi, jak i starsi. Pochód z figurą polegał na robieniu dwóch kroków w przód i jednego w tył. Przed samym wydarzeniem na ulicy widzieliśmy dzieci, które „bawiły się w procesję”. To niezwykle barwne i ciekawe wydarzenie, któremu towarzyszy orkiestra, a na zakończenie fajerwerki. Dało się odczuć, że tego dnia całe miasto świętuje.

Koralowy zawrót głowy

Gdybym miała powiedzieć, z jakimi pamiątkami kojarzy mi się Trapani – powiedziałabym, że z koralem i charakterystycznymi wazonami.

Koral to na Sycylii czerwone złoto. Kiedyś można nim było płacić. Wykształciła się też inna sztuka robienia biżuterii z tego materiału. Trzeba jednak uważać na podrabiany koral, dlatego warto kupować wyroby z certyfikatem. Uwagę przyciągają również charakterystyczne, kolorowe wazony w kształcie głowy. Wiąże się z tym legenda.

Pewna kobieta była żoną korsarza, ale uciekła z kochankiem do Tunezji. Na miejscu okazało się, że ma on żonę, a ona była traktowana gorzej niż służąca. Wróciła do domu, spotkała męża, a ten obiecał, że daruje jej życie, jeśli wskaże, gdzie ten kochanek mieszka. W nocy się zakradł, obciął mu głowę i wziął ją ze sobą. Tak samo zrobił ze swoją żoną, żeby jego honor nie był splamiony. Te głowy powiesił na ulicy — zaczęły one jednak gnić, co przeszkadzało ludziom. Głowy zabrał do domu, a na tym miejscu kazał postawić popiersie. W związku z tym w Trapani można kupić dużo wazonów w tym kształcie.

Ja oczywiście zaopatruję się również w makaron, który można kupić na stoiskach turystycznych, jak również w supermarkecie (do wyboru jest kilka półek), a także w sól morską. Do „Lublino” wracam więc nie tylko z przeładowanym bagażem, ale też ze wspomnieniami i opalenizną. 

Po kilku dniach trudno powiedzieć, co zostaje najbardziej: smaki, widoki czy włoska życzliwość. Na szczęście są zdjęcia, nagrania i refleksja, kiedy znów tu powrócić. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama