Kończący się rok przejdzie do historii polskiej piłki nożnej jako przełomowy. Rzecz jasna za sprawą kadry trenera Jerzego Engela. Nasza reprezentacja po 16 latach ponownie zagra w finałach mistrzostw świata. Atmosfera wokół polskiego futbolu nieco się poprawiła, a udana jesień zbiegła się w czasie z marszem w górę tabeli naszych drugoligowych zespołów - Górnika Łęczna i Hetmana Zamość.
30.12.2001 20:01
Silenie się na jednoznaczną ocenę roku w wykonaniu drugoligowego duetu mija się z celem. Oczekiwania były i są różne. Nie do podważenia jest jednak fakt, że schyłek roku tchnął nieco więcej niż zwykle optymizmu. Przed pięcioma laty na zespół nr 1 w regionie wyrastał Górnik Łęczna. W 1999 r. był krok od sukcesu w postaci awansu do ekstraklasy. Nie wyszło; zespół znalazł się w prawdziwym dołku, aż wreszcie przyjście do Górnika doświadczonego trenera Pawła Kowalskiego zatrzymało meandrowanie. Łęcznianie zachowali realną szansę na walkę o miejsce w ekstraklasie już w obecnym sezonie. Dwa punkty straty do miejsc dających prawo gry w barażach to niewiele, a i 11-punktowy dystans do wicelidera tabeli, Orlenu Płock, nie jest przerażający w perspektywie 15 kolejek spotkań, w których każdy może zdobyć 45 pkt. Wiele zależeć będzie od kadrowych roszad w ekipie Górnika, jak również u najgroźniejszych przeciwników.
Czy dane będzie kibicom Górnika cieszyć się z gry w ekstraklasie już w 2002 r., czy radość będą musieli przesunąć nieco w czasie, z całą pewnością roczny bilans należy ocenić pozytywnie, biorąc rzecz jasna styczniowy punkt wyjścia. Trener Kowalski przebudowuje zespół, natomiast działacze dzięki szerszemu spojrzeniu na aspekt rozwoju klubu, dopięli swego. Oddali do użytku pierwszą część nowego stadionu, którego Łęcznej może zazdrościć Warszawa i kilka innych polskich miast. Kładąc na symboliczną wagę plusy i minusy, szala przechyliła się bardzo, bardzo poważnie na dobrą i oczekiwaną stronę. Czekamy na jeszcze bardziej interesujący, emocjonujący i znaczony wielkimi sukcesami rok 2002.
Czego można spodziewać się po zespole, który przez cztery kolejne lata ratuje miano drugoligowca w ostatnich kolejkach spotkań? W dodatku w czasach, gdy drugoligowa stawka liczyła nawet 36 zespołów, w dwóch grupach (obecnie mamy 20 drugoligowców w jednej grupie). Jakie można mieć nadzieje, gdy nie narzekająca na nadmiar grosza ekipa, cudem uratowana przed degradacją, traci kilku graczy z szerokiej kadry, a pozyskuje tylko jednego z \"nazwiskiem” (bramkarz Michał Sławuta w zamian za Roberta Dziubę) uzupełniając skład czwartoligowym pomocnikiem (Artur Wąsacz z Tomaszowa)? Można tylko marzyć o... kolejnym uśmiechu fortuny. I fortuna uśmiechnęła się, w sposób zaskakujący!
Hetman - bo o nim mowa - był bez wątpienia rewelacją rozgrywek II ligi, biorąc pod uwagę historię, możliwości, finanse, szczupłość kadry zawodniczej. Pod tym względem konkurencja z górnych rejonów tabeli była zdecydowanie spokojniejsza.
Zamojscy kibice obejrzeli jesienią wiele ciekawych spotkań, do ostatniego meczu (czwarta kolejka rewanżowej rundy, awansem z wiosny \'02) z poznańskim Lechem \"twierdza Zamość” była nie zdobyta. 37 punktów zdobytych przez Hetmana w 23 meczach to, realnie oceniając, dorobek imponujący. Dorobek, który jak zwykle rozbudza nadzieje i apetyty. Tym bardziej że gra w ekstraklasie po prostu... opłaca się, jeśli... ma się niezły zespół i trochę grosza do zainwestowania.
Realnie patrząc pierwszoligowy czas Hetmana jeszcze nie nadszedł. Nadszedł natomiast czas rozsądnego tworzenia klubu z pierwszoligowymi aspiracjami. Na razie Hetman nie ma tak możnego mocodawcy (nie zapominając rzecz jasna o zamojskiej Korporacji Energetycznej, bez pomocy której byłoby w klubie bardzo krucho) jak sąsiad z Łęcznej (Lubelski Węgiel), jednak czerpania dobrych wzorów zza miedzy nikt nie zabroni. Trener Włodzimierz Gąsior obejmując wiosną opiekę nad zespołem, wysoko ocenił piłkarski potencjał swych podopiecznych, co postrzegane było na ogół jako kokieteria. Jesienią potwierdził, że nie rzucał słów na wiatr. Hetmana przyrównywał m.in. do KSZO Ostrowiec, zespołu z którym pracował wcześniej w II lidze i porównanie czysto sportowe wypadło - jego zdaniem - na korzyść zamościan. Dziś KSZO gra w ekstraklasie, więc można wysnuć wniosek, że droga do elity wcale nie musi być tak odległa i tak mało realna. Ale - po kolei; zwłaszcza że ekonomiczna sytuacja całego regionu pozostawia - delikatnie mówiąc - sporo do życzenia.
Póki co - gratulacje na koniec roku i powodzenia w drugiej części sezonu, która wcale łatwa nie będzie, a o huśtawkę nastrojów w takiej sytuacji nie- trudno. Najważniejsze - nie wpadać ze skrajności w skrajność. Błyskotliwe sukcesy są dziś w cenie, jednak znacznie łatwiej je powielać, gdy mają realne, solidne podstawy.
Komentarze