Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przebić Górskiego, przebić Piechniczka...

Spotkaniu w Kazimierzu patronowała redakcja Dziennika Wschodniego. Naszemu selekcjonerowi ofiarowaliśmy m.in. firmową zimową czapkę. Wprawdzie najbliższe dni trener wraz z piłkarzami spędzi na Cyprze, gdzie trudno spodziewać się mrozów, ale na zimowe ataki trzeba być zawsze tak dobrze przygotowanym, jak na przyjęcie pod własną bramką Szewczenki, Ronaldo, Fogo, czy Zidane\'a. O drugą z wymienionych kwestii trener Engel zadba osobiście, a my zadbaliśmy o pierwszą
• Po poznaniu przeciwników w eliminacyjnej grupie finałów mistrzostw świata, nie należał pan do hurraoptymistów. Jak więc w tym kontekście - gdy nie tylko moim zdaniem dwaj rywale są od nas słabsi - traktować pańskie zapowiedzi walki o najcenniejsze trofeum dla piłkarza na boiskach Korei i Japonii? To chyba niekonsekwencja... - Trzeba pewne rzeczy rozgraniczyć. Nigdy nie narzekałem na losowanie, na przeciwników. Zwracałem tylko uwagę, że Korea, USA, to zespoły dobrze grające w piłkę. Nie wolno ich lekceważyć, nie wolno jeszcze przed turniejem przyznawać nam zwycięstw. Tak samo jak nie można wykluczać naszej wygranej z Portugalią. Z kolei gdy mówię o walce o mistrzostwo świata, też niczego nie deklaruję, ale także nie wykluczam sukcesu. Uważam, że jest to cel realny, choć ogromnie trudny do osiągnięcia. Adam Małysz, niemal przy każdej okazji powtarza: przede wszystkim chcę oddać dobry skok, a wtedy będzie i dobre miejsce. Tak samo jest w naszym przypadku. Musimy grać jak najlepiej, a wtedy możemy i my zostać mistrzami świata. • Panuje opinia o doskonałej atmosferze w kadrze, o wzajemnym zrozumieniu, o zaufaniu piłkarzy do trenera, o pana wielkim wpływie na postawę zawodników; również poza boiskiem. Nie miał pan wpływu na ostatnie wojaże Bartosza Karwana, który zamiast pilnie przygotowywać się do sezonu (jakże trudnego i przełomowego w karierze również dla Karwana) szuka na własną rękę nowego klubu? - Nie miałem, bo są pewne granice moich kompetencji, siły moich argumentów. Nie dziwię się Bartkowi, że chce jak najszybciej zadbać o swoją przyszłość, o znalezienie sobie klubu, w którym będzie podnosił swoje kwalifikacje, ale który pozwoli mu również lepiej zabezpieczyć sobie przyszłość. Natomiast rzeczywiście martwi mnie, że piłkarz tej klasy robi to tak nieprofesjonalnie, bez menedżera, na własna rękę, w pośpiechu. Nie kryję, że taką postawą jestem mocno rozczarowany, ale każdy jest dorosły. Bartka ocenię po jego grze w wiosennych meczach... • Newralgiczna pozycja bramkarza stała się w ostatnim czasie atutem reprezentacji Polski. Okazuje się, że i tu może mieć pan pewien problem. Jerzy Dudek gra jak z nut, ale dublerzy praktycznie siedzą na ławce rezerwowych. Co się stanie, gdy Adam Matysek nie znajdzie solidnego klubu, a Kuba Wierzchowski nadal będzie tylko rezerwowym w Werderze Brema? - Jest jeszcze Radek Majdan. • W porządku; Dudek, Majdan, ale i ktoś trzeci... - Jeśli Adam rzeczywiście nie poradzi sobie z uporządkowaniem swoich spraw i nie będzie grał tak jak tego oczekuję, to postawię na Wierzchowskiego. • Nawet gdy nie wskoczy do podstawowego składu? - On ciągle jest w pełnej dyspozycji do gry, mocno trenuje w bardzo dobrym zespole bardzo dobrej ligi. Mam podstawy, aby wierzyć że jest w meczowej dyspozycji. • Rozumiem, że walka o trzy bramkarskie miejsca w kadrze rozgrywa się między czterema zawodnikami, z których jeden jest poza zasięgiem... - Tak to wygląda. • Kuba Wierzchowski, to zawodnik rodem z Lublina, więc trzymamy za niego kciuki. Wydawało się, że ostatnio jest on zawodnikiem nr 4 na pańskiej liście, że wyżej klasyfikuje pan Majdana, a z pańskiej odpowiedzi wynika, że są równoważnymi kandydatami do miejsca 23-osobowej reprezentacji na mistrzostwa świata. - Zgadza się. Radek po prostu ostatnio regularnie gra w swoim tureckim klubie, Kuba siedzi na ławce, ale jest w pełnej dyspozycji meczowej. A że Matysek trochę wypadł z obiegu, mamy taką właśnie sytuację. Szanse wyrównały się. Oczywiście wśród tej trójki, bo Jurek Dudek jest na razie niepodważalnym numerem jeden. Muszę być jednak przygotowany na jeszcze inne przypadki, stąd np. powołanie na najbliższe zgrupowanie Mariusza Liberdy z Polonii Warszawa. • Oglądał pan niedawno mecz Liverpoolu z Manchesterem United. Wrażenia? - To są mecze, które po prostu trzeba obejrzeć na stadionie, żeby poczuć atmosferę wielkiej piłki. Jurek Dudek należał do wielkich gwiazd takiego widowiska, trudno na takiego zawodnika nie stawiać. • W ostatnim rankingu niemieckiego \"Kickera” klasyfikującym piłkarzy Bundesligi, Polacy nie brylują. Nie ma Tomasza Wałdocha, Tomasz Hajto jest dopiero 12 w gronie środkowych obrońców, poza dziesiątką, w gronie kandydatów do znalezienia się na liście jest Radosław Kałużny. Nie niepokoi to pana? Czołowe miejsca w 2 Bundeslidze w gronie napastników Pawła Kryszałowicza i Artura Wichniarka to małe plusy... - Tomkowie Hajto i Wałdoch mieli ostatnio sporo kłopotów zdrowotnych, więc nie dziwię się ocenie dziennikarzy \"Kickera”. Poza tym w ich klubie - Schalke 04, było trochę zawirowań, zmiana trenera. Radek dopiero pokazuje się na boiskach Bundesligi i jeśli w tym mocnym gronie został zauważony, to już objaw pozytywny. Rankingi rankingami, a forma formą. Jestem o tych zawodników bardzo spokojny, byli podstawowymi ogniwami reprezentacji. Reprezentacji, która wywalczyła awans do finałów mistrzostw świata. • Jacek Bąk to kolejny lublinianin w pańskiej kadrze. Zabierze go pan na mundial? - Jeśli na to zasłuży... Niezmiernie się cieszę, że Jacek po problemach w Lyonie, znalazł wreszcie miejsce w Lens, w znakomitym zespole, w którym ma pewne miejsce w składzie. To znacznie przybliża go do nominacji, bo o tym że potrafi grać znakomicie, nie muszę się upewniać, przekonywać kibiców czy kolegów z kadry. • Byłoby nam miło, gdyby lubelska \"kolonia” podczas wyprawy na mistrzostwa świata składała się z tercetu: Bąk - Wierzchowski - II trener Władysław Żmuda. Wierzymy, że tak się stanie. Przechodząc do przednich formacji - od kilku, a może i kilkunastu lat narzekaliśmy na brak napastników. Wylansował pan Pawła Kryszałowicza, \"załatwił” Emmanuela Olisadebe. Nie jest źle. Ale to za mało jak na klasowy zespół. Dziennikarze lansują niekwestionowany talent Euzebiusza Smolarka. Powiedział pan kiedyś nieco żartobliwie: Smolarek - tak, ale Włodzimierz. Jednak powołał pan Smolarka - juniora, na mecz kontrolny z Irlandią. Musiały to wymusić media? - Dziennikarze często rekomendują zawodników po jednym meczu, pięknym golu. Trenerzy muszą być bardziej powściągliwi w ocenach i decyzjach. Powołanie \"Ebiego” było konsekwencją jego gry, a nie artykułów w prasie. Wcale nie oznacza to, że Smolarek wskoczy do 23-osobowej kadry. Jest niewątpliwie utalentowanym graczem, zbiera ostatnio znakomite recenzje. Znalazł się w grupie piłkarzy, wśród których przeprowadzam selekcję, co świadczy o tym że zwracałem na niego uwagę od dawna. Piłkarskich walorów \"Ebiego” nie podważam. Teraz tylko musi dać odpowiedź na pytanie, czy pasuje do naszej reprezentacji. To jest stosunkowo liczna grupa ludzi, o powodzeniu decyduje niesamowicie wiele elementów, pozornie drobnych. Właśnie te elementy sprawiły, że potrafiliśmy stworzyć zespół osiągający sukcesy. Dlatego droga do kadry jest bardzo trudna. Jeśli Euzebiusz Smolarek pomyślnie przejdzie taką drogę, to będzie miał szansę występu na mistrzostwach świata w Korei i Japonii. • W roli napastnika czy pomocnika? - W klubie występuje jako lewy pomocnik, ale potrafi grać również na przeciwległej stronie boiska, także w ataku. Ten uniwersalizm to kolejny atut Smolarka. • Pytany o najmocniejszy punkt polskiej reprezentacji na ogół odpowiada pan: zespołowość. W każdym zespole jest jednak pewne ogniwo, bez którego nie byłoby sukcesów. Wskaże pan takie ogniwo w swoim zespole? - Chyba najlepszą odpowiedzią na to jest miejsce zajmowane przez naszych kadrowiczów w klubowej piłce w Europie. Wiadomo kto gdzie gra, kto ile gra, kto wymieniany jest w gronie najlepszych zawodników na swych pozycjach, wyróżniany w rankingach, plebiscytach. • Czyli - bezsprzecznie Jerzy Dudek, a zaraz za nim Emmanuel Olisadebe... - Nie protestuję... • Który z momentów pracy z kadrą był dla pana najtrudniejszy do pokonania? - Niewątpliwie początki. Nie mieliśmy łatwego startu, bo przecież opinię o polskim futbolu kształtowały się przez lata, a brak oczekiwanych sukcesów rozdrażniał opinię publiczną. Wszyscy byli zniecierpliwieni, piłkarze zanim kopnęli piłkę byli krytykowani, a i selekcja przeze mnie przeprowadzana nie wszystkich satysfakcjonowała. Decydując się na pracę trenera reprezentacji Polski, zdawałem sobie sprawę, że odbiór moich decyzji poddany będzie krytyce, bo nie da się dogodzić wszystkim, więc uodporniłem się psychicznie, robiąc swoje, a piłkarze zaufali mnie i moim współpracownikom. Był też jeszcze jeden moment, może nie trudny, ale bardzo przykry. Niektóre komentarze w \"Przeglądzie Sportowym” po naszym awansie były poniżające, trudne do zrozumienia. Zakończyło się to bojkotem, reprezentanci nie udzielają \"Przeglądowi” wywiadów. Wystarczyło dwóch czy trzech dziennikarzy, żeby zepsuć atmosferę. • Czy po ostatnim meczu kontrolnym przed eliminacjami do mistrzostw świata, z Rumunią, nadrabiał pan miną, czy rzeczywiście wierzył, że zbudował zespół na miarę awansu? - To był naprawdę dobry mecz! Skoro nie ustępowaliśmy czołowej reprezentacji świata, byłem przekonany, że nie przegramy z Ukraińcami. A że poszło nam jeszcze lepiej, to tylko potwierdza, że moje oceny nie były na wyrost, pod publiczkę. • Czy zakończenie udziału w mistrzostwach świata wyjściem z grupy zadowoli pana? - Wiele zależy od okoliczności, ale zapewne nie... Sportowe ambicje moje i moich piłkarzy sięgają wyżej. • Chciałby pan dołączyć do Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka, którzy nie tylko prowadzili reprezentację podczas finałów mistrzostw świata, ale i wracali z turniejów z medalami... - Chciałbym ich... przeskoczyć! • Czy ma pan już w głowie skład kadry na mistrzostwa świata? W gazetach piszą, że prawie wszystko jest jasne. - To co piszą dziennikarze, nie zawsze zgadza się z prawdą. Mam kilkunastu zawodników, na których stawiałem, na których się nie zawiodłem. Nie przewiduję wielkich zmian, ale jeszcze kilku zawodników nie może być pewnych nominacji, a kilkunastu ma szanse zająć te kilka miejsc. • Dziennikarze zarzucają panu, że nastawia się pan na kompletowanie kadry, że zbyt duża jest grupa piłkarzy defensywnych, zamiast wzmacniać siłę ognia. To prawda? - Powtarzam - media są od tego, żeby pisać, a ja jestem od tego, żeby mieć własną koncepcję i ją realizować. Nie dokonałem żadnego podziału miejsc na obrońców, pomocników i napastników. Ale są określone zasady tworzenia kadry. Powołam tych piłkarzy, którzy pozwolą mi na swobodną realizację moich założeń. • Nie powołuje pan młodych zawodników, twierdząc że jeszcze nie nadszedł ich czas. Tymczasem na zachodzie 18-, 19-letni piłkarze często są podstawowymi zawodnikami nie tylko najlepszych zawodowych klubów, ale i reprezentacji. - Trzeba pamiętać o jednym: młody człowiek na zachodzie żyje w zupełnie innych warunkach, jest inaczej ukształtowany psychicznie i fizycznie, mentalnie. Dlatego porównanie polskiego nastolatka z rówieśnikiem we Włoszech, Francji, czy Hiszpanii nie jest adekwatne. • Ale np. 20-latek Smolarek wychowuje się na zachodzie... - No i zostanie sprawdzony, ale nie dlatego, że ma 20 lat i mieszka od dziecka w Holandii, tylko dlatego, że dobrze gra. Poza tym pamiętajmy, że do reprezentacyjnych czy klubowych zespołów zachodnich \"wskakują” tylko wybitnie utalentowani młodzi piłkarze. U nas takich po prostu nie ma. A proszę zauważyć, że podczas pracy w Polonii Warszawa dawałem szansę wielu młodym piłkarzom, i właśnie młodzież sięgnęła po tytuł mistrza Polski. Ale to był inny szczebel wymagań. Odrzucam więc zarzut, jakobym nie dawał szansy młodym zawodnikom. • Będzie pan sprawdzał Smolarka, kilku innych piłkarzy, dając im do dyspozycji 45 minut w meczu towarzyskim, tak jak choćby ostatnio Sypniewskiemu czy Wichniarkowi. Czy to wystarczy aby dokonać wyboru, a piłkarz mógł się wykazać? - Gra w meczach kontrolnych nie jest tylko jedynym kryterium powoływania do reprezentacji. Obecność w gronie kadrowiczów, uczestnictwo w zajęciach, podejście do obowiązków reprezentanta - to wszystko decyduje o tym, czy dany piłkarz nadaje się do kadry, czy nie. • Da pan jeszcze szanse Wojciechowi Kowalczykowi, który ostatnio strzela bramki na Cyprze, a pan zna doskonale tamte kluby, ligę. Często mówił pan, że nie jest to liga dla słabeuszy więc... - Trzeba pamiętać o jednym - tworzenie reprezentacji to długi i trudny proces. Zanim wykrystalizowała się kadra, testowaliśmy wielu zawodników. Sprawdziłem bardzo wielu piłkarzy, których umiejętności sprawiły, że sami, naturalnie utworzyli grupy: tych którzy są głównymi kandydatami do gry w podstawowej jedenastce (oczywiście gdy są w dobrej formie), tych którzy walczą o miano pewniaka, tych którzy na razie muszą zadowolić się miejscem w gronie kandydatów do miejsca na ławce rezerwowych, itd. Dlatego na kilka miesięcy przed najważniejszą imprezą ostatnich lat nie można pozwolić sobie na wielkie eksperymenty, a scalać to co się stworzyło i co przyniosło sukces. Kowalczyk jest piłkarzem, który miał bardzo wiele okazji do zadomowienia się w kadrze. • Na kogo stawia pan w meczu z Portugalią na mistrzostwach świata? - Gdyby ktoś przed eliminacjami mistrzostw świata postawił na Polskę, wygrałby bardzo dużo pieniędzy. Teraz też bukmacherzy więcej szans dają Portugalczykom. Chyba w proporcji 1:6. Ja stawiam na 1:0 dla nas. • Załóżmy, że zdobył pan mistrzostwo świata - co byłoby dla pana kolejnym wyzwaniem? - Mistrzostwa Europy! Przecież już wylosowaliśmy przeciwników. Nawet tworzenie obecnej kadry na mistrzostwa świata jest pewnym krokiem do przodu. Właśnie po to \"oswajamy” z kadrą kilku młodych piłkarzy, bo po mistrzostwach dla trzech czy czterech piłkarzy nadejdzie rozstanie się z reprezentacją. Ktoś musi ich natychmiast zastąpić. • A gdyby otrzymał pan ofertę ze znakomitego klubu, np. Manchesteru United? - Jeśli miałbym podpisany kontrakt na pracę z reprezentacją, powiedziałbym im: panowie - dziękuję za ofertę, ale mam ważną umowę o pracę. Jeśli w grę wchodzi nasza współpraca po tym terminie - proszę bardzo, jestem do dyspozycji. Jeśli rozpoczyna się jakieś dzieło, zwłaszcza takie zaszczytne jak prowadzenie reprezentacji kraju, trzeba być konsekwentnym. • Jaki jest plan minimum pana i pańskiej reprezentacji? - My nie wytyczamy sobie planów minimum, czy maksimum, czy jeszcze innych, pośrednich. Naszym celem jest - taki puchar (tu trener Engel wskazał na wspaniały puchar przekazany przez poznańskiego cukiernika Wojciecha Kandulskiego - red.). Będziemy starać się grać tak, żeby wrócić z pucharem mistrzostw świata do Polski. • Kiedy ponownie przyjedzie pan do nas, do Kazimierza? - Gdy znów dostanę zaproszenie. A jak nie uda nam się zrealizować marzeń naszych i kibiców, to będziecie chcieli się ze mną spotkać? Opr. (mag)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama