• Spodziewał się pan takich zawirowań w klubie po zakończonym sezonie?
– W futbolu nie trudno o zaskoczenia. Jednak szczerze przyznam, że w tym wypadku nie. Miałem umowę do 30 czerwca i liczyłem na jej przedłużenie. Udało nam się zrobić dobry wynik, wykonaliśmy założony plan, czyli awans. Zespół posiadał swój charakter i styl. Trudno było spodziewać się, że w Stali nagle podziękują mi za pracę.
• Po tygodniu rozbratu pan
i prezes Andrzej Makolągwa wróciliście jednak do starej pracy?
– Dużą rolę w przekonaniu prezesa odegrał burmistrz Poniatowej Kazimierz Pidek, bardzo zaangażowany w sport. Ja poprowadziłem już pierwszy trening 5 lipca. Miałem bardzo dobry kontakt z zawodnikami i wiem, że bardzo chcieli, abym w dalszym ciągu ich prowadził. Zostałem, ale mamy tydzień opóźnienia i ten stracony czas musimy szybko nadrobić.
• Nowy kontrakt został podpisany na jaki okres?
– Na rok, ale wiadomo jak to w piłce bywa – dziś się kochamy, a jutro już nie. Wszystko zależy od wyników. Kilka porażek z rzędu i mogę usłyszeć „do widzenia”. Jesteśmy beniaminkiem i przed nami stoi poważne zadanie...
• Utrzymania zespołu.
– Oczywiście. Tylko to nas interesuje, a będzie niezwykle trudno. Poprzeczkę zawieszono znacznie wyżej. Wiele uzależniam od kadry zespołu. Warunkiem skutecznej walki jest minimum zachowanie w całości składu z ubiegłego sezonu. Do tego przydałyby się jakieś wzmocnienia, a o te nie będzie łatwo. Wszystko rozbija się oczywiście o kwestie finansowe. Stal Poniatowa nie może równać się z takimi zespołami jak Stal Kraśnik, Czarni Dęblin, Orlęta Radzyń, w moim przekonaniu faworytami ligi, czy nawet Granicą Dorohusk, która pozwala sobie na ściągniecie Artura Kuchty i Grzegorza Mirosława z Lewartu. Osobiście uważam, że na poziomie IV ligi kluby powinny opierać się na wychowankach.
• Tak to wygląda w Stali?
– Jest tylko dwóch zawodników spoza Poniatowej – Rafał Sulewski i Michał Stępniak. Pozostali to miejscowi i im trzeba dawać szanse. Stal jest zespołem bez gwiazd. Mamy za to wyrównany zespół, ambitny, grający pressingiem na całym boisku od pierwszej do ostatniej minuty. Musimy jeszcze poprawić atak pozycyjny.
• Od niedawna zaczęło obwiązywać prawo Bosmana.
– To przywilej dla najlepszych – dla klubów z najwyższej półki I oraz II ligi i najlepszych zawodników – kadrowiczów. Oni mogą dyktować warunki. Reszta nie ma pieniędzy. Większość klubów przeżywa problemy finansowe i dlatego nie będzie płaciła wydumanych sum. Dzięki reorganizacji najwyższych klas – na razie do trzeciej włącznie – i nowym przepisom transferowym, piłkarzom i trenerom będzie groziło bezrobocie.
• Po piłkarskie posiłki można sięgać z niższych klas.
– Przez ostatni rok wyrobiłem sobie pewien obraz. Poziom piątej ligi co prawda jest niezły i takie kluby jak Janowianka czy Orły Kazimierz zasługują na coś więcej niż „okręgówka”, ale wybijających się piłkarzy jest naprawdę niewielu – Pietras z Unii Bełżyce, Ściegienny z Janowianki, Kasperski z Opolanina, Rzeźnik z Wawelu Wąwolnica to nieliczne wyjątki.
• Jak będą wyglądały przygotowania Stali do sezonu.
– Będziemy ćwiczyli na swoich obiektach. Przydałby się obóz, na którym można wiele nadrobić. Do rozegrania mamy sparingi z Legionem Tomaszowice (17.07), Avią Świdnik (20.07), rezerwami Górnika Łęczna (27.07) i na zakończenie z Unią Bełżyce (31.07). W sobotę przegraliśmy pierwszy 0:2 z Chełmianką.
Reklama













Komentarze