• Artykuły, które wczoraj pojawiły się w lokalnej prasie, traktujące o poważnych kłopotach Monteksu, po części odnoszą się także do prezesa klubu. Proszę przedstawić naszym Czytelnikom pański pogląd na całą sprawę.
- Nie uważam, żeby zła kondycja finansowa, w jakiej znalazł się klub, była moją winą. Tadeusz Strzęciwilk przez wiele lat dokładał starań, zarówno finansowych jak i organizacyjnych, żeby Montex funkcjonował na wysokim poziomie. Strzęciwilk desygnował do pracy w klubie kierownictwo. Czy ci ludzie należycie wywiązywali się ze swoich obowiązków, to nie mnie oceniać.
• Jaką sytuację zastał pan w klubie, kiedy został jego prezesem w październiku ubiegłego roku?
- Montex był zadłużony, trwała właśnie kontrola Urzędu Skarbowego, której wyniki poznaliśmy dopiero niedawno. Zastałem również świeżo podpisane kontrakty z zawodniczkami, bo nie ja je negocjowałem. Już wtedy klub zalegał z wypłatami, miał także sporo zobowiązań wobec małych wierzycieli. Z różnych stron wywierano na mnie naciski, żeby zakupić Kristinę Swatko. Stanąłem przed wyborem. Czy wypłacić pensje zawodniczkom, zorganizować obóz przygotowawczy, czy też kupić Swatko?
• Jakie działania podjął prezes Monteksu dla poprawy sytuacji?
- Przede wszystkim postanowiłem, że klub należy przekształcić w sportową spółkę akcyjną. Rozpocząłem szukanie udziałowców. Byłem praktycznie we wszystkich firmach w regionie, pukałem także do drzwi firm ogólnopolskich. Chcę ułożyć się z wierzycielami, przede wszystkim fiskusem i małymi firmami, np. z ludźmi wynajmującymi mieszkania zawodniczkom. Firmy Lubella i Herbapol, dzięki pomocy finansowej, pomogły nam dokończyć sezon.
• Dlaczego pańskie starania nie przyniosły powodzenia, spółka przecież nie powstała?
- Z tym, że nie przyniosły to jeszcze poczekajmy. Jednak prawdą jest, że ciężko było pozyskać pieniądze. Złożyło się na to kilka przyczyn. Firmy w regionie po prostu ich nie mają lub nie mogą wydać. Firmy spoza regionu kojarzyły Montex wyłącznie z Lubelszczyzną i nie widziały interesu w inwestowaniu w nasz klub. Dodajmy jeszcze ustawę zakazującą reklamowania w sporcie firm produkujących piwo i papierosy oraz zamieszanie wokół jednoosobowych spółek skarbu państwa. Ustawa \"położyła” wiele klubów, a Ministerstwo Finansów niechętnie patrzyło na wspieranie sportu przez wspomniane spółki. Poza tym pamiętajmy w jakiej obecnie sytuacji jest polska gospodarka.
• Zdobywca Pucharu Federacji i ośmiokrotny mistrz Polski jest postrzegany lokalnie?
- Nazwa jest rozpoznawalna, jednak nigdy nie była należycie rozreklamowana w Polsce. W kraju nas kojarzą, ale nie tak jak koszykarzy Śląska Wrocław czy piłkarzy Legii Warszawa. W klubie nigdy nie było komórki marketingowej, nikt o to nie dbał i teraz zbieramy tego owoce. Montex był też postrzegany przez pryzmat kadry narodowej, a ta również od kilku lat nie święciła sukcesów.
• Jakie są szanse na pozytywne zakończenie rozmów ze sponsorem o którego zabiegacie?
- Uważam, że duże. Kładę mocny nacisk na zintensyfikowanie rozmów. Dużą pomoc otrzymaliśmy ze strony marszałka Mirosława Złomańca. Chcemy na kanwie 10-letniej tradycji i osiągnięć Monteksu zbudować nowe imię sponsora. Mamy szereg pomysłów na lepsze funkcjonowanie klubu, jednak poczekajmy z deklaracjami na wynik rozmów ze sponsorem.
Komentarze