BRAMKI
1:0 Wójcik 42, 1:1 Ławriszyn 61
SKŁADY
Górnik: Mielcarz – Bożyk, Jarzynka, A. Wilk – Boguś – G. Bronowicki, P. Bronowicki (70 Pastusiak), Skwara (62 Bugała), Wójcik – Griszczenko, Bański (63 Szałachowski).
Bełchatów: Ptak – Berliński, Szarpak, Ławriszyn, Jakosz (46 Hinc) – Pawlusiński (79 Kukulski), Berensztajn (46 Kuranty), Garguła, Kolendowicz – Patalan, Chmiest.
KARTKI
Czerwona: Kolendowicz (B) w 89 min – za dwie żółte. Żółte: Griszczenko (G) – Berensztajn, Kolendowicz, Chmiest (B). Sędziował: Hubert Siejewicz z Białegostoku. Widzów: 3000.
W dwóch meczach Górnik Łęczna, uznawany za poważnego faworyta do awansu, zgromadził zaledwie jeden punkt. W pierwszym spotkaniu z Piotrcovią podopieczni Pawła Kowalskiego przegrali 1:3. W debiucie przed własną publicznością zremisowali 1:1 z innym kandydatem do ekstraklasy – Bełchatowem. Po pierwszej dobrej połowie, w drugiej „górnicy” kompletnie rozczarowali
Trener Kowalski jest zdania, że Paweł Bugała i Grzegorz Skwara nie powinni grać ze sobą w jednym składzie. Dlatego dotychczasowy lider zespołu – „Buła” rozpoczął zawody na ławce rezerwowych. Ciężar kierowania drużyną wziął na siebie niedawny zawodnik Ceramiki. W podstawowej jedenastce znalazło się również miejsce dla napastnika Piotra Bańskiego. Na lewej pomocy wystąpił Piotr Wójcik, a Grzegorz Bronowicki powędrował na przeciwległą stronę boiska.
Po nerwowych pierwszych minutach, groźnie zaatakowali gospodarze. Najpierw po zagraniu Artura Bożyka, piłkę z linii bramkowej wybił, wyróżniający się w całym meczu, młody Łukasz Garguła, a po chwili Piotr Bronowicki przestrzelił z ostrego kąta. Bełchatów odgryzł się „główką” Dariusza Patalana. W 10 min Andrij Griszczenko uderzył tuż obok słupka po długim rogu. Kilka minut później ukraiński napastnik, mimo asysty obrońcy zdołał z obrotu groźnie strzelić, ale Aleksander Ptak koniuszkami palców wybił piłkę na róg. Bliski powodzenia ponownie był Bożyk, ale po podaniu Skwary nie dał rady wślizgiem zamknąć akcji. Wreszcie w 42 min padł upragniony gol. P. Bronowicki długim podaniem obsłużył Skwarę, ten wycofał piłkę do nadbiegającego Wójcika, a Piotrek płaskim kopnięciem nie dał szans Ptakowi.
Po przerwie gospodarze już ani razu poważnie nie zagrozili bramce gości. Najlepszą okazję miał Wójcik, ale został zablokowany przez obrońcę. – Chciałem wkręcić piłkę do bramki i była to zła decyzja, bo trzeba było uderzyć natychmiast i mocno – powiedział lewy pomocnik gospodarzy. W 51 min G. Bronowicki strzelił z 18 m i na tym w zasadzie zakończyła się rola bełchatowskiego bramkarza. W przeciwieństwie do jego kolegów z pola. Już w 59 min padł remis. Po rzucie rożnym przed bramką Macieja Mielcarza doszło do sporego zamieszania. Do źle wybitej piłki dopadł Anatolij Ławriszyn i mocnym strzałem z 8 m wyrównał straty. Za moment nastroje w Łęcznej mogły ulec dalszemu pogorszeniu, ale w dogodnej okazji Dariusz Pawlusiński nie trafił w bramkę. W 64 min dużym kunsztem błysnął Mielcarz popisując się udaną paradą po „główce” Marcina Chmiesta.
Przez ostatnie dziesięć minut Górnik grał w osłabieniu – limit zmian został już wykorzystany, a urazu kręgosłupa nabawił się Artur Wilk. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że po meczu „Wilczka” musiała zabrać karetka pogotowia. Tuż przed końcowym gwizdkiem stany osobowe zostały wyrównane – za bezmyślny faul na środku boiska drugą żółtą kartkę ujrzał Robert Kolendowicz.
– Dwukrotnie byłem bliski zdobycia gola. Zabrakło mi szczęścia. Wywalczyliśmy jeden punkt, ale Bełchatów to przecież nie leszcze. Postaramy się o wygraną w Gdyni – krótko skomentował po meczu zafrasowany Artur Bożyk.
18 sierpnia (wtorek) Górnik zmierzy się na wyjeździe z Arką.
Echa pomeczowej konferencji prasowej
Jacek Zieliński (Bełchatów)
– To był specyficzny mecz. W zasadzie powinienem cieszyć się z jednego punktu. Pozostaje jednak jakiś niedosyt. Dwukrotnie zagraliśmy na wyjeździe i zdobyliśmy tylko punkt. W Nowym Dworze przegraliśmy 1:2, dlatego trudno w sumie być zadowolonym z takiej zdobyczy. W drugiej połowie, przy stanie 1:1, byliśmy rozpędzeni. Gospodarze byli już podmęczeni i zamiast zdobyć kolejnego gola, przestaliśmy grać rozważnie i nadziewaliśmy się na kontry. W końcówce i my opadliśmy z sił, stąd czerwona kartka dla Kolendowicza. Chyba strzelił mu bezpiecznik, bo z boiska wyleciał przez własną głupotę. Każdy kto przyjeżdża do Łęcznej, wyjeżdża z jednym punktem z pocałowaniem w rękę. Jednak dziś była szansa na wygranie.
Paweł Kowalski (Górnik)
– Nie jesteśmy zadowoleni z podziału punktów. Mogliśmy pokusić się o zwycięstwo. Szkoda, że do przerwy nie zdobyliśmy jeszcze jednego gola. Oba zespoły wyszły na boisko bardzo zmobilizowane. Być może klasa rywala usztywniła moją drużynę. Niepotrzebnie po przerwie broniliśmy jednobramkowej przewagi. Myślę, że dzisiaj spotkali się rywale personalnie najlepsi w drugiej lidze. Słabo zagraliśmy w obronie. Po stałych fragmentach i grze w powietrzu moich podopiecznych można było dostać palpitacji serca.
• Narzeka pan na formę defensywy. Do tego doszły kontuzje Wilków – Bartłomieja i Artura. Czy będzie pan szukał wzmocnień do linii obrony?
– Na pewno.
• A może już ma pan odpowiedniego kandydata?
– Pan ma chyba za długie uszy...
• Tak czy nie?
– Jest ktoś na oku, ale „nie wywołujmy wilka z lasu”. Mamy już dwóch Wilków i... obaj są kontuzjowani. Dopiero jak znajdzie się w Łęcznej, będziemy mogli powiedzieć o kogo chodzi.
• Grzegorza Skwarę zastąpił Paweł Bugała. Czy to oznacza, że obaj nie mogą występować jednocześnie na boisku?
– Trudno wystawić do składu dwóch ofensywnych zawodników, o podobnym charakterze. Zwłaszcza z tak trudnym przeciwnikiem jak Bełchatów. Obaj są mniej skuteczni w odbiorze piłki. Być może w innych spotkaniach, z mniej wymagającymi rywalami zagrają obaj.
• Desygnował pan do gry debiutanta Grzegorza Pastusiaka. Skąd tak ryzykowne posunięcie przeciwko drużynie mocnego Bełchatowa?
– Myślę, że „Pasta” w niedługim czasie coraz więcej będzie grał w pierwszym zespole Górnika. Dzisiaj zresztą zaprezentował się bardzo poprawnie. (ogor)
Artur Ogórek
BRAMKI
1:0 Tasić 18, 2:0 Pachelski 48
SKŁADY
Hetman: Szyszko – Malesa, Cosić, Smoliński – Albingier (65 Pliżga), Gamla, Gadziała, Tasić, Gancarczyk (85 Kowalski) – Pachelski (72 Babović), Jaromin.
Śląsk: Gruszka – Wojciechowski (54 Sasin), Sztylka, Jawny – Dorobek, Samiec, Imianowski (46 R. Lis), Woźniak, Ostrowski – Kowalczyk (65 Rudnicki), Gortowski.
KARTKI
Żółte: Kowalczyk, Woźniak, Sztylka (Ś). Sędziował: Grzegorz Szymański z Kielc. Widzów: 2500.
Po pierwszej kolejce, w której Śląsk wygrał z Ruchem Radzionków 4:0, spadkowicz z ekstraklasy ulokował się na samym czele tabeli. Koledzy z wrocławskich gazet jednak uspokajali – nie taki diabeł straszny, a wynik z „Cidrami” jest bardzo mylący. Rzeczywiście mieli rację. O sile zespołu z Dolnego Śląska mógł się na własnej skórze przekonać Hetman, zwyciężając u siebie 2:0. Gole strzelili nowi zawodnicy – Davor Tasić i Łukasz Pachelski.
Oba zespoły w okresie przygotowawczym targane były problemami organizacyjnymi i kadrowymi. Z konieczności przebudowano składy. W Hetmanie po raz pierwszy pojawili się Łukasz Pachelski i Goran Cosić, którego certyfikat wreszcie dotarł z Jugosławii. Na ławce rezerwowych zasiadł Maciej Zając, do niedawna broniący w III lidze niemieckiej.
Praktycznie pierwsza groźna akcja – w 18 min – zakończyła się zdobyciem prowadzenia przez zamościan. Seweryn Gancarczyk wrzucił piłkę z autu do Pawła Gamli, ten podał do Tasicia, a Jugosłowianin z 8 m strzelił lewą nogą tuż przy słupku. Po chwili dwukrotnie szczęścia próbował Pachelski. W odpowiedzi dwójkowa akcja Marka Kowalczyka i Ireneusza Gortowskiego zakończyła się niecelnym uderzeniem tego pierwszego. W 39 min najlepszy w zespole gości Gortowski znalazł się dogodnej sytuacji, ale niebezpieczeństwo zażegnał wślizgiem Gamla.
W przerwie nad Zamościem przeszła ulewa utrudniając grę obu drużynom. W ich poczynania wdarło się sporo chaosu i przypadkowości. Mimo fatalnych warunków Hetman zdołał podwyższyć prowadzenie. Rajd środkiem boiska przeprowadził Paweł Gadziała i został sfaulowany 25 m od bramki. Z rzutu wolnego mocno kopnął Gancarczyk, na dobitkę poszedł Pachelski i wślizgiem wpakował piłkę do siatki. Po dwubramkowej stracie wrocławianie ruszyli do śmielszych ataków. Najpierw po błędzie Andrzeja Szyszki Gortowski przestrzelił nad poprzeczką, a po chwili sytuację sam na sam zaprzepaścił Kowalczyk. W 67 min ponownie strzelał Gortowski, ale Szyszko stał na posterunku. W końcówce mecz toczył się na zasadzie – akcja za akcję, strzał za strzał. Bliski kolejnego gola dla gospodarzy był rezerwowy Nemanja Babović, ale został zablokowany przez obrońcę oraz Gamla, po strzale którego piłkę z najwyższym trudem wybił broniący Tomasz Gruszka. (ogor)
W ocenie trenerów
Marian Putyra (Śląsk)
Niestety, nie potrafiliśmy przystosować się do warunków panujących na boisku. W drugiej połowie zamiast grać prostą piłkę, stosowaliśmy metodę stu podań. Inna sprawa, że mecz ułożył się dla nas fatalnie. Moi obrońcy kompletnie zaspali przy pierwszym golu. Musimy wyciągnąć wnioski z zamojskiej lekcji. •
Dariusz Herbin (Hetman) -
Chciałbym podziękować swojemu zespołowi za walkę, a kibicom za gorący doping. Do końca nie byłem pewny w jaki składzie wystąpimy. Na szczęście w porę dotarł certyfikat Cosicia. Do przerwy Goran poprawnie kierował defensywą, ale po zmianie stron, gdy przeszła ulewa zagrał już zbyt asekuracyjnie. Swoje zadanie wypełnił Pachelski strzelając gola. Później jednak opadł z sił i musiałem go zmienić. W Gdyni zagraliśmy lepiej, lecz nie potrafiliśmy wykorzystać okazji i popełniliśmy fatalne błędy w obronie. Ze Śląskiem wypadliśmy mniej widowisko, mniej graliśmy piłką, za to zainkasowaliśmy komplet punktów.
Komentarze