Efektownym zwycięstwem nad Kolporterem Kielce zakończyły rozgrywki ekstraklasy sezonu 2002/2003 szczypiornistki Monteksu. Złote medale wręczał lubliniankom Roman Grudzień - wiceprezes Polskiego Związku Piłki Ręcznej.
04.05.2003 20:39
W spotkaniu z Kolporterem lublinianki zagrały jak na mistrzynie Polski przystało - mocno w obronie i skutecznie w ataku. Zwycięstwo różnicą 13 bramek mówi samo za siebie. Kielczanki osłabione brakiem kontuzjowanych Justyny Sebrali i Izabeli Dudy, ani przez moment nie nawiązały równorzędnej walki z gospodyniami. Nawet w drugiej połowie, kiedy trener Edward Jankowski zdjął z parkietu wszystkie zawodniczki pierwszej siódemki. Zmienniczki nie roztrwoniły przewagi, a jeszcze ją powiększyły. Montex imponował ogromną wolą walki i stworzył naprawdę ciekawe widowisko.
Sygnał do ataku dała Małgorzata Majerek. Skrzydłowa Monteksu tylko do 13 min zdobyła sześć bramek, a jej dorobek pewnie byłby większy, gdyby nie została zmieniona przez Hannę Strzałkowską. Skrzydłowa mistrzyń Polski była nie do zatrzymania, trafiała do bramki nawet przewracana przez rywalki. Gospodynie skutecznie wyłączyły z gry Natalię Artsiomienkę, najskuteczniejszą zawodniczkę ekstraklasy. Białorusinka zdobyła pierwszą bramkę dopiero w 17 min. W całym spotkaniu zaliczyła osiem trafień, z czego trzy z rzutów karnych. Na koniec nie zabrakło firmowej wrzutki, którą skutecznie wykończyła Agnieszka Wolska. Dodajmy jeszcze dobrą formą lubelskich bramkarek; oprócz wielu udanych interwencji Magdalena Chemicz obroniła rzut karny.
Po ostatnim gwizdku na parkiet polał się przygotowany wcześniej szampan. Wioletta Luberecka została podrzucona w górę przez kibiców dziewięć razy, czyli tyle ile zdobyła mistrzowskich tytułów. Zawodniczki otrzymały kwiaty od firmy Pol-Skone, która sponsorowała w tym sezonie zespół.
Montex: Chemicz, Pierzchała - Aleksandrowicz 1, Strzałkowska 2, Malczewska 1, Puchacz 1, Damięcka 4, Rola 4, Majerek 8, Martynienko 3, Duran 2, Wolska 5, Luberecka 3, Wodniak 2. Kary: 10 min.
Kolporter: Fijas, Pawłowska, K. Rębosz - D. Rębosz 2, Hołowaty 1, Czaplińska 1, Stokłosa 3, Konopka 3, Rolak, Artsiomienka 8, Bugajska 2, Svatko 3. Kary: 10 min.
Sędziowali Brenk i Chudzicki z Poznania.
Natalia Martynienko
- Bardzo się cieszę z kolejnego tytułu mistrza Polski. Niestety, radość ze złotego medalu przesłania niepokój o przyszłość klubu. Na 90 procent odejdę z Monteksu. Nowy zarząd klubu zaapelował do nas o cierpliwość, ale ja dłużej nie mogę czekać. Mam inną sytuację niż koleżanki, ponieważ jestem zawodniczką zagraniczną. Kończy się sezon i muszę konkretnie wiedzieć na czym stoję. Nie chcę kolejny raz ryzykować i czekać miesiącami na pieniądze. Otrzymałam kilka konkretnych propozycji, w tym zagranicznych. Na finał Pucharu Polski w Rudzie Śląskiej raczej pojadę, ale jeśli później nic się nie wyjaśni - odchodzę. Jest mi przykro, bo dobrze mi się grało i żyło w Lublinie. •
Ewa Damięcka
- To już mój czwarty mistrzowski tytuł z Monteksem. Bardzo bym chciała, żeby nie był ostatni. Teraz skupiam się na meczach Pucharu Polski i spotkaniach reprezentacji z Hiszpanią. Co będzie dalej nie wiem. Jednak odejdę, jeśli nie znajdą się nowi sponsorzy. To dla mnie trudna decyzja, bo chcę w dalszym ciągu występować w Lublinie i zdobywać dla niego tytuły. Jednak gra w piłkę ręczną to moja praca. Nie zmierzam znowu czekać aż klub wywiąże się ze zobowiązań kontraktowych. Poszukam nowego klubu i, niestety, odejdę.
Monika Marzec
- To rzeczywiście już dziewiąty tytuł, jednak... pierwszy smakował najlepiej. Dlaczego? Bo był po prostu pierwszy. A tak poważnie, to był dla mnie trudny sezon. Pierwszy raz w karierze przytrafiła mi się poważna kontuzja, stąd mój wkład w złote medale nie był taki jakbym sobie życzyła. Na szczęście mam już zgodę od doktora Gawędy na powrót do gry. Powinnam wystąpić już w Pucharze Polski. Przejdę również badania w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej i być może zagram w reprezentacji. Z dziewiątego mistrzostwa cieszę się przez łzy. Każdy wie w jakiej sytuacji znalazł się klub. Podobnie jak koleżanki mam pewne propozycje. Nie chcę odchodzić, ale mogę zostać do tego zmuszona. Nie zamierzam przeżywać tego co w ubiegłym roku, czyli wielomiesięcznego oczekiwania na pieniądze.
Dziewiąty tytuł mistrzyń Polski dla piłkarek ręcznych Monteksu powinien być okazją do wielkiego święta lubelskich kibiców. Niestety, jak ujęła to Monika Marzec: \"jest radość, ale przez łzy”. Przyszłość klubu jest dzisiaj wielką niewiadomą i raczej trudno o optymizm.
O sytuacji w MKS Montex pisaliśmy już wielokrotnie, być może niektórych Czytelników zdążyliśmy już znudzić tym tematem. Zamiast przedstawiać kolejne sukcesy zespołu, przybliżaliśmy trudną sytuację ekonomiczną oraz zawiłości statutu i kontraktów. Taka jest, niestety, rzeczywistość.
Zawodowy sport na najwyższym poziomie, a taki od 10 lat prezentowały szczypiornistki z Lublina, wymaga dużych nakładów finansowych. Te są w stanie ponieść jedynie zamożni sponsorzy, zyskujący w zamian reklamę i budujący swój pozytywny wizerunek. I tak było także w tym klubie. Przez wiele lat pieniądze wykładała firma Montex. Jednak w pewnym momencie, nie chcemy się spierać w którym, pieniędzy zaczęło brakować. Klub zaczął żyć ponad stan, bo jak nazwać około 2 mln zł długu, który obecnie ciąży nad MKS Montex. Kiedy drużynę zaczęło sponsorować Pol-Skone, do którego dołączyło kilka mniejszych firm, wydawało się,
że można jeszcze uratować dla Lublina drużynę rozsławiającą miasto i region. Niestety, konflikt powstały m.in. wokół trenera Andrzeja Drużkowskiego, zniweczył (zawiesił?) nadzieje. Kto miał rację w tym sporze? Jak ocenić postawę szkoleniowca, prezesa Duneckiego czy Tadeusza Strzęciwilka - prezesa honorowego? Wnioski zostawiamy Czytelnikom.
Zawodniczki nie chcą dalej czekać na należne im pieniądze i trudno im się dziwić. Klub podpisał z nimi kontrakty i klub się z nich do końca nie wywiązał. Jeżeli nowy zarząd do końca miesiąca, bo na tyle mierzą swoją cierpliwość piłkarki, nie znajdzie nowych sponsorów (czego mu serdecznie życzymy), to, niestety, w sobotę byliśmy świadkami pożegnalnego występu Monteksu. Efektownego i radosnego, ale ostatniego.
Komentarze