Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Górnik Łęczna w I lidze!

Piłkarze Górnika Łęczna w najbliższym sezonie grać będą w ekstraklasie! W rewanżowym meczu barażowym zawodnicy trenera Jacka Zielińskiego (w głównej roli na zdjęciu) pokonali 2:1 Zagłębie Lubin. Tydzień wcześniej w Łęcznej gospodarze wygrali 1:0 - w dwumeczu bezsprzecznie udowodnili swoją wyższość, awansując do krajowej elity.
Górnik Łęczna w I lidze!
Radości piłkarzy nie było końca... (Maciej Stępniewski)
Górnik jest drugim klubem Lubelszczyzny, który dostąpił zaszczytu rywalizacji w gronie najlepszych krajowych zespołów. Wcześniej trzykrotnie do I ligi awansował lubelski Motor. Bohaterem barażów był Paweł Bugała (na zdjęciu w prawym dolnym rogu), zdobywca wszystkich trzech goli dla Górnika. Wszystkie były przedniej urody, godne telewizyjnej kamery, a kibice górniczej jedenastki już mogą zacierać ręce przed wizytą krakowskiej Wisły, warszawskiej Legii i innych czołowych zespołów polskiej ligi. Od kilku sezonów Górnik pukał do bram ekstraklasy, aż wreszcie wywarzył je potężnym kopniakiem. Łęcznianie wkroczyli triumfalnie do I ligi, eliminując z niej uchodzące za potentata - Zagłębie Lubin. W rewanżu zespół Jacka Zielińskiego wygrał 2:1, a oba kapitalne gole strzelił niezawodny Paweł Bugała, który na Dolnym Śląsku zyskał sobie przydomek - \"Kata Zagłębia”. W tym sezonie jeszcze na żadnym meczu w Lubinie nie było tak licznej widowni. Siedem tysięcy fanów, wpuszczonych na stadion za darmo, przyszło zobaczyć jak ich ulubieńcy, po słabym sezonie, przynajmniej gwarantują sobie utrzymanie w lidze. 90 minut później okazało się, że przyszli na stypę. Jacek Zieliński tym razem posadził na ławkę rezerwowych Jakuba Smolaka, a na prawą stronę powędrował Ireneusz Kościalniak. Rolę ostatniego obrońcy przejął Piotr Jaroszyński, a do środka pomocy powędrował Wojciech Jarzynka. Ustawienie nieco defensywne, bo w ataku czasami zostawał tylko Andrij Griszczenko. Zagłębie chciało się zrehabilitować za słaby występ w Łęcznej i na początku mu się to udawało. O prezencie marzył Grzegorz Bartczak, który właśnie w sobotę obchodził \"osiemnastkę”. Górnik zaczął asekuracyjnie, pamiętając, że w zanadrzu ma jednego gola. Wiadomo było, że Zagłębie musiało się rzucić do ofensywy od pierwszych minut. Ataki rozpoczął Arkadiusz Klimek, strzelając z dystansu. Lubinianie częściej byli w posiadaniu piłki, co sprawił lepiej, niż przed tygodniem, funkcjonujący środek pola z Ireneuszem Kowalskim, Andrzejem Szczypkowskim i Jarosławem Krzyżanowskim, w pierwszym meczu pauzującym za kartki. Górnikom ciężko było utrzymać się przy piłce, notowali sporo strat, zostawiali rywalom za dużo swobody. Zespół Jacka Zielińskiego głównie starał się wybijać miejscowych z rytmu. Stawka meczu powodowała, że gra momentami stawała się ostra i Jacek Granat często sięgał po kartki. Okres gry w środku boiska zakończył gol dla miedziowych w 20 min. Nieoczekiwany, bo wcześniej nie stworzyli oni nawet jednej sytuacji. Po rzucie rożnym Brasilii obrońcy nie upilnowali Klimka, który wyskoczył najwyżej i posłał głową piłkę do siatki. Pięć minut później mogło być już 2:0, bo tym razem Klimek podał do Brasilii, ale ten w sytuacji sam na sam z Maciejem Mielcarzem fatalnie spudłował. Niewiele później znowu dogodną okazję zaprzepaścił Klimek. W 34 min rosły napastnik gospodarzy ponownie stanął przed szansą, ale Mielcarz wyciągnął się jak długi i wyłuskał mu piłkę spod nóg. Gdy zobaczyliśmy, że mecz w Lubinie poprowadzi najlepszy polski sędzia, uznaliśmy to za dobry znak. O naiwności! Bogdan Zając zagrał ewidentnie w polu karnym ręką, wszyscy to widzieli, Granat pewnie też, ale na punkt jedenastu metrów nie zdecydował się wskazać. Jednak od czego jest Paweł Bugała. Andrij Griszczenko zacentrował na głowę do Grzegorz Skwary, aż dwóch obrońców gospodarzy wyskoczyło do piłki, która źle wybita spadła przed \"Bułę”. Paweł naciskany przez obrońcę kopnął natychmiast prawą nogą, a ta wpadła tuż przy słupku. Wszyscy rezerwowi i trenerzy Górnika w szale radości wpadli na boisko. Gdy Zagłębie trafiło w barażu na Górnika, jedna z wrocławskich gazet przeprowadziła rozmowę z Arkadiuszem Klimkiem. Zapytany, czy zna któregoś z łęczyńskich piłkarzy, najpierw długo się zastanawiał, a po chwili wydukał - Jednego chyba znam. Nazywa się Bukała czy jakoś tak. - Teraz już raczej zapamięta. I pewnie nie tylko Bugałę. W przerwie trener Zieliński dokonał dwóch dobrych zmian - za Kościelniaka wszedł Jakub Smolak, a Wojciecha Jarzynkę zastąpił Bartek Wilk. Nie było zresztą innego wyjścia, bo obaj zarobili po żółtej kartce i kiedy zespoły schodziły do szatni, sędzia ponoć stwierdził, że jeszcze jeden faul Irka i wyleci z boiska. Bramka wyrównująca chyba podcięła rywalom skrzydła. Górnik zaczął uważniej grać w obronie, a Zagłębie najzwyczajniej nie miało sposobu na strzelenie dalszych goli. Co prawda szczęścia próbowali Kowalski, Krzysztof Kazimierczak, Olgierd Moskalewicz i Brasilia, ale były to tylko \"strachy na Lachy”. W 83 min lubińscy kibice zrozumieli, że nic już nie uratuje Zagłębia i zaczęli wcześniej opuszczać stadion. Chwilę wcześniej Bugała popisał się świetnym strzałem z rzutu wolnego, po którym piłka wylądowała za kołnierzem Jarosława Krupskiego, od tego momentu przezwanym - \"Mister Lob”. Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni w ekipie gości zapanowała nieopisana euforia. Strzeliły szampany. Trenerzy i prezesi powędrowali na ramiona i w górę. Pościnano wszystkie krawaty, a Jackowi Zielińskiemu zawodnicy spalili marynarkę. Irek Kościelaniak dyrygował zabawą w szatni, a kierownik drużyny Rysio Majewski nie krył łez. Dla Piotrka Soczewki był to już piąty awans w karierze. W niedzielę nad ranem pierwszoligowy wesoły autobus z ekipą Górnika dotarł do Łęcznej. Artur Ogórek W pierwszym meczu 0:1. Awans Górnika. BRAMKI 1:0 - Klimek (20), 1:1 - Bugała (42), 1:2 - Bugała (83). Zagłębie: Krupski - Bartczak, Zając (46 Moskalewicz), Kazimierczak - Andruszczak (51 Manuszewski), Szczypkowski Krzyżanowski (57 Kłabukow), Kowalski, Popiela - Brasilia, Klimek. Górnik: Mielcarz - Bożyk, Jaroszyński, Boguś - Kościelniak (46 Smolak), Soczewka, Jarzynka (46 B. Wilk), Bugała, G. Bronowicki - Skwara, Griszczenko (90 Bański). Żółte kartki: Krupski, Bartczak, Krzyżanowski, Andruszczak, Kowalski, Klimek, Manuszewski (Z) oraz Jarzynka, Kościelniak, Bugała, Skwara (G). Sędziował: Jacek Granat (Warszawa). Widzów: 7000. W zimie rozpoczął pracę z piłkarzami Górnika Łęczna, zastępując doświadczonego szkoleniowca Pawła Kowalskiego. Szefowie klubu nie zmieniali celu, jakim był awans do ekstraklasy. Nominację w piłkarskim środowisku przyjęto z niedowierzaniem, z mieszanymi uczuciami. Zieliński, rzucony na głęboką wodę, dał sobie radę - po barażowym dwumeczu z Zagłębiem Lubin wygranym 1:0 i 2:1, prowadzony przez niego Górnik awansował do ekstraklasy. Cel został osiągnięty, teraz przyszła pora na odpoczynek. - Kosztowalo mnie to trochę zdrowia, pora na relaks. Zabieram żonę na Wyspy Kanaryjskie, ale na pewno myśli będą błądziły po piłkarskim poletku - mówił na gorąco po sobotnim sukcesie. Górnik Łęczna jest drugim zespołem z Lubelszczyzny, który zagra w ekstraklasie. Wcześniej w krajowej elicie grał lubelski Motor, trzykrotnie wprowadzany do ekstraklasy przez Bronisława Waligórę, Lesława Ćmikiewicza i Pawła Kowalskigo, który ma współudział i przy awansie Górnika - prowadził łęcznian w rundzie jesiennej. Jacek Zieliński ma 42 lata. Karierę piłkarską rozpoczął w zespołach młodzieżowych Siarki Tarnobrzeg. Pierwszym sukcesem ówczesnego kapitana drużyny juniorów starszych było wicemistrzostwo Polski w 1978 roku. Jest trenerem I klasy. (jar) Adam Topolski (Zagłębie) Pierwsza połowa ułożyła się po naszej myśli, bo zdobyliśmy bramkę, ale dobrych sytuacji nie wykorzystali Klimek i Brasilia. W drugiej połowie Górnik nas znokautował. Co do mojego zespołu, to nie można popełniać takich błędów, jeśli chce się utrzymać w esktraklasie. Trzeba też wykorzystywać stuprocentowe sytuacje, jakie się stwarza. Od początku sezonu w Lubinie były szumne zapowiedzi walki o puchary, a skończyło się tragicznie. Mogę odpowiadać tylko i wyłącznie za sześć ostatnich spotkań ligowych i dwa mecze barażowe. Same nazwiska czy pieniądze nie spowodują, że klub będzie dobrze grał. Na dziś wiadomo że był zły dobór zawodników do pierwszego zespołu. Prasa donosiła też o tym, że w zespole są różne grupy zawodników i trudno było ich scalić i stworzyć kolektyw. Piłkarze mają to do siebie, że fajnie jest, kiedy im się płaci, fajnie jest, kiedy wystawia się ich do pierwszego składu, ale jest już trochę gorzej, kiedy się od nich trochę więcej wymaga. Z takimi nazwiskami, jakie były w Zagłębiu, zespół nie powinien był spać do drugiej ligi. Dlaczego nie wyznaczyłem indywidualnego krycia na Pawła Bugałę? Bo wydawało mi się, że Grzegorz Bartczak dobrze sobie z nim radzi w obronie. Jacek Zieliński (Górnik) Ziścił się sen, o którym marzyliśmy. Po wielu latach na Lubelszczyznę wróciła pierwsza liga. Przebiliśmy Zagłębie wolą walki i konsekwencją. Gdyby Klimek strzelił drugą bramkę, to by nas dobiło, ale moi chłopcy grali konsekwentnie. Chwała moim zawodnikom, którzy perfekcyjnie wypełniali założenia taktyczne. Pokazaliśmy, że po pojedynczych występach nie można wystawiać ocen. Byliśmy krytykowani za niektóre mecze, ale zadaliśmy temu kłam. Wygraliśmy zasłużenie. Spuściliśmy taką firmę, jak Zagłębie. Na początku gospodarze trochę nas zaskoczyli, ale szybko odzyskaliśmy wigor. Później już zaczęliśmy grać konsekwentnie w obronie. Wszyscy jeszcze jesteśmy oszołomieni, jak po lekkim nokaucie. Teraz myślę już o zasłużonym wypoczynku. Mamy wolne do 7 lipca. Zabieram żonę na wakacje na Wyspy Kanaryjskie. • • Na Dolnym Śląsku ochrzcili cię \"Katem Zagłębia”. - Słyszałem takie opinie. Przed barażem trochę nas lekceważyli, co wyrażali w niektórych wypowiedziach. Nie docenili nas, to teraz nich się martwią. A dla mnie to najszczęśliwszy moment w karierze. • Zostałeś prawdziwym bohaterem. Strzeliłeś trzy gole i załatwiłeś \"miedziowych”. Które z tych trafień podobało ci się najbardziej? - Wszystkie mi się podobały. Pierwszy był \"za kołnierz”, drugi strzelony z prawej nogi, tuż przy słupku, a trzeci też \"za kołnierz”. Choć trzeba przyznać, że błąd przy nim popełnił bramkarz. • To chyba dopiero twój pierwszy, i ostatni, gol w tym sezonie, którego strzeliłeś z rzutu wolnego? - Faktycznie. Trochę tych wolnych wykonywałem, ale nic nie chciało wpaść. Ostatnio załatwili nam do klubu mur i sporo trenowałem. Ale Wojtek Jarzynka jeszcze częściej ode mnie strzela do siatki z rzutów wolnych. • Koniec był szczęśliwy, ale początek nie wyglądał najlepiej... - Byli lepsi w środku, bo za mało podchodziliśmy do rywali. Po pół godzinie to poprawiliśmy i od razu przyszły efekty. Dobrze, że sytuacji nie wykorzystali Brasilia i Klimek, bo moglibyśmy się nie podnieść. A tak to wyrównaliśmy, co okazało się dla Zagłębia gwoździem do trumny. • Dlaczego po pierwszym golu złapałeś się za głowę? - Po prostu nie wierzyłem, że piłka wpadła do siatki. Jeszcze któryś z rywali mnie popchnął, potknąłem się, a kiedy podniosłem głowę zobaczyłem, że jest gol. Andrij Griszczenko też przyjął go z niedowierzaniem i trzymał się za głowę. • Przed meczem w Lubinie dużo było straszenia wielkim boiskiem. - Ono tak tylko wygląda z góry. A płyta ogromna wcale nie jest. Na pewno jest szersza od naszego boiska, ale na długość chyba taka sama. • Świętujecie awans, ale po dwóch tygodniach wypoczynku rozpoczynają się przygotowania już do nowego sezonu w ekstraklasie. Tobie kontrakt kończy się 30 czerwca. Zostajesz w Łęcznej? - Będę dopiero rozmawiał na ten temat. Wcześniej miałem zaprzątniętą głowę barażem. Teraz jest awans, zobaczymy jak to wszystko się ułoży. • Na brak ofert chyba nie narzekasz? - Było ich kilka. • W tym z zagranicy? - Też. Rozmawiał Artur Ogórek Gdy Górnik wyrównał stan meczu na 1:1 Łęczna eksplodowała po raz pierwszy. Drugi raz, gdy Paweł Bugała strzelił na 2:1, a trzeci po ostatnim gwizdku. A później zaczęło się całonocne szaleństwo. Balkony pełne były kibiców. Lokale pękały w szwach. Rozpoczęły się śpiewy – „ekstraklasa jest nasza” – i tańce. Piwo lało się strumieniami. Po ulicach jeździły samochody z zielono-czarnymi flagami. Trąbiły klaksony. Jeszcze w niedzielę rano z pijalni piwa dochodziły głośne śpiewy – „Górnik to jest potęga, Górnik najlepszy jest...”. Jak wielkim wydarzeniem dla Łęcznej jest awans świadczy również jedno z ogłoszeń parafialnych w kościele Św. Barbary. Proboszcz Andrzej Lupa przekazał swoim parafianom, że Górnik jest w ekstraklasie! Wśród księży nie brakuje wielkich kibiców futbolu. Wczoraj do naszej redakcji zadzwonił ks. Janusz Kozłowski z Ludwina, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami. – Chciałem jechać do Lubina, ale to jednak kawałek drogi. No i nie miałem zastępstwa na niedzielę. Byłem przekonany, że Górnik awansuje do ekstraklasy. Miałem taki wewnętrzny spokój. Teraz będziemy mieli trochę fajnej zabawy – powiedział Człowiek Roku według Czytelników naszej redakcji.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama