Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wszędzie dobrze, ale w...  Straszęcinie najlepiej

Sympatyczna pani Tereska w recepcji Ośrodka Przygotowań Piłkarskich w  Straszęcinie już trzynasty raz powitała ekipę łęczyńskiego Górnika. Trzynastka na pewno nie będzie pechowa, bo przecież po raz pierwszy w Straszęcinie gości Górnik pierwszoligowy
Wszędzie dobrze, ale w...    Straszęcinie najlepiej
Robert Mioduszewski z niejednego bramkarskiego pieca chleb jadł, więc powinien być mocnym punktem
Mimo awansu do elity polskiego futbolu, nie zmieniono wypróbowanego miejsca przygotowań, bo jak mówi Ryszard Majewski, kierownik drużyny z Łęcznej - wszędzie dobrze, ale w Straszecinie najlepiej. I trudno zaprzeczyć, lustrując obiekty, od niedawna noszące imię Kazimierza Górskiego, najwybitniejszego polskiego trenera futbolu Ducha reprezentacji Polski z 1974 roku czuć (a w zasadzie widać) w ośrodku niemal na każdym kroku - historyczne już zdjęcia autorów wspaniałego sukcesu (trzecie miejsce w świecie) przypominają o zwycięstwach z Włochami, Argentyną, Brazylią. Ale Górnik nie pojechał na Podkarpacie z nostalgiczną misją; wręcz przeciwnie - liczy się to co będzie, więc wszyscy zakasali rękawy i solidnie pracują. Choć w meczach kontrolnych gra się jednak nie klei... - Ważne, żeby się kleiła w lidze - mówi trener Jacek Zieliński, którego we wtorkowy poranek zastaliśmy na codziennym przeglądzie prasy, po śniadaniu. - Pewnie, że przyjemnie jest, gdy w sparingach się wygrywa, gdy gra się klei. Ale naprawdę, byłoby to nawet dziwne, gdyby zespół, który dopiero się tworzy, w którym gra pięciu czy sześciu nowych zawodników, był zgrany i ciągle zwyciężał. A skoro mówimy o wynikach - nie przegrywamy. Powtórzę jednak jeszcze raz, że do rezultatów przywiązuję małą wagę. Najważniejsze, że - odpukać - na razie omijają chłopaków poważniejsze urazy, że nikt się nie obija, że każdy zdaje sobie sprawę z wysoko zawieszonej poprzeczki - pierwsza liga to przecież najwyższa krajowa jakość. Zahaczony o ocenę dotychczasowych sparingów, trener Zieliński, najwyżej ocenił grę z Odrą Wodzisław. - Widać było, że nasi przeciwnicy przewyższali nas doświadczeniem. Tym, czego uczy liga, a czego nie da najlepszy choćby sparing. Jednak na szczęście nie było widać wielkiej różnicy umiejętności piłkarskich. Trzeba się cieszyć, że mamy szeroką, wyrównaną kadrę, która powinna być wystarczająca do dobrej gry w lidze. Podstawowy skład krystalizuje się. Myślę, że z tego zespołu da się wiele wykrzesać - zakończył Zieliński, udając się na odprawę przed sparingiem z Cracovią. A naszą reporterską ekipą, zajął się oczywiście \"kiero” - Ryś Majewski, pokazując dobrodziejstwa straszęcińskiej bazy. -To mój trzynasty raz w Straszęcinie, a 52 obóz z Górnikiem. Zmieniali się trenerzy, ale Straszęcin i Majewski zawsze razem - opowiada jak zwykle pogodny kierownik-masażysta, oprowadzając nas po ośrodku i... zachęcając do korzystania z basenu (z czego nie skorzystaliśmy, bo pływamy dobrze, ale w wodzie nam nie najlepiej wychodzi). - Nikt nie ma prawa na cokolwiek narzekać. I nikt nie narzeka, a atmosfera w zespole jest naprawdę dobra. Nie ma podziałów na nowych, starych, choć oczywiście wiadomo, że ci starsi, przyjaźniący się od wielu lat, więcej przebywają ze sobą. Tak samo jak normalne, że chłopaki ze Śląska też mają więcej wspólnych tematów. A jak już Irek Kościelniak z Tomkiem Prasnalem zaczną \"gadać gwarą”, a dołączy się do nich Tomek Copik czy Wojtek Korzan, to już \"kino miś”. Nie da się ukryć - tuż po sparingu, przy barowej ladzie spotykam oczekującego na obiad Tomka Prasnala, pijącego soczek. Za chwilę pojawia się Irek Kościelniak. No i zaczyna się \"śląska jazda” - odtworzyć tego bez korzystania z dyktafonu nie sposób, ale żartom nie było końca. Tomek Prasnal to jeden z pięciu nowych piłkarzy pozyskanych przez Górnika Łęczna. Niedawno w gazetach koledzy z Zabrza trochę go podrażnili, wytykając nieoczekiwaną - dla nich - przeprowadzkę z macierzystego klubu. - Niech sobie mówią co chcą, ja uważam, że zrobiłem dobrze, bo trafiłem do dobrego, zorganizowanego klubu - odpiera zarzuty zadziorny pomocnik. - Od początku gram w piłkę w Górniku i... pod tym względem nic się nie zmieniło. A tak poważnie - z prezesem Koźmińskim rozmawialiśmy kilka razy, ale na jakiekolwiek konkrety nie doczekałem się. A oferta z Łęcznej była właśnie konkretna, długo się nie zastanawiałem. W Zabrzu nie brakuje kłopotów związanych z funkcjonowaniem klubu. Od kilku lat trwały spory poprzednich prezesów, akcjonariuszy i do dziś nie ma pewności co będzie dalej. Tu takich problemów nie ma. Na razie zamieszkałem w klubowym hotelu, bo przed wyjazdem na zgrupowanie nie było potrzeby załatwiać czegoś w pośpiechu. Chyba będziemy szukali mieszkania w Lublinie, bo w Łęcznej będzie o to znacznie trudniej. Ale to żaden problem. Tomek nie grał w sparingu z Cracovią zremisowanym 1:1 (o czym obszernie pisaliśmy w środowym Dzienniku). Dzień wcześniej, na treningu, miał \"przyjemność” zderzyć się z ostro interweniującym Bartkiem Rachowskim. Na szczęście przerwa w grze nie będzie długa, tak jak w przypadku Mirka Budki, który również mecz z Cracovią obejrzał z trybun. Zagrał natomiast Wojtek Jarzynka, ale tego sparingu mile wspominał nie będzie. - Trzy, cztery tygodnie przerwy - mówił po meczu kuśtykając do szatni. - \"Pechówa” - staw skokowy mam całkowicie rozwalony. Szkoda, że w tak ważnym momencie, bo przecież podstawowa jedenastka jeszcze się nie ukształtowała. Trener mówi, że szukam sobie pozycji na boisku? Pewnie tak. Na stoperze zagra - jak wszystko wskazuje - Artur Kościuk, a i Piotrek Jaroszyński stawiany jest na \"ostatnim”, gdy nie gra Artur. Dlatego mnie pozostało walczyć o miejsce w pomocy, co wcale mnie nie przeraża. Tyle że teraz szukanie się oddala. Jak ocenia grę Górnika w dzisiejszym meczu? Hm, trudne pytanie, bo mogliśmy wygrać, a był tylko remis. Pocieszające, że stworzyliśmy sporo sytuacji, cóż z tego, skoro \"Grisza” ich nie wykorzystał. Ale remis, to nie tylko wina napastników. Musimy się zgrywać; tyle że czasu coraz mniej. W sumie trzeba być jednak dobrej myśli. Bartek Rachowski, który tak bezpardonowo potraktował Prasnala, najpierw dobrze rozgrzał Roberta Mioduszewskiego, po czym cierpliwie odpowiadał na nasze pytania. - Gdy się ostro trenuje, to i \"wióry lecą” - ocenił starcie z Prasnalem. - Tak bywa, przecież nie sfaulowałem go celowo. To nie szachy, mnie trenerzy też rozliczają i oceniają za grę. Zresztą nic groźnego się nie stało i Tomek szybko wróci do normalnych treningów. Czy nie żałuję, że zdecydowałem się na \"ławę” w Górniku, a nie grę w trzecioligowym Motorze? Po pierwsze, to... jeszcze nikt nie powiedział, że jestem skazany na ławkę. A tak poważnie, to zdaję sobie sprawę, że Robert Mioduszewski jest bardziej doświadczony ode mnie i nie po to przyszedł do Górnika, żeby grzać ławę. Co nie znaczy, że stawiam się na zupełnie straconej pozycji. Będziemy solidnie trenować, a dla mnie to powinna być korzyść. Sam fakt bycia w pierwszoligowym zespole, to już bardzo dużo. Na treningach w dobrym towarzystwie, z dobrym trenerem - a na pewno takim jest Artur Sejud - można bardzo wiele zyskać. Bramkarze, niestety, mają trudniejszy piłkarski żywot, bo pozycja na boisku jest tylko jedna. Ale można mnożyć przykłady, że nie wszyscy na ławce zmarnowali kariery. Wystarczy spojrzeć na mojego trochę starszego kolegę z Lublinianki, Adasia Piekutowskiego. Długo jeździł od klubu do klubu - raz bronił, więcej siadał na ławce. Aż w końcu dostał szansę po kontuzji Hugesa i stał się tak mocnym punktem krakowskiej Wisły, że w tym sezonie jest numerem jeden i kto wie czy nie zagra w Lidze Mistrzów. Dlatego czekam cierpliwie w Górniku, trenuję solidnie i wierzę, że dużo przede mną. W końcu jeszcze... nie jestem taki stary. Mimo remisu z Cracovią nastroje w czasie obiadu i po południu nie były najgorsze. Co prawda nie każdy był zadowolony ze swej gry, z wyniku, ale nie było też powodów do rozpaczy. A już z pewnością nie musiał mieć do siebie wielkich pretensji Piotrek Jaroszyński, grający przez pełne 90 minut. - Tak dobrze to jeszcze nie jest. Słyszałeś, ile się na mnie nadarł - i słusznie - Robert Mioduszewski. Ale to dobrze. Żyje w bramce, pomaga kierować obroną, w końcu z niejednego pieca chleb jadł. Czy myślę o podstawowej jedenastce? Nie ma co mówić, wśród obrońców jest w kadrze ciasno, chyba nie ma pewniaków. No, może poza Arturem Kościukiem, który tak jak i ja gra na stoperze. Na szczęście trener testuje mnie nie tylko na środku obrony, ale i na bokach, więc nie jestem bez szans. A z Arturem też gra się bardzo dobrze. Dużo mówi, dużo widzi, ma ligowe doświadczenie. W sparingach prawie nie tracimy goli, co przecież jeszcze jesienią było nasza dużą bolączką. Tak w ogóle to tworzy się solidny zespół i chyba rozumiemy się także poza boiskiem. Na pewno pomagają w tym choćby takie imprezy integracyjne jak w niedzielę. Zaproszono nas do Kobylanki na mecz. Przyszło 1,5 tysiąca ludzi, a później wszyscy bawili się przy ognisku, przy grillu i drobnym piwku. Przyjęli nas po królewsku, jak prawdziwych pierwszoligowców. Były okazje do żartów, śpiewów. To pomaga, bo na co dzień nikt się nie opieprza, tylko mocno trenuje. A po obiedzie najbardziej potrzebujący wpadli w ręce Rysia Majewskiego, który wraz z trenerem Zielińskim zaordynował odnowę biologiczną. Sauna, masaże, jacuzzi. Kto chciał mógł zagrać w nożnego tenisa, kto chciał mógł... pójść na ryby. - Wzięliśmy z Grześkiem Bronowickim wędki i wieczorkami relaksujemy się - mówi Paweł Bugała, na którego zwróconych jest najwięcej par oczu postronnych kibiców. To przecież ten, co \"załatwił Górnikowi awans” - słychać było na straszęcińskich trybunkach. Ale potyczki z Cracovią Paweł mile wspominał nie będzie, bo ani gra mu się nie kleiła, ani gola nie strzelił, a jeszcze musiał przed czasem zejść z boiska z powodu kontuzji. • Czujesz że masz miejsce w pierwszym składzie? - Dziś miałem.. • A w lidze? - Zadecyduje trener. • Ryby biorą? - Nie bardzo. • Masz już dość wyjazdów na wschód? - Dlaczego tak myślisz? Podpisałem z Górnikiem umowę na rok. Mój menedżer nadal rozgląda się za atrakcyjną ofertą. Niekoniecznie na wschodzie, ale i tam warto jechać, jeśli propozycja jest korzystna. • Zadowolony jesteś z dotychczasowych sparingowych występów? - Nikt nie może być zadowolony. Na razie gramy jak gramy, ale złapanie odpowiedniego rytmu to - mam nadzieję - kwestia czasu. Jedni czekali na kolację, inni na... powrót Artura Kościuka. Wprawdzie to sportowy obóz, ale... pępkowe, to pępkowe. Choćby lampką szampana wypada uczcić narodziny Kościuka juniora, którego tata już wcześniej ustalił w klubie, że na \"godzinę 0” musi być w Łodzi. I był, witając na świecie syna. Nie były to pierwsze górnicze narodziny podczas zgrupowania w Straszęcinie. Dzień wcześniej z radością, ale i ze spokojem rutyniarza, urodziny syna przyjął Jacek Fiedeń, II trener Górnika. Trudno się dziwić, skoro to już trzeci syn w rodzinie pana Jacka, a i córka jest wpisana do dowodu. - I to nie koniec! - żartowali piłkarze, a Jacek bynajmniej nie zaprzeczał. I tak minął kolejny dzień na piłkarskim zgrupowaniu w Straszęcinie. W czwartek kolejna solidna porcja treningów, a dziś ostatni sparing ze Stalą Rzeszów, również goszczącą w tym ośrodku. Potem prysznic, obiad i w drogę do Łęcznej. Później wolny weekend, we wtorek przedligowe przetarcie w Pucharze Polski - mecz z Koroną w Kielcach. Następnie dziesięć dni taktycznych szlifów i w sobotę, 9 sierpnia, o godz. 17 to, na co czeka cała piłkarska Łęczna i Lubelszczyzna od 11 lat - znów pierwszoligowa piłka zawita do naszego regionu. I niech zostanie jak najdłużej! •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama