Smutna prawda i wielkie aspiracje
We wrześniu piłkarki ręczne rozpoczną walkę o dziesiąty z rzędu tytuł mistrzyń Polski. O przyszłości klubu trudno jednak coś powiedzieć, bowiem nikt nie chce udzielać oficjalnych informacji. Dlaczego? - można tylko spekulować i snuć domysły... zbieżne ze smutną prawdą.
- 10.08.2003 21:30
Przed kilkoma dniami podczas walnego zebrania sprawozdawczo-wyborczego MKS Montex z funkcji prezesa klubu zrezygnował - z powodów osobistych - Robert Kozłowski. Dymisja nie została na razie przyjęta, delegaci poprosili prezesa o czas na znalezienie następcy. Zebranie przerwano, przesuwając drugą część na początek września. Podobno wtedy poznamy nowego szefa klubu.
Robert Kozłowski urzęduje w Monteksie od kwietnia 2003 roku. Jest trzecim prezesem w ostatnich dwóch latach. Objął klub zadłużony na ponad dwa miliony. Nie udało się mu zatrzymać firm Pol-Skone, Vepecis i Anwo, które po stosunkowo krótkiej współpracy (ale zapowiadającej się owocnie) zrezygnowały ze sponsoringu, na skutek znanych powszechnie zawirowań w klubie (przede wszystkim odwołanie poprzedniego zarządu, z prezesem Leszkiem Duneckim). Trudno jednak obarczać odpowiedzialnością za fiasko rozmów Kozłowskiego. Podobnie jak za kadrowe ubytki za jego kadencji. Z zespołem pożegnało się siedem zawodniczek (Natalia Martynienko, Izabela Puchacz, Monika Marzec, Joanna Wodniak, Hanna Strzałkowska, Agnieszka Wolska, Katarzyna Duran), nie chciał również wznowić pracy przywrócony do niej trener Andrzej Drużkowski, czemu w zaistniałej sytuacji trudno się dziwić.
Prezes Kozłowski podpisał umowę z tajemniczym wciąż sponsorem. Nieoficjalnie mówi się o nowym lubelskim sieciowym hipermarkecie, który miałby przekazywać klubowi około 50 tys. zł miesięcznie. Czy tak jest naprawdę? Musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na oficjalne przedstawienie sponsora. W każdym bądź razie przelane awansem raty pozwoliły zredukować nieco wielomiesięczne zaległości wobec zawodniczek. Kozłowski zabiega o pieniądze na wypłaty za lipiec, choć nie chciał ujawnić z jakiego źródła. Zarząd kierowany przez ustępującego prezesa skrupulatnie wywiązywał się z płacenia podatków i innych zobowiązań. Terminowo wpłacał raty restrukturyzacyjne do Urzędu Skarbowego (w grudniu zapadnie decyzja czy postępowanie zostanie uznane). Miał ograniczone pole manewru ze względu na groźbę zajęcia konta bankowego przez Urząd Skarbowy. Opracował też plan indywidualnego sponsorowania zawodniczek przez poszczególne firmy.
Sprawozdanie komisji rewizyjnej określiło kondycję finansową klubu. Koszty funkcjonowania MKS Montex wyniosły około 2,5 mln zł. W 2002 roku po raz ostatni zawodniczki otrzymały pełną wypłatę w marcu, a kolejną dopiero w grudniu. Pierwsze zaległości powstały już rok wcześniej. Komisja rewizyjna przekładała informacje o zatorach w wypłatach, podatkach i składkach ZUS już w 2001 roku (sierpień-wrzesień). Rok 2002 MKS Montex zakończył z ponadmilionową stratą. Jeżeli dodać do tego kolejny milion długów z poprzednich lat, to zbierze się kwota niebagatelna.
Delegaci na walne zebranie, na wniosek komisji rewizyjnej, nie udzielili absolutorium za rok 2002 dwóm urzędującym w tym czasie zarządom, którymi kierowali Ireneusz Samodulski (zarząd tworzyli: Paweł Wójciak, Wiesław Brodowski i Tomasz Ziarno) - do listopada 2002 r. oraz Leszek Dunecki (zarząd tworzyli: Wójciak, Arkadiusz Bratkowski, Jacek Iwanicki, Wioletta Luberecka i Grzegorz Martychowiec) - do kwietnia 2003 r.
W sprawozdaniu komisji rewizyjnej więcej zarzutów padło pod adresem pierwszego zarządu. Komisja uznała, że funkcjonował na poziomie nieadekwatnym do ekonomicznych realiów. Przede wszystkim nie znaleziono sponsora strategicznego, a tym samym powiększono długi. Nieopłacone podatki i ZUS powodowały blokady konta. Na plus zapisano temu zarządowi nieustawanie w wysiłkach w celu poprawy sytuacji oraz przygotowanie wniosku o restrukturyzację zadłużenia w Urzędzie Skarbowym. Mimo wielu prób nie udało nam się skontaktować z prezesem Samodulskim, stąd nie poznamy jego opinii na temat postawionych zarzutów.
Zarząd, na którego czele stanął Leszek Dunecki, wzbudził chyba najwięcej kontrowersji w całej historii klubu. Wypowiedzenie przez prezesa warunków umowy o pracę trenerowi Andrzejowi Drużkowskiemu i ujawnienie zapisu o ponad 150-tysięcznej premii dla szkoleniowca wywołało prawdziwą burzę. W konsekwencji Dunecki stracił pracę, a szkoleniowiec przeniósł się do Kolportera Kielce.
Trzeba jednak przyznać, że Dunecki miał sporo osiągnięć w swojej blisko półrocznej pracy. W przeciwieństwie do swoich poprzedników znalazł strategicznego sponsora - Pol-Skone. Wkrótce dołączyły Vepecis Polska i Anwo. Podpisał również aneks do umowy z Lubelskim Węglem SA. Montex zaczął po długiej przerwie wypłacać pensje, ale balast długów dał szybko o sobie znać. Odbiło się to zajęciem gotówki na koncie klubu. Komisja rewizyjna wytknęła temu zarządowi nieodprowadzenie podatków i składek ZUS, co w głównej mierze było spowodowane koniecznością sfinansowania kosztów udziału w Lidze Mistrzyń. Według różnych źródeł gra w europejskiej elicie to wydatek około 200 tys. zł. Pomimo wsparcia sponsorów, pieniędzy na wszystko nie starczało.
Zarząd Duneckiego rozpoczął restrukturyzację zadłużenia w Urzędzie Skarbowym, zaczął zmniejszać koszty funkcjonowania klubu dostosowując je do możliwości. Poszukiwał kolejnych sponsorów i wedle słów prezesa był bliski ich pozyskania.
Sytuacja MKS Montex jest nie do pozazdroszczenia; to niezaprzeczalny fakt. Jeden możny sponsor (niestrategiczny) zaspokajający może ćwierć potrzeb, przerzedzona kadra i ponaddwumilionowe długi (w tym w znacznym stopniu wobec ZUS i Urzędu Skarbowego), to najogólniejszy obraz 9-krotnego mistrza kraju. Fiskus już niejednokrotnie pokazał, że nie odpuści swoich należności. Czy w tej sytuacji znajdą się następne firmy, które zechcą sponsorować piłkarki ręczne? Każdy przelew od sponsora grozi zablokowaniem konta klubu lub tytułami wykonawczymi dla sponsora, czyli nakazem przelania obiecanych klubowi pieniędzy na wskazane konto wierzycieli. Zadania odbudowy klubu nie ułatwiły jak na razie obniżenie wydatków na płace (co wiąże się z odejściem kilku podstawowych dotychczas zawodniczek), bo i tak wynagrodzenia stanowią znaczący - co zrozumiałe - procent budżetu. Planowany indywidualny sponsoring poszczególnych piłkarek przez chętne do tego firmy to wyjście tymczasowe.
Przed rozpoczęciem sezonu z Monteksu odeszło siedem zawodniczek, w ich miejsce pozyskano Innę Silantievą i Mirosławę Hipnarowicz z Jelfy Jelenia Góra. Prezes Kozłowski poinformował nas, że doszło już do porozumienia między klubami na zasadzie wzajemnych rozliczeń. Transfery nie zostały jednak oficjalnie parafowane. Zgodnie ze związkowymi przepisami, nawet w przypadku wygaśnięcia kontraktu, zawodniczka przez rok nie może wybrać nowego pracodawcy bez zgody poprzedniego klubu, jeśli ten wywiązał się wobec niej ze wszystkich zobowiązań. W poprzednim sezonie przez taki zapis do Lublina nie przeszła Krystyna Wasiuk, bo Montex nie chciał zapłacić za nią Kolporterowi Kielce.
Przed nowym prezesem MKS Montex (już czwartym na przestrzeni ostatnich dwóch lat), którego poznamy we wrześniu, stoi duże wyzwanie pokierowania klubem w trudnej sytuacji ekonomicznej. Duże wyzwanie stoi także przed zespołem mierzącym w jubileuszowy dziesiąty tytuł mistrza Polski. Ubytki kadrowe i wielkie kłopoty nie napawają optymizmem, więc osiągnięcie celu będzie dużą sztuką. Ale jeszcze większą byłoby wyprowadzenie klubu na prostą.
Gdy przez lata całe bezapelacyjnie wiedzie się prym w kraju, aspiracje podboju Europy spędzają sen z powiek, a w pamięci zostaje tylko to co miłe i radosne – trudno bez walki oddać splendory i zająć rolę szaraczka. Nie dziwią więc próby szukania przeróżnych rozwiązań wymyślanych w Monteksie od co najmniej dwóch lat, czyli od chwili, gdy rozpoczęło się ekonomiczne staczanie po równi pochyłej. Wydawało się, że degrengolada została powstrzymana, bo deklarowana i wcielona w czyn pomoc firmy Pol-Skone dawała ogromne szanse wydźwignięcia się z kryzysu. Krótkowzroczność i głupota sprawiły, że sponsor zrezygnował ze współpracy. Zrezygnował, bo nikt rozsądny nie będzie wydawał swych złotówek, nie mając wpływu na ich wydawanie. W Monteksie o tym zapomniano. Między bajki można więc włożyć kuluarowe plotki, jakoby sponsor szukał pretekstu do rozwiązania umowy. A jeśli nawet tak było – w co nie wierzę – pretekst podano na tacy, z rozbrajającym infantylizmem. Czy można w tym kontekście dziwić się, że rozpaczliwe apele o pomoc nie znajdują poważniejszego oddźwięku? Raczej nie, bo niestety klub od dawna traci na wiarygodności, a o małe kwoty nie chodzi. Ratowniczych akcji mających na celu reanimację 9-krotnego mistrza Polski nie krytykuję, ale powodzenia im nie wróżę. Bilans otwarcia dla ewentualnych udziałowców czy sponsorów jest bowiem tragiczny.
Krytykować i wytykać błędy jest łatwo. Gorzej z pomysłem na rozwikłanie problemów. Realnych pomysłów na przywrócenie złotego blasku mistrzowskiemu klubowi nie ma. Szkoda natomiast, że nie ma też alternatywnego planu ratowania nie tyle zasłużonego klubu, co tracącej na popularności dyscypliny, która w Lublinie ma jeszcze sympatyków. Być może większy pożytek byłby z równoległej budowy drużyny od podstaw, w nowym stowarzyszeniu, niż łudzenie siebie i innych nadziejami. Zmiany prezesów niczego już dać nie mogą, bo personalia w tej chwili nie są ani przeszkodą, ani atutem. Z kolei wycofanie przed rokiem drużyny rezerw z rozgrywek I ligi było dużym błędem. Krótki odpoczynek od ekstraklasy wyszedł na dobre niejednemu klubowi znajdującemu się w tarapatach. W przypadku Monteksu mógł być to odpoczynek bardzo krótki, a zarazem otwierający nową kartę w historii lubelskiego szczypiorniaka. Wybrano inną drogę, dzięki czemu mamy jeszcze drużynę w ekstraklasie, niektórzy mają jeszcze nadzieję na dziesiąty tytuł mistrza Polski, ale trudno dopatrzyć się perspektyw. Żeby zyskać, często trzeba coś stracić. W Monteksie tracono niestety czas, a co gorsza – nadal tok myślenia nie ulega zmianie. Sytuacja piłki ręcznej nad Bystrzycą również. A jeśli się zmienia, to na gorsze. Zaś kuponów (do odcinania) ze śladami nie tak dawnej świetności zostało coraz mniej.
Mariusz Giezek
Reklama













Komentarze