Górnik utopił Wisłę
Lepszej inauguracji Górnika w ekstraklasie nie można było sobie wyobrazić. Zespół trenera Jacka Zielińskiego w historycznym debiucie pokonał 3:1 Wisłę Płock. Bohaterem spotkania został Grzegorz Skwara, dla którego wprawdzie zabrakło miejsca w podstawowej jedenastce, ale zdążył zdobyć historycznego gola, wypracował ostatniego, a rzucie wolnym, podyktowanym za faul na nim, Mirosław Budka pokonał raz jeszcze Jakuba Wierzchowskiego.
- 10.08.2003 20:15
BRAMKI
1:0 - Skwara (45), 2:0 - Budka (81), 2:1 - Wasilewski (87), 3:1 - Kłosiński (90)
SKŁADY
Górnik: Mioduszewski 7 - Kościelniak 8, Kościuk 7, Bożyk 7, Boguś 3 (Skwara 9) - Pastuszka 7, Soczewka 8, Budka 8, Bugała 8 (85 Jaroszyński nie sklasyfikowany), Pastuszka 7 - Griszczenko 7 (72 Kłosiński 3).
Wisła: Wierzchowski - Wasilewski, Romuzga, Gęsior, Janus - Jakubowski (73 Matusiak), Preiksaitis, Terlecki (46 Branfiłow), Kobylański - Jeleń, Mikulenas (63 Gevorgyan).
Czerwona kartka: Kobylański (w 33 min za 2 żółte). Żółte kartki: Pastuszka (G) - Wasilewski, Kobylański (W). Sędziował: Krzysztof Złotek (jako główny) oraz Tomasz Rusek, Radosław Siejka (Łódź). Widzów: 4500.
PIŁKARZ MECZU: Grzegorz Skwara.
OCENA MECZU (w skali 1-5): 4.
W sobotę o godz. 18.15 Grzegorz Skwara zdobył historycznego gola dla Górnika. Radosny okrzyk ponad 4-tysięcznej widowni słychać chyba było na drugim krańcu Łęcznej. To był dopiero początek radości fanów beniaminka, niezmąconej nawet honorowym trafieniem Marcina Wasilewskiego. Oprócz Skwary na listę strzelców wpisali się bowiem dwaj inni futboliści z Łęcznej – Mirosław Budka i Krzysztof Kłosiński, dzięki czemu Górnik wygrał 3:1 z Wisłą Płock.
Debiut okazał się więc wymarzony. Po pierwszej kolejce spotkań drużyna trenera Jacka Zielińskiego jest wiceliderem. Już w sobotę kolejne wyzwanie – mecz z Legią w Warszawie, a później wizyta w Łęcznej obecnego lidera tabeli – Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, czyli kolejna porcja emocji, których również nie brakowało w sobotnie popołudnie. A i poziomem powinien zadowolić kibiców. – To oczywiste, że cieszymy się z wygranej, ale o euforii nie ma co mówić, trzeba już żyć kolejnym meczem, z Legią – dzielił się po spotkaniu swymi wrażeniami trener Jacek Zieliński, który podobnie jak Górnik udanie debiutował w trenerskiej roli w ekstraklasie. Nie wpadając więc w euforię gratulujemy szkoleniowcowi i jego zawodnikom udanej inauguracji.
Na zdjęciu: jedna z wielu ciekawych akcji sobotniego meczu – Andrija Griszczenkę w ostatniej chwili powstrzymał Dariusz Romuzga, ratując Wisłę od utraty gola – gdyby nie rozpaczliwy wślizg obrońcy, Jakub Wierzchowski zapewne sięgałby do siatki (od czego i tak w Łęcznej się nie uchronił).
Na ten mecz piłkarska Lubelszczyzna czekała przeszło dziesięć lat. Niestety, nie wszystkim udało się nim emocjonować. Wejściówki okazały się bardzo pożądanym towarem. Tak bardzo, że przed stadionem pojawiły się nawet \"koniki”. Na trybunach zasiadło 4,5 tys. widzów.
Dwie godziny przed meczem zespół gospodarzy powrócił z krótkiego zgrupowania z Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Tam zapadły decyzje o wyjściowym składzie. Ale już w sobotnim wydaniu Dziennika podaliśmy prawdopodobny skład, który w stu procentach potwierdził się z wyjściowym. Trenerzy zdecydowali ustawić defensorów czwórką w linii oraz wystawić jednego napastnika Andrija Griszczenkę. To ustawienie było później zmodyfikowane, bo po czerwonej kartce dla Andrzeja Kobylańskiego oraz kontuzji Marcina Bogusia, na murawie pojawił się Grzegorz Skwara i \"górnicy” zaczęli grać bardziej ofensywnie, przechodząc do systemu 3-5-2.
Gospodarze rozpoczęli odważnie i tylko dzięki interwencji Dariusza Gęsiora (najlepszy w Wiśle) Paweł Bugała nie zdobył prowadzenia. \"Nafciarze” odpowiedzieli strzałem głową właśnie Gęsiora, ale Robert Mioduszewski spisał się bez zarzutu. Oba zespoły grały szybko i odważnie, dlatego sporo ciekawego działo się pod obiema bramkami. W 29 min powinno być 1:0 dla Górnika. Rozgrywający bardzo dobry mecz \"Buła” zakręcił jak bączkiem Maciejem Terleckim i kopnął z 16 m. Piłka przeleciała tuż obok słupka. Chwilę później po drugiej stronie boiska Grażvydas Mikulenas znalazł się sam przed Mioduszewskim. Sytuację ratował kapitan Boguś, który niestety, nabawił się urazu i musiał opuścić boisko. W jego miejsce wszedł Skwara i to pociągnięcie okazało się strzałem w dziesiątkę! Wówczas w dziesiątkę grali już płocczanie. Jak najbardziej słusznie, bo za faul oraz za zagranie ręką, dwoma żółtymi kartkami został ukarany Kobylański.
W 43 min trener gości Mirosław Jabłoński jeszcze zdążył odetchnąć, gdy harującego w ataku Griszczenkę wślizgiem powstrzymał Dariusz Romuzga. Już w doliczonym czasie kapitalny rajd prawym skrzydłem przeprowadził Ireneusz Kościalniak. Goście ratowali się wybijając piłkę na róg. Po dośrodkowaniu Mirosława Budki, Kościelniak podał głową do Skwary, a ten pozostawiony bez opieki 4 m przed bramką, trafił również głową pod poprzeczkę.
Druga połowa rozpoczęła się od numeru popisowego Bugały, ale Jakub Wierzchowski świetną interwencją nie pozwolił się przelobować. Bliscy powodzenia byli też Maciej Pastuszka i Artur Bożyk. Później do głosu doszła Wisła. W 69 min mógł być nawet remis, lecz po podaniu Gęsiora Ireneusz Jeleń uderzył nad bramką.
W 81 min, tuż przed polem karnym, Skwarę sfaulował Romuzga. Do piłki podeszli Bugała, Soczewka i Budka. Ostatecznie strzelił ten ostatni i piłka ocierając się o słupek wpadła do siatki. Wisła nie miała już nic do stracenia i jej trzecia niebezpieczna akcja przyniosła wreszcie powodzenie. Z rzutu wolnego dokładnie zacentrował Romuzga i Marcin Wasilewski mocnym strzałem głową zdobył kontaktowego gola, wprowadzając trochę niepokoju. Jednak riposta łęcznian była imponująca. Artur Kościuk powstrzymał kontrę, błyskawicznie podał do Skwary, ten na wolne pole do Krzysztofa Kłosińkiego i stadion znowu oszalał, bo Kłosiński ze stoickim spokojem strzelił obok wybiegającego Wierzchowskiego, ustalając rezultat.
Krzysztof Kłosiński
- Być może z trybun wyglądało to na wahanie, ale Wierzchowski skrócił kąt i musiałem poszukać miejsca na oddanie skutecznego strzału. Ostatnio nie trenowałem i dlatego usiadłem na ławce. Jednak nie znaczy, że nie wytrzymałbym 90 minut. Przecież przez całą letnią przerwę przygotowywałem się. Przeciwko Wiśle wyszliśmy tylko z jednym nominalnym napastnikiem, co wcale nie oznacza, że tak będzie w każdym meczu. Czy goście rozczarowali? A może to my tak dobrze zagraliśmy. •
Artur Kościuk
- Dopiero po raz pierwszy udało mi się wygrać, kiedy mecz prowadził... sędzia Zdunek. A tych spotkań już kilka było. W tym pierwszym meczu bardzo nam zależało na zwycięstwie. Cieszę się, że udało mi się rozpocząć akcję przed zdobyciem trzeciego gola, ale jeszcze większą radość sprawiło mi przerwanie chwilę wcześniej ataku Wisły. •
Mirosław Budka
- Marzenia czasami się spełniają. Chciałem strzelić gola Wiśle i to się udało. Lecz nie traktuję tego jako rewanżu wobec mojego poprzedniego klubu. Najważniejsze, że wygraliśmy, a gol jest już sprawą drugorzędną. W każdym meczu chciałbym trafiać do bramki, ale wiem, iż jest to mało realne. Teraz przed nami Legia, a z wyjazdów do Warszawy nie mam przyjemnych wspomnień. Na Legii grałem chyba trzy razy i za każdym przegrywałem. Ostatnio z KSZO Ostrowiec nawet 0:6. No, ale karta może wreszcie się odwróci. •
W opinii trenerów:
Mirosław Jabłoński (Wisła)
- Nie spodziewałem się łatwej przeprawy w Łęcznej. Niestety, niefortunnie straciliśmy bramki, po stałych fragmentach gry. Zabrakło nam też trochę szczęścia. Jednak trudno jest odrabiać straty bez jednego zawodnika. Utrata trzeciego gola była konsekwencją naszego zaangażowania. Po prostu nie było czego bronić. Musimy wyciągnąć wnioski. Dobrym posunięciem okazało się przesunięcie Dariusza Gęsiora do pomocy.
• Jak wypadł Jakub Wierzchowski?
- Gdy zaczęliśmy grać otwarcie w końcówce, chyba powinien stać trochę wyżej. Wtedy mógłby zdążyć do piłki i uchronić nas przed utratą trzeciego gola.
• A przy rzucie wolnym?
- Był zasłonięty i miał mało czasu na reakcję. Ale o to najlepiej spytać jego samego. •
Jacek Zieliński (Górnik)
- Mecz mogę oceniać przez pryzmat wyniku. Cieszymy się z udanego początku w ekstraklasie. Ostatnio do naszej gry było sporo uwag, ale w meczu z Wisłą pojawiły się pozytywne symptomy. Oczywiście były również i słabsze momenty. Brakowało nam nieco obycia i cwaniactwa. Wisła to mocna drużyna, ale właściwie zneutralizowaliśmy jej silne punkty. Wiedzieliśmy, że mocną stroną rywali są stałe fragmenty i, niestety, przy jednym z nich popełniliśmy błąd. Mecz ustawiły dwie żółte kartki dla Kobylańskiego. Na pewno przed inauguracją nie było strachu, ale szacunek i docenienie klasy przeciwnika. Nie ma czasu na świętowanie, bo przed nami wyzwanie na Łazienkowskiej.
• Po meczu nie mogłeś opędzić się od atrakcyjnych fanek.
- Spokojnie...
• Wszyscy byli pod wrażeniem twojego występu. Gol, asysta, faul na tobie, po którym z rzutu wolnego padł gol. To był twój najlepszy występ w ekstraklasie?
- Czy ja wiem? W Rakowie też rozegrałem kilka niezłych meczów. To moje pierwsze zwycięstwo w inauguracji. W Częstochowie i Chorzowie nie udawało się. Inna sprawa, że spotkanie z Wisłą po prostu nam się ułożyło.
• Ale chyba nieczęsto strzelałeś głową gole?
- W sumie w ekstraklasie to była moja 18 bramka, w tym trzecia po uderzeniu głową.
• Sprawiłeś psikusa Jakubowi Wierzchowskiemu.
- Z Kubą znamy się dobrze jeszcze z Ruchu Chorzów. Najpierw próbował Irek Kościelniak, piłka trafiła do mnie, dobrze ją uderzyłem i tyle.
• Jacek Zieliński chyba podrażnił cię sadzając na ławce.
- Nawet nie powinienem o tym mówić. Jednak trochę zawiedziony byłem.
• Po takim występie poważnie zapukałeś do podstawowej jedenastki.
- Czy ja wiem? Z Legią pewnie nie zagramy otwarcie. Raczej defensywnie...
Rozmawiał Artur Ogórek
Krzysztof Dmoszyński (prezes Wisły)
- Oczywiście, że jestem zaskoczony końcowym wynikiem. Jednak trzeba przyznać, że Górnik był lepszym zespołem od nas i zwyciężył zasłużenie. Niestety, istotny wpływ na przebieg spotkania, miało nieodpowiedzialne zachowanie Andrzeja Kobylańskiego. Nie wydaje mi się, że mimo nieudanego początku sezonu zespołowi potrzebny jest wstrząs. •
Maciej Terlecki
- Nie jestem rozczarowany krótkim występem. Na temat oceny swojego występu nie chcę się wypowiadać. •
Dariusz Gęsior
- Szkoda, że nie udało się wywieźć nawet jednego punktu z Łęcznej. Tym bardziej że na początku spotkania przewaga należała do nas. Możemy żałować niewykorzystania dwóch dogodnych sytuacji. Okazję sam na sam miał Mikulenas. Do czerwonej kartki pokazanej Kobylańskiemu nie można mieć zastrzeżeń i musieliśmy grać w dziesiątkę. Z pewnością odbiło się to na naszej postawie. Musieliśmy się bronić i liczyć tylko na kontry. Przegraliśmy, choć Górnik niczym szczególnym nas nie zaskoczył. Myślę, że dalej powinno być już coraz lepiej.
Ja również w ostatnich dniach nie trenowałem z powodu kontuzji. •
Jakub Wierzchowski
- Przed przyjazdem do Łęcznej przestrzegałem, że będzie bardzo ciężko, ale oczywiście wierzyłem w zwycięstwo. Owszem, nawet w czarnych snach nie sądziłem, że wpuszczę trzy gole. Czy mogłem któryś ze strzałów obronić? Pierwszy był chyba z czterech metrów, drugi po precyzyjnie wykonanym rzucie wolnym, a trzeci z sytuacji sam na sam. Znam Mirka Budkę bardzo dobrze, ale również dobrze uderzać mógł Paweł Bugała, w drugi róg. Z interwencją musiałem czekać do końca. Odpadliśmy z Pucharu Polski i przegraliśmy na inaugurację. Po takim początku każdy z nas musi uderzyć się w piersi. Tworzymy przecież drużynę. Andrzej Kobylański sam sobie powinien zrobić rachunek sumienia. Górnik był od Wisły zwyczajnie lepszy. Zagrał bardzo dobrze i życzę mu jak najlepiej. Myślę, że spokojnie się utrzyma. Teraz gramy z Polonią i na pewno wygramy. •
Reklama













Komentarze