Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

PIŁKARSKA EKSTRAKLASA * Z bocznej trybuny

Ekstraklasa jak zdrowie - ile ją cenić trzeba ten się tylko dowie, kto ją stracił. Na Lubelszczyznę powróciła po 11 latach i smakowała... tak jak końcowy wynik. 3:1 z płocką Wisłą to rezultat wymarzony. Górnik był wielką niewiadomą tak dla rywali jak i dla kibiców, a i dla siebie również. - W sparingach nam nie szło, więc wkradło się trochę nerwów, widać było na początku nasze usztywnienie, ale to chyba tym razem zrozumiałe - mówił po meczu Paweł Bugała, który gola nie strzelił, ale należał do najlepszych zawodników Górnika. Zwłaszcza do przerwy, gdy wziął na siebie ciężar gry w ofensywie. Szkoda tylko, że dwa znakomite strzały nie przyniosły gola. Ale... może na Łazienkowskiej? - To będzie trudny mecz, ale w sparingach przeciwko Legii nie grało nam się źle. Nie jedziemy na ścięcie. To jest piłka - tydzień wcześniej remisujemy z trzecioligowym Radomiakiem, a dziś gonimy pierwszoligową Wisłę - podsumował \"Buła”. Historyczny gol Grzegorza Skwary padł tuż przed przerwą, a cichym bohaterem był Ireneusz Kościelniak. I wcale nie dlatego, że podawał Skwarze piłkę po centrze Mirosława Budki. Nie kto inny jak \"Kostek” wywalczył rzut rożny solowym odważnym atakiem po prawym skrzydle. - Dobrze że ktoś to zauważył - żartował po meczu jak zwykle po Śląsku komentując wydarzenia, w towarzystwie nieobecnych na boisku Tomków - Copika i Prasnala. Od obrońcy rozpoczęła się też akcja zakończona ostatnim golem. Tym razem Artur Kościuk nie dość, że znakomicie przerwał kontrę Radosława Matusiaka, to jeszcze dobrze uruchomił Skwarę, a ten równie udanie puścił w bój Krzysztofa Kłosińskiego. Sukcesu Górnika nie umniejsza fakt, że przez blisko godzinę łęcznianie grali w liczebnej przewadze. Czerwona kartka to coś wpisane w futbolową zabawę. A że tak doświadczony zawodnik jak Andrzej Kobylański zagrał tak nieodpowiedzialnie? Jego sprawa, choć po meczu zbyt wesołej miny nie miał. Czy spodziewa się pan wyciagnięcia konsekwencji przez włodarzy Wisły - spytaliśmy pechowca po meczu? - Nie, bo kary raczej nie będzie, natomiast kara wystarczającą są wyrzuty jakie mam po tym co zrobiłem. • Sędzia nie popełnił chyba błędu usuwając pana z boiska... - Za zagranie ręka należy się żółta kartka, a że jedną już miałem... Skoro sędzia tak ocenił, to nie ma wyjścia. Trudno powiedzieć, czy nie postąpił trochę pochopnie, za takie przewinienia raz się ogląda kartki, raz nie. Najgorsze, że osłabiłem drużynę i to miało decydujący wpływ na wynik. • Jak postrzega pan nasza ligę przez pryzmat tego meczu, np. w porównaniu do 2 Bundesligi? - Wszędzie mecze są różne, dziś na pewno było co oglądać - emocje, sporo strzałów, goli. Kibice się nie nudzili... Mecz obejrzał m.in. Władysław Żmuda, trener polskiej \"młodzieżówki” - Cieszę się że na Lubelszczyznę wróciła wreszcie liga - mówił wybitny reprezentant kraju, wychowanek lubelskiego Motoru, który w rodzinne strony zawitał prywatnie, a przy okazji wybrał się do Łęcznej. - Szkoda że nie mogłem oglądać potencjalnych kandydatów do gry w mojej kadrze, bo Szałachowski odszedł do Motoru, a Szymanek leczy kontuzje, ale mecz obejrzałem spotkanie z przyjemnością. Kto podobał mi się najbardziej? - widać umiejętności, ogranie i doświadczenie u Gęsiora, a w Górniku, który zagrał dobrze i zwyciężył zasłużenie, znów klasę pokazał Paweł Bugała. No i skuteczny Skwara. Trener Jacek Zieliński nie pokazywał po sobie przedmeczowych emocji, ale na pewno swoje przeżył. Zwłaszcza, że sparingi niewiele wyjaśniły, a ostatnie perturbacje z napastnikami (odejście Roberta Dymkowskiego, przerwa w treningach Krzysztofa Kłosińskiego) na pewno nie dodawały otuchy. Trzeba było coś wymyślić i... wymyślił. Dla wielu zaskoczeniem było wystawienie w ataku do podstawowej jedenastki tylko Andrija Griszczenki. \"Grisza” gola nie zdobył, ale swoje zrobił. Zmęczył obrońców gości wystarczająco. Kilka innych decyzji również przyniosło korzyść. Nawet tych wymuszonych przez boiskowe życie, na które przecież reagować można różnie - za kontuzjowanego Marcina Bogusia nie musiał przecież wchodzić Skwara. Zarobił więc trener Zieliński w debiucie w ekstraklasie dużego plusa. Inauguracja za nami. Na boisku było więcej plusów niż minusów. Co do organizacji meczu - kilka wniosków wyciągnąć trzeba jak najszybciej. Choćby dotyczących prostszych zasad przedsprzedaży biletów, a także z większej jasności zajmowania miejsc na trybunach. Spory i utarczki właścicieli karnetów z \"biletowiczami”, którzy wcześniej zajęli teoretycznie zarezerwowane miejsca, trzeba wyeliminować. A i wymuszona przedmeczowa \"część artystyczna” lepiej niech pójdzie w zapomnienie - kto był, ten widział, a przede wszystkim słyszał; dalszy komentarz zbyteczny. Mariusz Giezek

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama