Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W Łęcznej tak jak na San Siro

Zdobywając pierwszego gola dla Górnika Łęczna w meczu z Wisłą Płock przeszedł do historii futbolu na Lubelszczyźnie. A już z całą pewnością do historii Górnika, debiutującego w ekstraklasie. A że do trafienia dołożył jeszcze asystę przy trzecim golu, a nieco wcześniej wypracował rzut wolny, po którym Mirosław Budka pokonał Jakuba Wierzchowskiego - okrzyczany został bohaterem meczu. A w rankingach \"Przeglądu Sportowego” i \"Piłki Nożnej” otrzymał miano piłkarza pierwszej kolejki ekstraklasy. Na początek rozmowy z Grześkiem nie wypadało więc zacząć inaczej jak od powtórzenia gratulacji za postawę w meczu z Wisłą.
- Dajcie spokój z tym bohaterem. Przecież oni grali w dziesiątkę. Gdyby ten mecz decydował np. o utrzymaniu w lidze, to co innego. Przecież mieliśmy ułatwione zadanie. Wszedłem na boisko i zrobiłem co do mnie należało. O wszystkim zdecydował przypadek. Gdyby nie kontuzja Marcina Bogusia pewnie w ogóle nie pojawiłbym się na murawie. Ten zaszczyt raczej spotkałby Piotra Jaroszyńskiego. Ważne, że udało się wygrać. Jeszcze nigdy nie byłem w ekstraklasie tak wysoko. Z Rakowem najwyżej zawędrowałem na czwarte miejsce. • Skoro wspominasz Raków, to wróćmy do początków twojej przygody z piłką. Może wyjaśnisz, w którym klubie zaczynałeś - Rakowie Częstochowa czy Pogoni Blachownia, bo \"piłkarskie encyklopedie” wskazują dwa miejsca. - W Rakowie. Z Blachowni pochodzę, ale w tym klubie byłem może z tydzień. Trafiłem do grupy juniorów starszych Zbigniewa Dobosza. Właśnie jemu - mówię z pełnym przekonaniem - zawdzięczam najwięcej. Spod jego ręki wyszli m.in. Jarzy Brzęczek, Krzysztof Kołaczyk i Piotrek Bański. • Z Rakowem awansowałeś do ekstraklasy. - Właśnie z trenerem Doboszem. Zaczęliśmy od sezonu 1994/95. W ostatniej kolejce rundy jesiennej strzeliłem pierwszego gola Stomilowi Olsztyn. Dodam, że... głową. Niestety, w przerwie zimowej, w ostatnim sparingu, zerwałem przywodziciela i pół roku miałem z głowy. W sumie z częstochowskim klubem spędziłem cztery lata w I lidzie. • Później był spadek. - Ale już w pierwszym sezonie w II lidze mieliśmy ogromne szanse na powrót do ekstraklasy. Jednak na finiszu - były wtedy dwie grupy - minimalnie wyprzedził nas Groclin Grodzisk. Po roku II liga została połączona i na inaugurację w Częstochowie... Górnik Łęczna pokonał nas 1:0. Niestety, w tym meczu nie strzeliłem rzutu karnego... • Nas to wtedy nie martwiło; i odszedłeś z klubu za to \"pudło”? - Nie, ale w połowie rozgrywek trafiła sie okazja do zagranicznego wyjazdu. Wiadomo, każdy o czymś takim marzy, myśli. Skorzystałem z okazji, wyjechałem do II ligi szwajcarskiej, do klubu FC Solothurn. • Nie podobało ci się w Alpach? - Podobało. Z Rakowa, gdzie zaczęło brakować pieniędzy, wykupił mnie prywatny sponsor Marek Dewódzki. Trafiłem do Solothurn, którego trenerem był Ryszard Komornicki. W tym klubie nie musiałem martwić się o nic, poza jedzeniem. Tylko kilku z nas zarabiało pieniądze, a reszta była amatorami. Dlatego nie każdemu zależało na zwycięstwach. Zdobyłem jednego gola, chciałem zostać za granicą, ale sprawy potoczyły się inaczej. • Chyba nie tak źle, bo znów znowu znalazłeś się w ekstraklasie. - W Ruchu Chorzów. Tamten okres wspominam mile i... niemile. Ruch prowadził Jan Żurek. Widział, że jestem po kontuzji pachwiny, ale zapewniał, że będą grał. Jednak po kiepskim początku został zwolniony i przyszedł Jan Rudnow. Na zakończenie rundy pokonaliśmy na wyjeździe Groclin 2:0, a ja strzeliłem jedną z bramek. • Nie bądź taki skromny. Wcześniej pokonałeś Sebastiena Freya, bramkarza... Interu Mediolan! - W Pucharze UEFA. U siebie zostaliśmy pokonani 3:0 po golach Seedorfa, Recoby i Robbie Keane\'a. Przesiedziałem ten mecz na ławce. San Siro robi wrażenie. Nawet na treningu. W rewanżu też zacząłem jako rezerwowy. Na boisko wszedłem przy stanie 0:2. W 85 min dostałem prostopadłą piłkę od Łukasza Surmy - dziś piłkarza Legii Warszawa - i z obrońcą na plecach z 14 metrów strzeliłem płasko i celnie w lewy róg. Ostatecznie przegraliśmy 1:4, ale jest co powspominać. • Mimo gola na San Siro Ruch postanowił cię pożegnać. - Zimą wezwał mnie prezes i powiedział, że trener nie widzi mnie w składzie. Po przeprowadzce zarabiałem mniej, jednak wolę grać za mniejsze pieniądze - ale grać, niż siedzieć na ławce. Odszedłem. Byłem mimo wszystko załamany. Siedziałem w domu i trenowałem. Teraz mogę jedynie żałować, że po spadku z Rakowem nie skorzystałem z propozycji ze Szczecina, Płocka czy Lubina. Najbardziej chyba z Zagłębia. Z tym zespołem pracował Mirosław Jabłoński, którego znałem z kadry U-16 i U-18. • W którym klubie miałeś najlepszy kontrakt? - W Ruchu. Niezły też miałem w Szwajcarii. • Przychodziłeś do Górnika jako uznany piłkarz. Tymczasem trochę siedziałeś na ławce albo... wychodziłeś w ataku. - Nie raz i nie dwa podkreślałem, że najlepiej czuję się w pomocy, za napastnikami. Jednak wszystko zrobię dla drużyny i mogę występować też w ataku. Kiedyś w Rakowie zaczynałem w napadzie, bo na mojej pozycji grał Jan Spychalski. Teraz - Paweł Bugała. Jednak lubię cofnąć się po piłkę i ją rozegrać. Trener Dobosz zawsze ustawiał tysiące \"pachołków”. Uczył nas gry kombinacyjnej, prostopadłych podań, z ominięciem obrony. To nie jest dziełem przypadku, że dziś tak właśnie gram. • Ten temat już wielokrotnie powracał. Możecie z Pawłem grać razem? - Oczywiście. Na przykład obaj za napastnikiem. Jednak trenerzy widzą to chyba inaczej. • Jesteście przyjaciółmi? - Szanuję Pawła. Jest bardzo dobrym piłkarzem. Jednak on mieszka w Lublinie, a ja w Łęcznej. Choćby dlatego spotykam się częściej z innymi chłopakami. • Czy bez \"Buły” Górnik mógłby wejść do I ligi? - Ciężko mi na to odpowiedzieć, bo mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Z drugiej strony Paweł strzelił Zagłębiu wszystkie trzy gole. • Jak ocenisz poprzedni sezon? Tylko przez pryzmat awansu? - Inaczej chyba się nie da. W końcu osiągnęliśmy historyczny sukces. Trochę siedziałem na ławce, trochę wychodziłem w ataku, ale w sumie spędziłem z 80 procent na boisku. Może nie byłem pierwszoplanową postacią, lecz jednak grałem. Nasz futbol nie był piękny, ale konsekwentny. No i też cząstkę siebie dołożyłem do awansu. • Na inaugurację wygraliście, ale ty nie sprawiałeś wrażenia zadowolonego. - Mówiłem to już, że zamiast goli, wolę wychodzić w podstawowej jedenastce. • Jak zareagowałeś, gdy Jacek Zieliński wyczytał skład? - Już wcześniej spodziewałem się, że może mnie w nim zabraknąć. Po prostu nie dałem poznać po sobie, że jestem zły, aby nie przenosić do szatni nieodpowiedniej atmosfery. Mimo wszystko byłem zawiedziony. • Jeżeli część piłkarzy jest rozczarowana, czy można mówić o dobrej atmosferze w zespole? - W Górniku jest niezła. A w każdym zespole musi być konkurencja, która jest pozytywnym zjawiskiem. • Najczęściej jesteś najniższym zawodnikiem na boisku. Z takim wzrostem nie jest raczej łatwo zrobić kariery? - W 11-osobowej drużynie znajdzie się miejsce i dla takiego piłkarza jak ja. Walczyłem o swoją pozycję, nikt nie dał mi jej za darmo. O tym kto gra, decydują tylko umiejętności. A chyba ostatnio udowodniłem, że głową również potrafię strzelił do siatki. • Czułeś tremę przed meczem z Wisłą Płock? - Nie, choć poziom adrenaliny był nieco powiększony. Powiem wręcz, że czułem mniejsze napięcie niż przed meczami w II lidze, w której wszystko musieliśmy wygrywać. W przeciwnym razie na głowy walił się świat. W ekstraklasie też oczekiwania, ale wszak jesteśmy beniaminkiem. Już można się wytłumaczyć. Porażki są niejako wkalkulowane. • Cel Górnika chyba jest jeden. - Bezapelacyjnie. Utrzymanie. • Kto będzie mistrzem Polski? - Wisła Kraków lub Groclin Grodzisk. • Ale Groclin już w za tydzień przyjeżdża do Łęcznej. - U nas niech przegra, a później może sobie wygrywać aż do końca rundy. • W sobotę Legia. Trener Zieliński posadzi na ławce bohatera? - Mówiłem, żebyś dał spokój z tym bohaterem. Ale... pewnie siądę. Na szczęście to dopiero początek sezonu, jeszcze wiele może się wydarzyć. Po prostu walczę o miejsce w podstawowym składzie - to chyba normalne i chyba nie ma w tym nic złego, że nie wstydzę się o tym mówić. • Jak wspominasz mecze na Łazienkowskiej? - Oj, lepiej nie wspominać. Z Rakowem 0:3, 2:4, 1:2, 0:2. Może teraz to się zmieni. Jednak Legia ma ogromny potencjał, to były mistrz kraju. • Jak trzeba zagrać z Legią? - Tak, żeby wygrać! Lecz i remis nie będzie złym wynikiem. Dobrze, że nie zagra Marek Saganowski. • Gdybyś był trenerem Górnika jaki wystawiłbyś skład? - Ha, ha... Nie dam się wypuścić. Za trudne pytanie i nie do tej osoby adresowane. • Kto spadnie? - Chcę być grzeczny i powiem, że nikomu tego nie życzę. No i oczywiście chcę, aby Górnik został w ekstraklasie. • Na boisku często jesteś w centrum wydarzeń. Gdy coś dzieję, jest tam też Skwara. - Jestem spokojnym typem zawodnika, ale lubię podejmować walkę. Nienawidzę przegrywać! • Paweł Kowalski i Jacek Zieliński upatrywali w tobie lidera zespołu... - Skończyły się czasy liderów. Jest kapitan i to wystarcza. Każdy ma swoje życie i po pracy wraca do domu. U nas każdy każdemu może powiedzieć, co mu leży na wątrobie. • Twoja żona i syn mają rzadko spotykane imiona? - Roxana i Dorian. Dlaczego żona tak ma na imię, najlepiej spytać mojego teścia. Z tego co wiem był kiedyś we Francji i mu się spodobało. Natomiast syna - ma 4 lata - chcieliśmy nazwać niekonwencjonalnie i znajomy nam podpowiedział to imię. • Gdzie poznałeś żonę? - W technikum hutniczym w Częstochowie. Mieliśmy po 17 lat. Oboje urodziliśmy się w sierpniu. Ja poszedłem do tej szkoły, bo wszyscy chłopcy z Rakowa się w niej uczyli, natomiast żona uczyła się w klasie chemicznej. Pięć lat później wzięliśmy ślub. • Gdzie zamieszkacie na stałe? - Mamy dom pod Częstochową, ale w zawodzie piłkarza nie można być niczego pewnym. • A w którym klubie chciałbyś grać? - Przede wszystkim w ekstraklasie. Ale grać, a nie siedzieć na ławce. Gdybym miał 20 lat, mógłbym sobie jeszcze marzyć. • Myślisz o powrocie w rodzinne strony? - Na razie Raków jest w IV lidze. Liderem! Może uda ściągnąć sponsorów i odrodzi się? Pochodzę z Częstochowy, ale na razie nie myślę o tym. • Kto jest twoim przyjacielem z boiska? - Wcześniej w Górniku trzymaliśmy się razem z Piotrkiem Bańskim i Bartkiem Wilkiem. Nasze drogi po sezonie się rozeszły, ale często dzwonimy do siebie. Zresztą Piotrek jest nawet ojcem chrzestnym mojego syna. W Łęcznej dalej kumpluję się z chłopakami ze Śląska. Lecz nie tylko. Przyjaźnię się z Marcinem Bogusiem. Nasze rodziny nawet się spotykają. Ostatnie wakacje spędziłem na Krecie z Bartkiem Rachowskim i Arturem Wilkiem. II liga 1. Górnik - Polar Wrocław 3:2, w 77 min na 3:2, po podaniu Bartłomieja Wilka posłał piłkę w długi róg; 2. Aluminium Konin - Górnik 0:2, w 59 min na 0:1, wymanewrował obrońców i płaskim uderzeniem nie dał szans Maciejowi Kozikowi; 3. Górnik - Tłoki Gorzyce 2:1, w 56 min na 1:1, po podaniu Andrija Griszczenki z bliska doprowadził do wyrównania; 4. Stomil Olsztyn - Górnik 1:1, w 71 min na 1:1, strzelał na raty po dośrodkowaniu Griszczenki; 5. Górnik - Piotrcovia 1:0, w 21 min wykorzystał okazję sam na sam; 6. Hetman Zamość - Górnik 0:1, w 45 min strzelał albo dośrodkowywał z narożnika pola karnego, piłka skozłowała, Mateusz Karnas nie interweniował i piłka ugrzęzła w siatce; I liga 7. Górnik - Wisła Płock 3:1, w 45 min na 1:0, Mirosław Budka dośrodkował z rzutu rożnego, Ireneusz Kościalniak przedłużył piłkę głową, a Grzesiek posłał celną \"główkę” z 4 metrów. Ciąg dalszy nastąpi...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama