Zdobywając pierwszego gola dla Górnika Łęczna w meczu z Wisłą Płock przeszedł do historii futbolu na Lubelszczyźnie. A już z całą pewnością do historii Górnika, debiutującego w ekstraklasie. A że do trafienia dołożył jeszcze asystę przy trzecim golu, a nieco wcześniej wypracował rzut wolny, po którym Mirosław Budka pokonał Jakuba Wierzchowskiego - okrzyczany został bohaterem meczu. A w rankingach \"Przeglądu Sportowego” i \"Piłki Nożnej” otrzymał miano piłkarza pierwszej kolejki ekstraklasy. Na początek rozmowy z Grześkiem nie wypadało więc zacząć inaczej jak od powtórzenia
gratulacji za postawę w meczu z Wisłą.
Artur Ogórek
13.08.2003 21:20
- Dajcie spokój z tym bohaterem. Przecież oni grali w dziesiątkę. Gdyby ten mecz decydował np. o utrzymaniu w lidze, to co innego. Przecież mieliśmy ułatwione zadanie. Wszedłem na boisko i zrobiłem co do mnie należało. O wszystkim zdecydował przypadek. Gdyby nie kontuzja Marcina Bogusia pewnie w ogóle nie pojawiłbym się na murawie. Ten zaszczyt raczej spotkałby Piotra Jaroszyńskiego. Ważne, że udało się wygrać. Jeszcze nigdy nie byłem w ekstraklasie tak wysoko. Z Rakowem najwyżej zawędrowałem na czwarte miejsce.
• Skoro wspominasz Raków, to wróćmy do początków twojej przygody z piłką. Może wyjaśnisz, w którym klubie zaczynałeś - Rakowie Częstochowa czy Pogoni Blachownia, bo \"piłkarskie encyklopedie” wskazują dwa miejsca.
- W Rakowie. Z Blachowni pochodzę, ale w tym klubie byłem może z tydzień. Trafiłem do grupy juniorów starszych Zbigniewa Dobosza. Właśnie jemu - mówię z pełnym przekonaniem - zawdzięczam najwięcej. Spod jego ręki wyszli m.in. Jarzy Brzęczek, Krzysztof Kołaczyk i Piotrek Bański.
• Z Rakowem awansowałeś do ekstraklasy.
- Właśnie z trenerem Doboszem. Zaczęliśmy od sezonu 1994/95. W ostatniej kolejce rundy jesiennej strzeliłem pierwszego gola Stomilowi Olsztyn. Dodam, że... głową. Niestety, w przerwie zimowej, w ostatnim sparingu, zerwałem przywodziciela i pół roku miałem z głowy. W sumie z częstochowskim klubem spędziłem cztery lata w I lidzie.
• Później był spadek.
- Ale już w pierwszym sezonie w II lidze mieliśmy ogromne szanse na powrót do ekstraklasy. Jednak na finiszu - były wtedy dwie grupy - minimalnie wyprzedził nas Groclin Grodzisk. Po roku II liga została połączona i na inaugurację w Częstochowie... Górnik Łęczna pokonał nas 1:0. Niestety, w tym meczu nie strzeliłem rzutu karnego...
• Nas to wtedy nie martwiło; i odszedłeś z klubu za to \"pudło”?
- Nie, ale w połowie rozgrywek trafiła sie okazja do zagranicznego wyjazdu. Wiadomo, każdy o czymś takim marzy, myśli. Skorzystałem z okazji, wyjechałem do II ligi szwajcarskiej, do klubu FC Solothurn.
• Nie podobało ci się w Alpach?
- Podobało. Z Rakowa, gdzie zaczęło brakować pieniędzy, wykupił mnie prywatny sponsor Marek Dewódzki. Trafiłem do Solothurn, którego trenerem był Ryszard Komornicki. W tym klubie nie musiałem martwić się o nic, poza jedzeniem. Tylko kilku z nas zarabiało pieniądze, a reszta była amatorami. Dlatego nie każdemu zależało na zwycięstwach. Zdobyłem jednego gola, chciałem zostać za granicą, ale sprawy potoczyły się inaczej.
• Chyba nie tak źle, bo znów znowu znalazłeś się w ekstraklasie.
- W Ruchu Chorzów. Tamten okres wspominam mile i... niemile. Ruch prowadził Jan Żurek. Widział, że jestem po kontuzji pachwiny, ale zapewniał, że będą grał. Jednak po kiepskim początku został zwolniony i przyszedł Jan Rudnow. Na zakończenie rundy pokonaliśmy na wyjeździe Groclin 2:0, a ja strzeliłem jedną z bramek.
• Nie bądź taki skromny. Wcześniej pokonałeś Sebastiena Freya, bramkarza... Interu Mediolan!
- W Pucharze UEFA. U siebie zostaliśmy pokonani 3:0 po golach Seedorfa, Recoby i Robbie Keane\'a. Przesiedziałem ten mecz na ławce. San Siro robi wrażenie. Nawet na treningu. W rewanżu też zacząłem jako rezerwowy. Na boisko wszedłem przy stanie 0:2. W 85 min dostałem prostopadłą piłkę od Łukasza Surmy - dziś piłkarza Legii Warszawa - i z obrońcą na plecach z 14 metrów strzeliłem płasko i celnie w lewy róg. Ostatecznie przegraliśmy 1:4, ale jest co powspominać.
• Mimo gola na San Siro Ruch postanowił cię pożegnać.
- Zimą wezwał mnie prezes i powiedział, że trener nie widzi mnie w składzie. Po przeprowadzce zarabiałem mniej, jednak wolę grać za mniejsze pieniądze - ale grać, niż siedzieć na ławce. Odszedłem. Byłem mimo wszystko załamany. Siedziałem w domu i trenowałem. Teraz mogę jedynie żałować, że po spadku z Rakowem nie skorzystałem z propozycji ze Szczecina, Płocka czy Lubina. Najbardziej chyba z Zagłębia. Z tym zespołem pracował Mirosław Jabłoński, którego znałem z kadry U-16 i U-18.
• W którym klubie miałeś najlepszy kontrakt?
- W Ruchu. Niezły też miałem w Szwajcarii.
• Przychodziłeś do Górnika jako uznany piłkarz. Tymczasem trochę siedziałeś na ławce albo... wychodziłeś w ataku.
- Nie raz i nie dwa podkreślałem, że najlepiej czuję się w pomocy, za napastnikami. Jednak wszystko zrobię dla drużyny i mogę występować też w ataku. Kiedyś w Rakowie zaczynałem w napadzie, bo na mojej pozycji grał Jan Spychalski. Teraz - Paweł Bugała. Jednak lubię cofnąć się po piłkę i ją rozegrać. Trener Dobosz zawsze ustawiał tysiące \"pachołków”. Uczył nas gry kombinacyjnej, prostopadłych podań, z ominięciem obrony. To nie jest dziełem przypadku, że dziś tak właśnie gram.
• Ten temat już wielokrotnie powracał. Możecie z Pawłem grać razem?
- Oczywiście. Na przykład obaj za napastnikiem. Jednak trenerzy widzą to chyba inaczej.
• Jesteście przyjaciółmi?
- Szanuję Pawła. Jest bardzo dobrym piłkarzem. Jednak on mieszka w Lublinie, a ja w Łęcznej. Choćby dlatego spotykam się częściej z innymi chłopakami.
• Czy bez \"Buły” Górnik mógłby wejść do I ligi?
- Ciężko mi na to odpowiedzieć, bo mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Z drugiej strony Paweł strzelił Zagłębiu wszystkie trzy gole.
• Jak ocenisz poprzedni sezon? Tylko przez pryzmat awansu?
- Inaczej chyba się nie da. W końcu osiągnęliśmy historyczny sukces. Trochę siedziałem na ławce, trochę wychodziłem w ataku, ale w sumie spędziłem z 80 procent na boisku. Może nie byłem pierwszoplanową postacią, lecz jednak grałem. Nasz futbol nie był piękny, ale konsekwentny. No i też cząstkę siebie dołożyłem do awansu.
• Na inaugurację wygraliście, ale ty nie sprawiałeś wrażenia zadowolonego.
- Mówiłem to już, że zamiast goli, wolę wychodzić w podstawowej jedenastce.
• Jak zareagowałeś, gdy Jacek Zieliński wyczytał skład?
- Już wcześniej spodziewałem się, że może mnie w nim zabraknąć. Po prostu nie dałem poznać po sobie, że jestem zły, aby nie przenosić do szatni nieodpowiedniej atmosfery. Mimo wszystko byłem zawiedziony.
• Jeżeli część piłkarzy jest rozczarowana, czy można mówić o dobrej atmosferze w zespole?
- W Górniku jest niezła. A w każdym zespole musi być konkurencja, która jest pozytywnym zjawiskiem.
• Najczęściej jesteś najniższym zawodnikiem na boisku. Z takim wzrostem nie jest raczej łatwo zrobić kariery?
- W 11-osobowej drużynie znajdzie się miejsce i dla takiego piłkarza jak ja. Walczyłem o swoją pozycję, nikt nie dał mi jej za darmo. O tym kto gra, decydują tylko umiejętności. A chyba ostatnio udowodniłem, że głową również potrafię strzelił do siatki.
• Czułeś tremę przed meczem z Wisłą Płock?
- Nie, choć poziom adrenaliny był nieco powiększony. Powiem wręcz, że czułem mniejsze napięcie niż przed meczami w II lidze, w której wszystko musieliśmy wygrywać. W przeciwnym razie na głowy walił się świat. W ekstraklasie też oczekiwania, ale wszak jesteśmy beniaminkiem. Już można się wytłumaczyć. Porażki są niejako wkalkulowane.
• Cel Górnika chyba jest jeden.
- Bezapelacyjnie. Utrzymanie.
• Kto będzie mistrzem Polski?
- Wisła Kraków lub Groclin Grodzisk.
• Ale Groclin już w za tydzień przyjeżdża do Łęcznej.
- U nas niech przegra, a później może sobie wygrywać aż do końca rundy.
• W sobotę Legia. Trener Zieliński posadzi na ławce bohatera?
- Mówiłem, żebyś dał spokój z tym bohaterem. Ale... pewnie siądę. Na szczęście to dopiero początek sezonu, jeszcze wiele może się wydarzyć. Po prostu walczę o miejsce w podstawowym składzie - to chyba normalne i chyba nie ma w tym nic złego, że nie wstydzę się o tym mówić.
• Jak wspominasz mecze na Łazienkowskiej?
- Oj, lepiej nie wspominać. Z Rakowem 0:3, 2:4, 1:2, 0:2. Może teraz to się zmieni. Jednak Legia ma ogromny potencjał, to były mistrz kraju.
• Jak trzeba zagrać z Legią?
- Tak, żeby wygrać! Lecz i remis nie będzie złym wynikiem. Dobrze, że nie zagra Marek Saganowski.
• Gdybyś był trenerem Górnika jaki wystawiłbyś skład?
- Ha, ha... Nie dam się wypuścić. Za trudne pytanie i nie do tej osoby adresowane.
• Kto spadnie?
- Chcę być grzeczny i powiem, że nikomu tego nie życzę. No i oczywiście chcę, aby Górnik został w ekstraklasie.
• Na boisku często jesteś w centrum wydarzeń. Gdy coś dzieję, jest tam też Skwara.
- Jestem spokojnym typem zawodnika, ale lubię podejmować walkę. Nienawidzę przegrywać!
• Paweł Kowalski i Jacek Zieliński upatrywali w tobie lidera zespołu...
- Skończyły się czasy liderów. Jest kapitan i to wystarcza. Każdy ma swoje życie i po pracy wraca do domu. U nas każdy każdemu może powiedzieć, co mu leży na wątrobie.
• Twoja żona i syn mają rzadko spotykane imiona?
- Roxana i Dorian. Dlaczego żona tak ma na imię, najlepiej spytać mojego teścia. Z tego co wiem był kiedyś we Francji i mu się spodobało. Natomiast syna - ma 4 lata - chcieliśmy nazwać niekonwencjonalnie i znajomy nam podpowiedział to imię.
• Gdzie poznałeś żonę?
- W technikum hutniczym w Częstochowie. Mieliśmy po 17 lat. Oboje urodziliśmy się w sierpniu. Ja poszedłem do tej szkoły, bo wszyscy chłopcy z Rakowa się w niej uczyli, natomiast żona uczyła się w klasie chemicznej. Pięć lat później wzięliśmy ślub.
• Gdzie zamieszkacie na stałe?
- Mamy dom pod Częstochową, ale w zawodzie piłkarza nie można być niczego pewnym.
• A w którym klubie chciałbyś grać?
- Przede wszystkim w ekstraklasie. Ale grać, a nie siedzieć na ławce. Gdybym miał 20 lat, mógłbym sobie jeszcze marzyć.
• Myślisz o powrocie w rodzinne strony?
- Na razie Raków jest w IV lidze. Liderem! Może uda ściągnąć sponsorów i odrodzi się? Pochodzę z Częstochowy, ale na razie nie myślę o tym.
• Kto jest twoim przyjacielem z boiska?
- Wcześniej w Górniku trzymaliśmy się razem z Piotrkiem Bańskim i Bartkiem Wilkiem. Nasze drogi po sezonie się rozeszły, ale często dzwonimy do siebie. Zresztą Piotrek jest nawet ojcem chrzestnym mojego syna. W Łęcznej dalej kumpluję się z chłopakami ze Śląska. Lecz nie tylko. Przyjaźnię się z Marcinem Bogusiem. Nasze rodziny nawet się spotykają. Ostatnie wakacje spędziłem na Krecie z Bartkiem Rachowskim i Arturem Wilkiem.
II liga
1. Górnik - Polar Wrocław 3:2, w 77 min na 3:2, po podaniu Bartłomieja Wilka posłał piłkę w długi róg;
2. Aluminium Konin - Górnik 0:2,
w 59 min na 0:1, wymanewrował obrońców i płaskim uderzeniem nie dał szans Maciejowi Kozikowi;
3. Górnik - Tłoki Gorzyce 2:1, w 56 min na 1:1, po podaniu Andrija Griszczenki z bliska doprowadził do wyrównania;
4. Stomil Olsztyn - Górnik 1:1,
w 71 min na 1:1, strzelał na raty po dośrodkowaniu Griszczenki;
5. Górnik - Piotrcovia 1:0, w 21 min wykorzystał okazję sam na sam;
6. Hetman Zamość - Górnik 0:1,
w 45 min strzelał albo dośrodkowywał z narożnika pola karnego, piłka skozłowała, Mateusz Karnas nie interweniował i piłka ugrzęzła w siatce;
I liga
7. Górnik - Wisła Płock 3:1, w 45 min na 1:0, Mirosław Budka dośrodkował z rzutu rożnego, Ireneusz Kościalniak przedłużył piłkę głową, a Grzesiek posłał celną \"główkę” z 4 metrów.
Ciąg dalszy nastąpi...
Komentarze