PIŁKARSKA EKSTRAKLASA * Pierwszy historyczny punkt Górnika na wyjeździe - 0:0 przy Łazienkowskiej sukcesem drużyny trenera Jacka Zielińskiego
- 18.08.2003 10:40
d Dla beniaminka z Łęcznej podział punktów w \"jaskini lwa” jest powodem do radości i dumy Przed meczem remis w Warszawie goście przyjęliby w ciemno, co potwierdził trener Jacek Zieliński. Po meczu mieli nawet lekki niedosyt; jedną dobrą akcją mogli przesądzić o zwycięstwie. A bramkowych akcji Górnik przeprowadził sporo!
Beniaminek z Łęcznej utarł nosa faworyzowanym warszawianom. Przed meczem kibice Legii zastanawiali jedynie nad rozmiarami zwycięstwa swoich pupili. Na Łazienkowskiej na miejscowe głowy wylany został zimny prysznic. Remisem przyjęli jak porażkę.
Jacek Zieliński nie bał się zmienić zwycięskiego składu. I zrobił dobrze. Defensywę tym razem złożył już od pierwszej minuty z trzech obrońców. Natomiast do ataku desygnował, często wracających i szukających piłki Grzegorza Skwarę oraz Sylwestra Czereszewskiego, doświadczonego piłkarza, debiutującego w łęczyńskich barwach. \"Czereś” dotychczas najlepsze lata swojej kariery spędził przy... Łazienkowskiej, za co spotkało go fatalne, a wręcz chamskie przyjęcie warszawskich widzów. Mimo to poradził sobie z ogromną presją, gwizdami i wyzwiskami, a choćby to jest już sporą sztuką.
Najgroźniejszy był Kiełbowicz
Zespół Dariusza Kubickiego w trakcie całego meczu nie stworzył praktycznie ani jednej stuprocentowej sytuacji. Największym zagrożeniem dla Roberta Mioduszewskiego nie byli tym razem napastnicy (mało widoczni Manuel Garcia oraz Radosław Wróblewski), ale Tomasz Kiełbowicz. W 56 min Wojciech Szala podał do Tomasza Sokołowskiego I, ten dośrodkował do wychowanka Unii Hrubieszów, ale piłkę po jego woleju pewnie złapał bramkarz Górnika. W 72 min Ireneusz Kościelniak zastopował (na róg) uderzenie króla strzelców polskiej ekstraklasy Stanko Svitlicy. Piłkę po kornerze wybili przed szesnastkę obrońcy, a nadbiegający Kiełbowicz kopnął potężnie bez namysłu. Tylko świetna interwencja Mioduszewskiego uchroniła gości przed utratą gola. Po meczu Robert stwierdził spokojnie - Taka jest moja rola. Zrobiłem co do mnie należało. Na Legi grałem już tyle razy, że nie miałem powodu dodatkowo się emocjonować. To chyba mój drugi mecz na Łazienkowskiej, w którym zachowałem czyste konto.
Z dużym respektem tylko przez kwadrans
Wymienione zagrania nie były oczywiście jedynymi atakami gospodarzy. W 15 min Mioduszewski uprzedził Wróblewskiego. W 32 min po serii blokowanych strzałów Łukasz Surma kopnął wreszcie obok bramki. Po chwili Ireneusz Kościelniak wślizgiem zażegnał niebezpieczeństwo, a \"główka” Aleksandra Vukovicia wpadła w bramkarskie rękawice Mioduszewskiego. Po przerwie, po długim wykopie Artura Boruca szybszy od Sokołowskiego I okazał się znowu Mioduszewski, który w 53 min obronił również uderzenie głową Svitlicy. Podobnie poradził sobie ze strzałami Sokołowskiego.
Górnik, choć podchodzący z respektem do Legii, często skupiony na swojej połowie, wcale jednak nie zamierzał się wyłącznie bronić. Już w 7 min szarżującego Czereszewskiego dopiero faulem zatrzymał Jacek Zieliński, a po mocnym uderzeniu z wolnego samego poszkodowanego, musiał interweniować Boruc, wybijając piłkę zmierzającą pod poprzeczkę. W 28 min warszawskimi obrońcami zakręcił Skwara, lecz po minięciu Surmy, Vukovicia i Marka Jóźwiaka bramkarz Legii wybił mu piłkę spod nóg. Górnik kilka razy podniósł temperaturę w polu karnym przeciwnika. Niestety brakowało ostatniego podania, bądź strzałów kończących ataki. Tak było m.in. w 59 min, kiedy na uderzenie nie zdecydował się Skwara, a Czereszewskiego uprzedzili obrońcy. Ozdobą meczu była wymiana piłek Bugały z Andrijem Griszczenką w 81 min. Paweł, którego komplementował... selekcjoner Paweł Janas (docenił również postawę Soczewki) pięknie strzelił w woleja, ale i tym razem Boruc nie dał się zaskoczyć. Trzy minuty później, po kontrze, Griszczenko strzelił zza pola karnego i Boruc znowu pewnie złapał piłkę. Tuż przed zakończeniem spotkania skiksował Marek Jóźwiak i musiał ratować się faulem na Krzysztofie Kłosińskim. Sprytny strzał Soczewki z rzutu wolnego z okolic narożnika pola boiska nie zaskoczył pewnego w sobotę Boruca.
Błysk środkowych pomocników
Na wyjeździe Górnik zdobył pierwszy historyczny punkt w ekstraklasie, a Legię, mocno wcześniej dopingowaną, pożegnały gwizdy. Łęcznianie tylko na początku sprawiali wrażenie nieco przestraszonych. Przytrafiały się proste błędy. Natomiast dosyć łatwo przerywali warszawskie akacje, ale po przejęciu piłki nie umieli jej dłużej przetrzymać i przejść ze spokojem do przodu.
Prawdziwą klasą błysnęli natomiast środkowi pomocnicy. Uznawani za jednych z lepszych na Wisłą Łukasz Surma oraz Aleksandar Vuković zostali zdominowani i przyćmieni przez gości. Choć na słowa uznania zasłużyli wszyscy pomocnicy Górnika, to na palmę pierwszeństwa zapracował Piotr Soczewka. Przy jego boku błyszczał Paweł Bugała, imponujący umiejętnościami technicznymi. Ze Skwarą czasami ośmieszali rywali, włącznie z zakładaniem \"siatek”.
Z Warszawy Artur Ogórek
O meczu piszemy również na str. 10
Legia Warszawa - Górnik Łęczna 0:0
SKŁADY
Legia: Boruc - Szala (76 Dudek), Jóźwiak, Zieliński, Jarzębowski - T. Sokołowski I, Surma (63 Magiera), Vuković, Kiełbowicz - Wróblewski (52 Svitlica), Garcia.
Górnik: Mioduszewski 8 - Kościelniak 7, Kościuk 7, Bożyk 7 - Pastuszka 6, Soczewka 8, Budka 6 (78 Copik nie sklas.), Bugała 8, G. Bronowicki 6 - Skwara 7 (88 Kłosiński nie sklas.), Czereszewski 6 (63 Griszczenko nie sklas.).
Żółte kartki: Jacek Zieliński (Legia) - Ireneusz Kościelniak, Piotr Soczewka, Grzegorz Bronowicki (wszyscy Górnik). Sędziował: Piotr Siedlecki (Szczecin) jako główny oraz Andrzej Jermako (Poznań) i Radosław Siejka (Łódź). Widzów: 8 tys.
PIŁKARZ MECZU: Piotr Soczewka.
OCENA MECZU: (w skali 1-5): 3.
Po każdym meczu piłkarzom Górnika wystawiamy noty w skali 1-10. Aby otrzymać notę należy rozegrać przynajmniej jedną połowę. Jednak w wyjątkowych sytuacjach możemy również przyznać ocenę i za krótszy występ. Będziemy robili to za coś szczególnego, np. strzelenie gola, interwencję rzutującą na wynik itp. Na koniec rundy oraz sezonu podsumujemy ranking. Piłkarza meczu będziemy wybieramy wyłącznie z zespołu Górnika.
W opinii trenerów:
Jacek Zieliński (Górnik)
Rezultat bezbramkowy przed meczem przyjąłbym w ciemno. ,Jednak w przebiegu spotkania była szansa pokusić się nawet o coś więcej. Zbyt bojaźliwie zagraliśmy w drugiej połowie i gdyby nie Robert Mioduszewski mogliśmy nawet zostać skarceni. Jednak remis wywalczony na Łazienkowskiej jest sztuką. Górnik jest przecież beniaminkiem skazywanym na pożarcie, ale dodajemy sobie jeden punkt. Może poziom meczu nie był wysoki, ale trudno było spodziewać się fajerwerków. Chłopcy darli murawę, co może na Łazienkowskiej nie jest mile widziane, ale na otwartą grę nie mogliśmy sobie tutaj pozwolić. Legii życzymy, żeby wygrywała już od następnej kolejki. Debiut Sylwka Czereszewskiego oceniam pozytywnie. Wytrzymał tyle ile mógł, bo przecież w Lechu na wiosnę nie grał za wiele. Brakowało mu trochę podparcia ze strony drugiego, przebojowego napastnika. Grzesiek Skwara jest typem innego zawodnika. Trudno mi tylko zrozumieć nastawienie publiczności do Sylwka, który w Warszawie spędził tyle sezonów.
Dariusz Kubicki (Legia)
Do meczu z beniaminkiem przystąpiliśmy bardzo skoncentrowani. Większość piłkarzy Górnika nie jest debiutantami, ale zawodnikami ze stażem ligowym. Staraliśmy się grać bardzo ofensywnie, co się udawało, ale niestety nie przechodziło w jakość pod bramką przeciwnika. Za mało było improwizacji. Zwłaszcza pierwsza linia nie spełniła oczekiwań. Proces aklimatyzacji Manuela Garcii jeszcze się nie zakończył, a Radosław Wróblewski nie jest typowym napastnikiem. Na tej pozycji występuje z konieczności. Napastnicy brali na siebie za mało ciężaru gry. Mieliśmy przewagę, ale bez goli. Górnik otrzymał nagrodę za ogromną determinację.
Mówią legioniści
Stanko Svitlica
Graliśmy dobrze, mieliśmy sporo sytuacji, ale zabrakło goli. Nie wiem czy zostanę w Legii. Jeśli tak się stanie i będę grał, to z meczu na mecz powinienem spisywać się coraz lepiej. Na grę przez 90 minut nie jestem jeszcze przygotowany.
Aleksandar Vuković
Nie stworzyliśmy stuprocentowych sytuacji. W ogóle było za mało okazji do strzelenia gola. Ostatnio zmieniliśmy ustawienie. Fizycznie wyglądamy dobrze. Musimy jeszcze bardziej walczyć. Wszyscy się staramy, ale brakuje gry z klepki. Tak samo jak podań, otwierających napastnikom dogodne pozycje.
Marek Jóźwiak
Utarło się, że patrzy się tylko na moje błędy. Ale moi koledzy popełniają jeszcze głupsze niż ja, tylko że za mną jest już wyłącznie bramkarz, więc krytyka spada na mnie. W meczu z Górnikiem mieliśmy przewagę, ale nic z niej nie wychodziło. Jedna, czy dwie sytuacje to stanowczo za mało. Tym bardziej, że nie były one nawet stuprocentowe. Koniecznie trzeba zwiększyć siłę napadu. Włączałem się do przodu, byłem z przodu i z tyłu. Chciałem być wszędzie, bo chciałem zmazać plamę z Wodzisławia. Graliśmy ofensywnie, rzadko schodziliśmy z połowy Łęcznej, ale trzeba strzelać bramki. A nam nawet brakowało uderzeń zza szesnastki. Nie było gry kombinacyjnej w środku polu i ataku.
POWIEDZIELI
Sylwester Czereszewski, debiutant w Górniku
Legia przewyższała nas kulturą gry, ale nie wypracowała klarownych sytuacji. My mieliśmy za mało momentów dłuższego utrzymania się przy piłce i rozegrania jej. Za szybko pozbywaliśmy się piłki. W Górniku są doświadczeni piłkarze, z pierwszoligową przeszłością, którzy umieją grać w futbol. Ze swojego debiutu jestem zadowolony, choć do najlepszych w swoim wykonaniu nie mogę go oczywiście zaliczyć. Chciałem się pokazać i chyba źle to nie wychodziło. Jeżeli chodzi wytrzymałość fizyczną, to spodziewałem się, że może być nawet gorzej. Najchętniej zachowania publiczności bym nie komentował. Niczego dobrego na Łazienkowskiej się nie spodziewałem. Nie deprymowało mnie to, choć uważam, że na takie traktowanie sobie nie zasłużyłem. Miałem na początku dobra sytuację i chciałem ją wykończyć. Moim zdaniem Jacek Zieliński za ten faul mógł nawet zobaczyć czerwona kartkę. Dobrze, że na początku sezonu wpadliśmy na Legię, bo ten zespół z pewnością szybko się odrodzi. Remis w Warszawie jest naszym sukcesem.
Duety
Przy okazji meczu Legia - Górnik na stadionie przy Łazienkowskiej spotkali się piłkarze, których kariery piłkarskie były wcześniej mocno splecione. Przykładem tego są Sylwester Czereszewski i Tomasz Sokołowski I. Obaj znają się jeszcze ze Stomilu Olsztyn i obaj z tego klubu przeszli do stołecznego zespołu. Dla \"Czeresia” powrót do Warszawy był pełen wspomnień, bo z Legią przez sześć sezonów był związany na dobre i na złe.
Grę w Ruchu Chorzów mają za sobą Grzegorz Skwara i Łukasz Surma. To właśnie po akcji tego duetu \"Niebiescy” strzelili w Pucharze UEFA jedynego gola słynnemu Interowi Mediolan. Do bramki Freya strzelił Grzesiek, wykorzystując podanie Surmy.
W ŁKS Łódź wyrośli Artur Kościuk oraz Marek Saganowski. Napastnik Legii, po czerwonej kartce oglądanej na inaugurację sezonu w Wodzisławiu, w sobotę nie mógł wystąpić. Przed meczem \"Sagan” konferował z innym łodzianinem Marcinem Bugusiem (zdjęcie na dole). Trener Górnika postanowił zmienić ustawienie swojej obrony i do tej pory etatowy kapitan Górnika (opaskę oddał Pawłowi Bugale) całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych.
Ciekawostką jest też, że w Warszawie spotkało się też dwóch Jacków Zielińskich oraz dwóch Tomaszów Sokołowskich. (ogor)
Reklama













Komentarze