Reklama
• Dla pana obecność na stadionie Górnika to nie pierwszyzna.
- Pewnie, że nie. Przez rok występowałem w Hetmanie Zamość, ale również przyjeżdżałem ze Stalą Stalowa Wola, której jestem wychowankiem.
• Strata punktów w Łęcznej to prawdziwa sensacja.
- Z żadnym zespołem nie gra się łatwo, jeśli jest cofnięty i myśli tylko o tym, jak nie stracić gola. Górnik stał z tyłu i wybijał piłkę. Gdyby nam się udało zdobyć jednego gola, to mogło by się nawet skończyć na czterech lub pięciu. No, może byśmy wygrali 4:1.
• W Łęcznej wyszedł pan w pierwszym składzie, ale konkurencja na prawej pomocy jest ogromna.
- W tego typu klubach, jak Groclin, nikt nikogo nie rozpieszcza.
• Przed ligą w Górniku upatrywano kandydata do spadku. Czy po udanym początku w dalszym ciągu przewiduje pan taką rolę beniaminkowi?
- Ja nie twierdziłem, że Górnik jest przewidziany do spadku. Już z Zagłębiem Lubin pokazał, że może być groźny dla wszystkich.
• Co będziecie robili w autobusie, wracając w minorowych nastrojach do Grodziska? Regulamin trenera Radolskiego nie pozwala nawet grać w karty.
- Rzeczywiście podróż będzie długa. Do przejechania mamy z 600 kilometrów. Przydałby się chyba samolot. A regulamin aż tak straszny nie jest. Wymagane są normalne rzeczy. W autokarze możemy czytać książki i gazety.
Rozmawiał Artur Ogórek
Reklama













Komentarze