• Zapomniał pan jak się strzela gole?
- Chyba nie. To Robert Mioduszewski miał dzisiaj dzień konia. To on wybronił Górnikowi zwycięstwo, czasami w nieprawdopodobnych sytuacjach, jak po moim strzale, gdy wybił piłkę na słupek. Zdarzają się takie mecze, gdy nie można pokonać bramkarza.
• Byliście zdecydowanym faworytem. Czy po prostu nie zlekceważyliście beniaminka?
- Nie. Byliśmy lepsi, cały czas prowadziliśmy grę, ale biliśmy głową w mur. Górnik tylko się bronił, nastawił na kontry, że może coś się uda. Wiedzieliśmy, że przyjdzie pełny stadion ludzi, że będą gryźć trawę. Stworzyliśmy wiele sytuacji, tyle że nie wykorzystanych. No i zostaliśmy skarceni.
• Po meczu w Warszawie legioniści stwierdzili, że myśląc o mistrzostwie nie można tracić punktów beniaminkiem. Groclin również jest kandydatem do tytułu.
- Ja bym na to tak nie patrzył. To jest liga i nie ważne z kim się gra, beniaminkiem, czy Legią. W każdym meczu trzeba dać z siebie nawet 110 procent.
• Przy tak mocnej konkurencji liczy się pan z tym, że może wypaść z podstawowego składu?
- Oczywiście, że sobie zdaję sprawę. Piłka nożna jest brutalnym sportem i moje miejsce może zająć ktoś inny. Każdy musi być na to przygotowany i tyle.
• Czy Groclinowi paradoksalnie nie może zaszkodzić aż tak duża konkurencja w składzie?
- Kadra jest bardzo wyrównana i rywalizacja jest szalona. Jednak myśląc o wysokich celach nie może być inaczej. Konkurencja tylko dopinguje do jeszcze mocniejszej pracy.
Rozmawiał Artur Ogórek
Komentarze