Wodną autostradą od morza do morza. Skorzystają gminy przygraniczne
Białoruś zabiega o odtworzenie szlaku wodnego łączącego Morze Czarne z Bałtykiem. - To szansa na ożywienie gospodarcze oraz turystyczno-rekreacyjne naszego terenu - uważają samorządowcy z nadbużańskich powiatów i gmin
- 17.04.2014 16:15

Aby uruchomić wodną autostradę, najpierw trzeba uregulować Bug. Koryto rzeki jest zbyt płytkie, żeby mogły tędy pływać barki. A nadzieje międzynarodowi partnerzy mają spore.
- Oddziaływanie takiego szlaku sięga nawet 20 km od koryta rzeki. Korzysta miejscowa infrastruktura, logistyka, przemysł i turystyka - uważa Sławomir Sosnowski, wicemarszałek województwa lubelskiego, które jest partnerem międzynarodowego projektu.
Do tej pory odbyły się dwa spotkania w tej sprawie, w Pińsku i w Brześciu. Kolejne wyznaczone na maj zaplanowano w Lublinie. - Transport wodny stwarza nowe możliwości przewozu ogromnych mas towarów, barkami można transportować nawet do tysiąca ton ładunków - dodaje wicemarszałek Sosnowski.
Skorzystałyby na tym przygraniczne gminy. - Transport wodny podwyższa konkurencyjność, jest tani i ekologiczny. Ze Wschodu sprowadzamy głównie surowce, które znakomicie nadają się do tego rodzaju transportu - podkreśla Krzysztof Iwaniuk, wójt nadbużańskiej gminy Terespol.
- W pełni popieramy ten projekt. To szansa na ożywienie gospodarcze oraz turystyczno-rekreacyjne naszego terenu - uważa z kolei starosta bialski Tadeusz Łazowski. - Zyskałaby też polska żegluga śródlądowa, bo na razie, nie mamy się czym chwalić. Ociepleniu uległyby także nasze relacje z Białorusią - dodaje Łazowski.
W opisie projektu jego lider, czyli strona białoruska, zachwala, że inwestycja odciąży transport drogowy, co z kolei wpłynie na obniżenie emisji dwutlenku węgla. Nie zmienia to faktu, że 40-kilometrowy odcinek Bugu, przez który ma przebiegać wodna autostrada, znajduje się na terenie parku krajobrazowego Podlaski Przełom Bugu. A ten z kolei objęty jest programem ochrony przyrody Natura 2000.
- Bug to jedyna nieuregulowana rzeka w Europie - podkreśla Andrzej Łazeba, kierownik oddziału terenowego Lubelskich Parków Krajobrazowych w Janowie Podlaskim. - Nie jestem przeciwny tej inwestycji, ale muszę bronić przyrody. A każda ingerencja wywoła szkody w ekosystemie - dodaje Łazeba.
A jest czego bronić, bo w parku krajobrazowym żyje 141 gatunków ptaków. Stwierdzono tu również występowanie ponad 760 gatunków roślin naczyniowych. - Regulacja rzeki oznacza zniszczenie m.in. siedlisk ptasich. A przecież na tym obszarze obowiązują unijne dyrektywy: ptasia, siedliskowa oraz wodna - zauważa Wojciech Duklewski z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białej Podlaskiej.
Wicemarszałek Sosnowski uspokaja jednak, że projekt zakłada opracowanie kilku alternatywnych rozwiązań. - Być może uda się zaprojektować szlak bez konieczności ingerencji w przyrodę - mówi.
Do listopada 2015 r. ma powstać studium jego wykonalności. Powołana została już białorusko-polsko-ukraińska Komisja ds. Rozwoju Szlaku Wodnego E-40 na odcinku Dniepr-Wisła. Jej najbliższe posiedzenie odbędzie się 20-21 maja w Lublinie. Wartość projektu współfinansowanego z Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina 2007-2013 wynosi ponad 912 tys. euro.
Reklama













Komentarze