Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Aż strach tu chorować

W biały dzień w szpitalu chory po udarze, spadł ze schodów i się połamał. Szpital uważa że to wina... rodziny, która nie zabezpieczyła mu łóżka i pacjent wyszedł z pokoju. Krewni są zszokowaniem postawą dyrekcjo placówki i stanem chorego, który zostanie inwalidą
Dwa miesiące temu Jan Kowalski został przyjęty do szpitala w Kraśniku. Przeżył udar mózgu i trafił odział neurologii. Tam miał być dalej leczony. Do wypadku doszło 23 czerwca. Chory zszedł ze swojego łóżka, przeszedł nie niepokojony przez personel cały kilkunastometrowy korytarz i przewrócił się na schodach. Tam dopiero go znaleziono. Diagnoza jest fatalna: przy upadku doznał złamania biodra. - To jest niewyobrażalne, żeby połamać się w szpitalu. Jak mogło dojść do takiego wypadku w chwili kiedy opiekę nad pacjentem sprawuje placówka medyczna - zastanawia się Leokadia Kowalska, żona chorego. Rodzina napisała pismo do dyrekcji prosząc o wyjaśnianie co się stało. Dyrekcja w odpowiedzi całą winą obarczyła właśnie żonę Jana Kowalskiego. W skierowanym do krewnych piśmie dyrektor Piotr Krawiec podkreśla, że stało się nieszczęście, bo \"żona zaprowadziła pacjenta do łóżka i pozostawiła go tam nie uprzedzając pielęgniarek o zakończeniu wizyty. I nie zabezpieczając męża drabinką. Chory wstał i prawdopodobnie pospieszył za nią” - pisze dyrektor. Pani Leokadia jednak odpiera zarzuty dyrektora i opowiada zupełnie inną wersje wydarzeń. - Nic przy mężu nie robiłam, bo nie mogę, nie ma siły. A jak sobie przypominam, to tego dnia drabinek przy łóżku w ogóle nie było - opowiada. - Mamy jeszcze świadków, osoby które odwiedzały ojca tego dnia po mamie. Oni też widzieli, że barierek nigdzie nie było - dodaje córka Anna. Po wypadku pan Kowalski miał zostać zoperowany. Teraz jednak lekarze zmienili zdanie i nie chcą przeprowadzić zabiegu. - Leczenie jest zakończone i pacjent nadaje się do wypisu - usłyszała rodzina. - Jak ja mam go do domu zabrać w takim stanie. Rozumiem, że miał udar ale biodro złamał sobie w szpitalu, powinni go teraz wyleczyć a nie wypisywać -pani Leokadia jest zrozpaczona całą sytuacją. - Z opiniami lekarzy specjalistów nie dyskutuję. Jeżeli rodzinie się to nie podoba zawsze może zadąć opinii innego specjalisty - wyjaśnia Piotr Krawiec dyrektor SP ZOZ w Kraśniku, który nie chce komentować całego zdarzenia. Wczoraj nie udało się nam skontaktować z ordynatorem oddziału chirurgii urazowej kraśnickiego szpitala. Do sprawy wrócimy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama