Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Skoki z innej planety

Adam Małysz znokautował rywali i po raz czwarty został mistrzem świata! W konkursie na średniej skoczni w Sapporo skoczył najdalej.
Szwajcar Simon Ammann i Austriak Thomas Morgenstern przegrali z nim o ponad 20 punktów. Po czterech latach przerwy na narciarskich MŚ kibice ponownie wysłuchali \"Mazurka Dąbrowskiego”. Wyraźnie wzruszony Małysz na początku hymnu tylko słuchał, później śpiewał już razem z Polakami zgromadzonymi na trybunach \"Miyanomori”. Po wejściu na najwyższy stopień podium cieszył się jak dziecko. Skakał do góry, z rękami wzniesionymi do góry w geście triumfu. Po odebraniu medalu, jeszcze przed hymnem, zszedł na moment i uścisnął ręce kolejnym zawodnikom. Wcześniej złożył hołd wiwatującym na jego cześć kibicom, kłaniając się im w pas po swoim drugim skoku. Pierwszy gratulacje złożył mu Kamil Stoch, który w konkursie zajął bardzo dobre 11. miejsce. Po chwili do Małysza podbiegli Ammann i Morgenstern, wzięli go na ramiona i zrobili rundę honorową wokół zeskoku. Czterokrotny mistrz świata triumfował. Podobnie jak cztery lata temu w Val di Fiemme i przed sześcioma laty w Lahti. Po włoskich mistrzostwach, w których dwukrotnie był poza zasięgiem rywali, trenerzy innych zespołów mówili: \"Wszyscy skaczą, ale tylko Małysz lata” albo \"Jego skoki są z innej planety”. W sobotę znowu znokautował rywali. W pierwszej serii poleciał na odległość 102 metrów. Nikt inny nie był nawet w stanie zbliżyć się do granicy 100 metrów. Ammann, złoty medalista z dużej skoczni, uzyskał 96,5 metra. Jego kolega z drużyny Andreas Kuettel lądował metr bliżej, a Morgenstern półtora metra bliżej. Na półmetku Małysz prowadził z gigantyczną przewagą. Konkurs przebiegał w znakomitych warunkach, było prawie bezwietrznie. O wynikach decydowała więc wyłącznie forma zawodników. A tą największy polski skoczek mógł imponować. W piątek wygrał trening i zdecydował się opuścić kwalifikacje. W sobotę znów był najlepszy w serii próbnej. Ale w tym sezonie często zdarzało się, że numerem jeden był w skokach \"o pietruszkę”, a w zawodach do najlepszych brakowało mu kilku metrów. Tak było przecież w konkursie MŚ na dużej skoczni. Tuż przed nim w znakomitym stylu wygrał kwalifikacje, ale w zawodach uplasował się tuż za podium. Tym razem historia się nie powtórzyła. Ten pierwszy start zdjął z Małysza dużą część presji. Długie oczekiwanie na kolejny konkurs również zrobiło swoje. Adam się wyciszył, odzyskał spokój i luz tak bardzo potrzebny na skoczni. W sobotę latał swobodnie i rywali pokonał niejako bez wysiłku. W finałowej serii zawiódł tylko Kuettel, którego nie było stać na drugi daleki skok. Ostatecznie skończyło się na piątej pozycji. Wysoką klasę potwierdzili za to Ammann i Morgenstern. 96 i 95 metrów musiało robić wrażenie. A potem na belce został tylko Małysz. Wiedział, że tym razem nie musi walczyć o odległość. Do złota wystarczyłoby mu przecież 95 metrów. Spokojnie sprawdził wiązania i wystartował. Już w pierwszej fazie lotu widać było, że wyląduje daleko. 99,5 metra potwierdziło jego dominację. Po wylądowaniu była już tylko radość.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama