Buntowniczki żyją bez prądu i gazu
W asyście policjantów gazownicy i energetycy wyważyli drzwi do klasztoru betanek w Kazimierzu Dolnym. Po kilku minutach odcięli dopływ gazu i prądu.
- 29.04.2007 18:52
Gazownicy i pracownicy elektrowni zjawili się przed klasztorem w eskorcie policji w piątek. Przyszli, ponieważ o odcięciu prądu i gazu zdecydowało Zgromadzenie Rodziny Betańskiej. To do niego należy klasztor, a buntowniczki zajmują go nielegalnie.
Pukanie do bramy i dzwonienie przez domofon nic nie dało. Wtedy pracownicy miejscowej gazowni zdjęli zawiasy, zdemontowali furtę i weszli do środka. Żeby odciąć prąd i gaz, nie trzeba było wchodzić do środka budynku - wszystkie niezbędne urządzenia znajdują się na zewnątrz.
Policjanci nie musieli interweniować. - Było bardzo spokojnie - relacjonuje Roman Maruszak, rzecznik puławskiej policji. - Nikt nie krzyczał ani się nie awanturował. Żaden z mieszkańców klasztoru nie wyszedł na dwór.
Byłe betanki cały czas były w środku i odprawiały modlitwy. Ich śpiewy było słychać na zewnątrz. Zamieszanie przed klasztorem i głośne modlitwy przyciągnęły turystów. Niektórzy robili pamiątkowe zdjęcia.
Gdy gazownicy i pracownicy elektrowni opuścili posesję, siostry zaczęły na nowo barykadować klasztor. Deskami obijały okna, a w miejscu, gdzie była bramka, wstawiły białą dyktę. Główna brama wjazdowa również jest zabezpieczona - wspierają ją drewniane belki.
Byłe betanki mieszkające w klasztorze mają coraz więcej kłopotów. W zeszłym tygodniu puławski sąd nakazał 21 kobietom opuścić klasztor. Zgromadzenie Sióstr Rodziny Betańskiej złożyło w sądzie w sumie 49 pozwów o eksmisję. Jutro kolejna rozprawa w tej sprawie. (PB)
Reklama












Komentarze