Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

1000 kilometrów na wózku

Niepełnosprawny mężczyzna z Opalenicy koło Poznania odbywa podróż życia. W tym tygodniu dotrze na Lubelszczyznę
28-letni Przemysław Kowalik ma sparaliżowane ręce i nogi. Rok temu prosił prezydenta Kaczyńskiego o zgodę na eutanazję. Dziś na inwalidzkim wózku przejeżdża Polskę w geście poparcia dla Euro 2012. Przemek 4 lata temu uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Od tego czasu porusza się na wózku. - Dwa lata przeleżałem w łóżku w tragicznym stanie psychicznym. Nie chciało mi się żyć, nie widziałem żadnego sensu. Wystąpiłem nawet do prezydenta, by zgodził się na eutanazję, ale otrzymałem odpowiedź odmowną - wspomina Przemysław Kowalik. Chłopak wstydził się wyjść z domu, bał się reakcji otoczenia. Mówi, że od paraliżu rąk i nóg gorszy był \"wewnętrzny paraliż”. - Wreszcie pomyślałem: nie poddam się. Postanowiłem na wózku przemierzyć Polskę wszerz, łączenie ponad 1000 km. To pomysł zrodzony z ludzkiej słabości i bezsilności wobec życia. Ma pobudzić ducha walki w ludziach, którzy stracili wiarę - tłumaczy. 26 lipca Przemek wyruszył elektrycznym wózkiem ze Świecka. Swoją podróż nazwał \"Misja 1000, Euro 2012”. To jego forma poparcia dla organizacji Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Mówi, że choć nie może budować dróg i stadionów, to chce w ten sposób udowodnić, że jesteśmy krajem przyjaznym, przejezdnym i pozbawionym barier. Dziennie chłopak przejeżdża od 60 do 80 km, pokonał już 700. Dziś wyruszy z Warszawy i jeszcze w tym tygodniu dotrze na Lubelszczyznę. Przejedzie przez Kock, Parczew, Włodawę i skończy swoją podróż w Zosinie. W podróży towarzyszy mu brat Marcin i jego narzeczona Barbara, która także ucierpiała w wypadku. - Jedziemy w pewnej odległości od Przemka, żeby w każdej chwili mógł na nas liczyć - mówi Marcin Kowalik. - Są trudne chwile, zmęczenie, osłabienie, ale na pewno dotrzemy do celu. Pomysł Przemka spodobał się Maćkowi Majowi z Lublina, który także po wypadku samochodowym od 16 lat jeździ na wózku. - My nie potrzebujemy litości i specjalnego traktowania. Chcemy tylko normalnie żyć, bez barier, które narzuca nam świat. Dlatego najważniejsze to wyjść do ludzi i cieszyć się życiem, pokonując własne słabości - ocenia Maciek Maj. A Przemek dodaje z uśmiechem: - Brak rąk i nóg nie musi być ograniczeniem w realizacji marzeń. Wszystko, co najważniejsze jest w naszych sercach i głowach.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama