Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jak nam jest jej żal...

Mieszkańcy Krzczonowa są w szoku. Nie mogą zrozumieć, dlaczego spokojna i lubiana Bożena Z., ich sąsiadka, dokonała w poniedziałek napadu na bank.
- To było i śmieszne, i tragiczne - mówią. - To mi się w głowie nie mieści - mówi przed sklepem w Krzczonowie jedna z kobiet, prosząca o anonimowość. - Ona jest gruba. Bardziej niż widać w gazecie. Jak ona mogła się zmieścić w ubranie moro? I jeszcze straszyć karabinem za 4 złote? To śmieszne. - Nie powinna się przyznawać. Nikt się z niej śmiać nie będzie - mówią inni. - Ale my wcale się z niej nie śmiejemy - dodaje druga. - Naszym zdaniem, to nie powinna się wcale do tego przyznać. A wszyscy zebrani jej potakują. Natalia Poleszak, zastępca kierownika Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej, też nie kryje zdziwienia. - Nie mieliśmy żadnych zgłoszeń o tym, że potrzebna jest jej pomoc - mówi. - Owszem, wpłynął wniosek o dofinansowanie obiadów dla jej córeczki i takiej pomocy nikomu nie odmawiamy. Pani Bożena ma gospodarkę z rodzicami. Wszyscy uważają, że z jakichś powodów siadła jej psychika. Teraz uważniej przyjrzymy się jej sytuacji, ale według naszej dotychczasowej wiedzy nie działo się tam nic złego. A ludzie przed sklepem gadają różnie. Że miała trochę długów. Jakiś mężczyzna dorzuca, że podobno ojciec miał jej za złe, że rozeszła się z mężem. Jakaś kobieta mówi, że Bożenie Z. były potrzebne pieniądze na wyjazd za granicę i nie miała od kogo pożyczyć. - Z całym naciskiem podkreślam, że to porządna, spokojna kobieta - mówi Marian Podsiadły, wójt gminy. - Udzielała się w Kole Gospodyń Wiejskich, brała udział we wszystkich tutejszych uroczystościach. Ale kto może wiedzieć, co w człowieku w środku siedzi? Wszyscy zgodnie podkreślają, że jest dobrą matką. - Pani Bożena nie pije, chyba nawet nie pali - zastanawia się wójt. - Nie miała zaległości w podatkach, nie skarżyła się, nie żaliła. Napiszcie koniecznie, że we wsi nikt nie ma do niej pretensji. Może liczyć na naszą pomoc. W tym roku córeczka Bożeny Z. pójdzie do szkoły. - To dziecko jest zadbane. Na zewnątrz nic nie wskazywało, żeby matkę mogło coś popchnąć do takiego czynu - twierdzi Danuta Poniewozik, dyrektor szkoły w Krzczonowie. - Znam tę rodzinę, razem do kościoła chodzą, wydaje się, że wszystko jest w porządku. My zrobimy co w naszej mocy, żeby mała nie odczuła konsekwencji czynu matki. Zwrócimy baczną uwagę na jej relacje z innymi dziećmi.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama