Reklama
W klasztorze znaleziono niemowlę
Dziecko ma około dwóch miesięcy. Spekulacje, że jego matką może być zakonnica okazały się nieprawdziwe. Oboje odwieziono do szpitala.
- 10.10.2007 11:26
Policjanci rozpoczęli wyprowadzanie b. betanek z budynku klasztoru. W czasie, gdy jedna z b. betanek prowadziła negocjacje z policją, pozostałe siedziały w jednej z dużych sal na poddaszu klasztoru. Grały na gitarze i śpiewały religijne pieśni. - Większość byłych sióstr siedzi w salce na najwyższym piętrze budynku. Są uśmiechnięte, śpiewają, grają na gitarze, klaszczą - relacjonował tuż po godz. 9. Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji. - W środku, oprócz zbuntowanych betanek jest też były franciszkanin i kilku innych mężczyzn - prawdopodobnie z rodzin byłych sióstr - dodał.
Wejście do budynku nie było łatwe. Do muru klasztoru trzeba było przystawić drabinę. Po niej na drugą stronę muru przeszedł ślusarz, który od środka otworzył bramę. Wcześniej do wszystkich trzech bram pukał komornik. Jednak nikt nie odpowiadał na jego wezwania.
Na teren klasztoru weszło z komornikiem kilkudziesięciu policjantów około 20 z nich w kaskach, z tarczami i pałkami. - To nie są oddziały szturmowe, a po prostu oddziały prewencji w pełnym umundurowaniu - tłumaczył Mariusz Sokołowski.
Dla wielu osób rozgrywa się tu prawdziwa tragedia. - Dla na nas to ból i rozapacz. A wy, dziennikarze macie serca z kamienia - płacze jedna z kobiet.
- Modlimy się za Was siostry - wykrzykuje druga, która przyjechała do Kazimierza wesprzeć byłe betanki.
Reklama













Komentarze