Buntowniczki poza klasztorem
One i tak będą świętymi! Zobaczycie! - wykrzykiwali obrońcy byłych betanek. - Chcemy dostać się do swoich córek - płakali rodzice.
- 10.10.2007 19:27
Policjanci zaczynają zjeżdżać się na parking przed kazimierskim zakonem już o szóstej rano. Montują kamery. - Musimy wszystko nagrywać. To dla bezpieczeństwa. I po to, by przeanalizować czy nie doszło do żadnych uchybień - tłumaczy Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Tuż po dziewiątej do drzwi klasztoru puka komornik. Ale eksbetanki go nie wpuszczają. Z pomocą przychodzi ślusarz, który po drabinie pokonuje mur i otwiera bramę. - Tam jest moje dziecko! Ja tam muszę wejść - jedna z matek wyrywa się i próbuje wedrzeć się na teren klasztoru. Policjanci ją zawracają. I sami wchodzą do środka.
Eksbetanki śpiewają, grają na gitarze. Z czasem zaczynają jednak sprawiać problemy. - A ojciec Roman zachowuje się wręcz agresywnie. Używa różnych epitetów - relacjonuje Janusz Wojtowicz z lubelskiej policji.
Trwają negocjacje. Funkcjonariusze przekonują byłe betanki, aby opuściły klasztor. - A gdyby do pani domu, w którym pani jest z mężem i dzieckiem, przyszli i kazali wracać do rodziców? - mówi jedna ze zbuntowanych sióstr do policjantki. - Tu jest mój dom. Bóg mnie tu powołał i on mnie wezwie, a nie żaden Puzewicz (rzecznik metropolity lubelskiego - red.).
Ok. 10.30 wybucha bomba. Na terenie klasztoru jest niemowlę. Wkrótce okazuje się jednak, że matką chłopczyka jest siostra jednej z byłych betanek. Mały Michałek od kilku tygodni przebywa ze swoimi rodzicami w klasztorze. Chłopczyk zostaje przewieziony karetką do puławskiego szpitala.
- Dzieciak ma ok. dwóch miesięcy. Jest przeziębiony, ale to nic groźnego. Za kilka dni powinien opuścić szpital - mówi Marian Jedliński, dyrektor puławskiego szpitala.
Po godz. 11 policjanci wyprowadzają w kajdankach ojca Romana Komaryczko. - Sprawiał problemy, stąd takie środki ostrożności - tłumaczy Wójtowicz i dodaje, że mężczyzna zostanie przekazany prokuraturze. Podobnie jak zbuntowana przełożona klasztoru siostra Jadwiga Ligocka. Po południu prokurator postawił ojcu Romanowi zarzut bezprawnego przebywania w klasztorze.
Mija czwarta godzina akcji, kiedy do podstawionego na podwórku autokaru zaczynają wychodzić byłe betanki. Każda w asyście dwóch policjantek. Siostry są z gitarami, workami wypchanymi ubraniami, książkami. Mają być przewiezione do jednego z trzech ośrodków rekolekcyjnych: w Lublinie, Nałęczowie i Dąbrowicy.
Ostatni, trzeci autokar, odjeżdża ok. godz. 15.50. W klasztorze zostaje komornik, który ma sprawdzić czy nikt się nie ukrył. - Byłe siostry prezentowały zachowania wskazujące na duży stopień psychomanipulacji. Sprawiały wrażenie braku kontaktu z rzeczywistością - podsumowuje Mieczysław Puzewicz, rzecznik metropolity lubelskiego, który był na terenie klasztoru podczas wczorajszej eksmisji.
W klika godzin po eksmisji klasztoru w Kazimierzu Dolnym wprowadziło się kilkanaście zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej, właściciela nieruchomości.
- Odebrały od komornika odzyskaną nieruchomość i mienie - mówi Janusz Wojtowicz, rzecznik policji. - Przejęły klucze i dokumenty.
Powiązane galerie zdjęć:
Reklama













Komentarze