Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Stado kurcząt poszło z dymem

W Rzeczycy pod Międzyrzecem Podlaskim w pożarze kurnika zginęło 20 tysięcy kurcząt. Straty wyniosły prawie 200 tys. zł.
- W piątek rano szwagier uruchamiał promienniki gazowe w części kurnika. Chciał tam puścić kurczątka. Potem pojechał na śniadanie do domu. Wtedy pojawił się dym na dachu. Byłem po sąsiedzku, w swoim kurniku. Natychmiast pobiegłem i odciąłem dopływ gazu i prąd. Wezwałem straż - mówi Janusz Majczyna, krewny pogorzelca z Rzeczycy. Do pożaru pojechało w sumie osiem zastępów straży zawodowej i ochotniczej. - Kiedy zajechaliśmy na 50 metrach kurnika palił się dach. Było bardzo duże zadymienie. Musieliśmy pracować w aparatach tlenowych. Niestety, nie było szans na uratowanie kurcząt, które były w połowie kurnika nie objętej ogniem, ale pełnej dymu. Ptaki padły zaczadzone - relacjonuje aspirant Mirosław Bogucki, dowódca zmiany z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Międzyrzecu Podlaskim. Mł. brygadier Zbigniew Łaziuk, dowódca międzyrzeckiej jednostki, podkreśla, że gaszenie utrudnial silny wiatr. - Na szczęście, nikomu z ludzi nic się nie stało. Pożar powstał prawdopodobnie z powodu wady urządzeń grzewczych na gaz. Od promienników wiszących półtora metra nad ściółką ogień szybko przeniósł się na łatwopalny styropian. Dobrze, że zabezpieczone zostały zbiorniki z gazem. Gdyby godzinę później dostrzeżono ogień, mogłyby wybuchnąć. Uratowaliśmy pewnie mienie warte 200 tys. zł. - Akurat przed świętami taki pech! I to w momencie, kiedy hodowcy trudno osiągnąć jakiekolwiek zyski przy sprzedaży kurczaków. Krzysztof nie miał innego źródła utrzymania poza tym kurnikiem. Trudno będzie mu odbudować. Tym bardziej, że ubezpieczamy tylko kurniki. Nikt nie chce ubezpieczać kurcząt - dodaje Majczyna.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama